poniedziałek, czerwca 28, 2021

In a cup of ...


black tea.
Location: friend's back garden, Carlingford, Co. Louth.
Time: Sunday the 20th of June, afternoon.

Zeszła niedziela też była piękna (jak powyżej), w międzyczasie zdążyliśmy pojechać do Donegalu i wrócić. Rozmasowuję bolące miejsca, zapycham głód kaczym udkiem, zapowiadam więcej filiżanek z ostatniego weekendu i zostawiam myśl którą przeczytałam gdzieś tuż przed wyjazdem:

Matki wychowują swoje córki, a synów kochają.

Co myślisz?

17 komentarzy:

  1. Deser bardzo na czasie.
    Trudno mi cos powiedzieć na temat wychowania synów i córek, mam jedynaka, a moi rodzice chyba nie robili różnic, w każdym razie trzeba by zapytać brata...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pewnością myśl zbyt ogólna jest niesprawiedliwa dla wielu.
      Szybki deser był dziełem naszej przyjaciółki. Dobrze jest znać ludzi :D

      Usuń
  2. W cytowanej myśli jest wiele niesłodkiej prawdy. Dla równowagi trzeba jednak zauważyć, że córki często są uwielbiane przez tatusiów. Walka płci obowiązuje nawet wśród najbliższych:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem o ile w tej myśli jest prawdy o najmłodszym pokoleniu rodziców. Może wszystkich tak samo nie wychowują? ;)

      Usuń
  3. nieodparcie kojarzy mi się książka "Souad - Spalona żywcem", gdzie sytuacja ujęta w cytacie ukazana jest wyjątkowo wyraziście, rzecz w relacjach systemu patriarchalnego, w którym synowie są kontynuacją "biznesu", więc trzeba na nich chuchać i dmuchać, a córki to towar do sprzedania, czasem wręcz zbędny balast zalegający magazyn, żeby go gdzieś upchnąć trzeba go odpowiednio przygotować...
    ale tak naprawdę, to nie trzeba tego szukać w jakichś egzotycznych (islamskich) okolicznościach, relikty takich relacji, aczkolwiek w subtelniejszej formie, funkcjonują tu lub tam także w Polsce, która kiedyś faktycznie była katolickim krajem i działał podobny system, zaś fundamentaliści marzą o tym, aby ten system powrócił...
    p.jzns :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kobieta jest przeznaczona do usług, mężczyzna do rządzenia. I oczywiście zaraz może się pojawić skojarzenie z fundamentalistami religijnymi innymi niż katolicyzm. Ale dlaczego w takim razie w moim pokoleniu tak niewielu facetów mając lat 20 umiało sobie zaparzyć herbatę? (bo przecież nie każdy był przysposabiany do życia ze służbą, no chyba, że z góry zakładano służbę w postaci żony).

      Usuń
  4. W takim ukladzie, idac owymi stereotypami, mozna by bylo powiedziec, ze ojcowie wychowuja swoich synow a corki kochaja:)

    Cos w tym chyba jednak jest, jakas drobinka prawdy, jak w kazdym powiedzeniu. Mysle, ze to mialo zwiazek z przeszloscia. Z rola kobiety i mezczyzny w spoleczenstwie. Z oczekiwaniami jakie spolecznosc miala wobec kobiet i mezczyzn. Moi dziadkowie inaczej wychowywali syna, dziedzica i kogos kto zachowa nazwisko, niz corki. O dziwo syn nazwisko zachowal, ale cos mi sie wydaje, ze nigdzie dalej sie ta rodzinna ( nazwiskowa) tradycja nie przeciagnie. Wuj jest bezdzietny.
    Jakby to ujac(?) Inne wymagania byly wobec facetow inne wobec kobiet. Kobiety trzeba bylo trzymac krotko:)) Dziewice do slubu, nie mogace wczesniej zajsc w ciaze bo to dopiero bylaby hanba dla rodziny, a faceci(?). No coz? Niech zdobywaja na kazdym gruncie doswiadczenie poza domem.
    Znam jednak troche kobiet nie okazujacych swoim synom milosci. Jakos im nie po drodze ze soba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wychowanie zakłada przystosowanie dziecka do samodzielnego życia. Przynajmniej takie mam odczucie, że myśl kręci się wokół tej definicji. Nie chcę odbiegać w zbyt historyczne sytuacje, faktem jest, że wielu panów w pokoleniu moim i ew. moich rodziców nie radzi(ło) sobie z samodzielnym życiem (domową dyscypliną, tym, że czasami trzeba zrobić coś, czego się robić nie lubi, planowaniem, np. posiłków). Jeśli wrócić do kliszy kulturowej, że to kobieta zostaje kilka lat po urodzeniu dziecka w domu, bo je WYCHOWUJE (kobiety niekoniecznie tak robią, ale są takie, które tak robią), to brak samodzielności częstszy u chłopców jest intrygujący. I stąd pewnie wzięła się taka (czyjaś) myśl.

      Usuń
  5. Matka trojga,2 facetów i jedna girl nie odnajduję się w tym zdaniu. Po pierwsze oboje rodzice wychowują dzieci. Mój małż jest fantastycznym zaangażowanym ojcem. Po drugie, jak słowo daję nie robiłąm różnicy między tym czego wymagam od dziecka w zależności od płci. I tak np najstarszy kiedy urodziła mu się siostra karmił piersią misie, a córka nigdy nie bawiła się barbie, bo nie lubiła. Syn zawsze był porządnicki, a córka bałąganiara, tak im pozostało.
    Z najmłodszego wyrasta fajny, zaradny człowiek też

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rodzicielstwo to jest trudne zadanie rozciągnięte w czasie, tym większa satysfakcja gdy jakoś uda się wybrnąć na plusie. Jeśli czujesz, że Twoje dzieciaki to fajne człowieki to takie poczucie jest chyba jednym z większych szczęść w życiu :)

      Usuń
    2. Bardzo mnie to cieszy! 😚

      Usuń
  6. Matki najczęściej robią córkom to, co im zrobiono. Co im zrobiły babki i ich matki. To jest wielowarstwowe. Im bardziej mama siebie nie lubi, tym bardziej będzie "wychowywała" córkę. Kiedyś przeczytałam na czyimś blogu: wychowałam córkę dobrze, nie puszcza się na lewo i prawo...Och, ile w tym zadaniu było o matce, wcale nie o córce. Córka dostał rykoszetem...Taki puzzel do układanki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapewne tak jest, choć jako optymistka zakładam, że można to błędne koło przełamać.

      W ogóle w naszych ocenach innych ludzi jest zawarta myśl, co jest dla nas wartością, jak żyjemy, co nam się zdaje. Czasami nasza opinia o innych lepiej opisuje nas samych, niż reszta autoprezentacji nad którą się nam zdaje, że panujemy. O córce z przytoczonego przez Ciebie zdania nadal trudno cokolwiek się wywiedzieć — osoby mocno kontrolujące są zazwyczaj na potęgę oszukiwane przez bliskich, w efekcie nie za dobrze ich znają. Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Jasne, że można. Czytałam Biegnącą z wilkami i parę innych rzeczy :)
      I ja wiem, że w tym co ludzie mówią o innych, zawarta jest prawda o nich samych. Naga, bym powiedziała. Od kiedy słucham tak odwrotnie, mam więcej zrozumienia dla innych i siebie. Bo my wszyscy tacy sami jesteśmy jednak :)
      A o córce ta kobitka dopowiedziała w tej dyskusji, że grzeczna, że ubiera się nie jak latawica, że nie ma w głowie chłopaków tylko naukę :) Była z niej bardzo dumna, o zgrozo :D
      Mam nadzieję, że córka była dobra w oszukiwaniu mamy...
      I ja pozdrawiam :)

      Usuń
    3. Z rozpędu dodam, żem w temacie, bo właśnie czytam: Być córką i nie zwariować- Kasi Miller. Nowa na rynku i warto poczytać :)

      Usuń
    4. Miller jest w porządku, choć bezpośredniość w opisie patologii relacji rodzinnych nie zawsze zjednuje jej fanów (czemu zresztą trudno się dziwić).

      Usuń

Bardzo proszę NIE komentuj jako Anonim. Nie toleruję spamu i wulgaryzmów. Komentarze są moderowane, więc take your time. Jeśli uporczywie piszesz nie na temat, w końcu zrobi Ci się przykro (mam doktorat z rugowania trolli i jęczybuł). Dodatkowo: jeśli podejrzewam, że komentarz został napisany z pomocą AI, nie puszczam go — tobie nie chce się pisać, mnie nie chce się czytać.

***


Please, DO NOT comment as Anonymous. Talk sense. Spam messages and filthy language won't be tolerated (I have a PhD in silencing trolls & crybabies, summa cum laude). In addition: I block comments that look like AI created — you have no time to write yourself, I have no time to be bothered, it's as simple as that.