Monday, July 27, 2020

Olivia.

Na początku tego roku zmarł Kirk Douglas, ale to jej śmierć naprawdę zamyka drzwi. Wczoraj ogłoszono, że w swoim paryskim domu na 3 rue Bénouville zmarła Olivia de Havilland, filmowa Melanie z "Przeminęło z wiatrem". Zaledwie trzy tygodnie temu, 1 lipca, skończyła 104 lata. Nie żyje już ani jeden aktor pierwszoplanowy ze złotej ery Hollywoodu (lata 30-te do 50-tych).

15 comments:

  1. Pisałam o niej 3 dni temu i życzyłam zdrowia, a tu masz! :(

    ReplyDelete
    Replies
    1. Też rozmawialiśmy o niej z Kraciastym. Podobno nie była hospitalizowana, zmarła we śnie, z przyczyn naturalnych. Długie życie, z piękną, wygodną emeryturą.

      Delete
  2. Historia kina, można powiedzieć...jako Melanie jej nie widziałam, za to w innych rolach, zwłaszcza w starszym wieku, tak.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nigdy nie przepadałam za "Przeminęło z wiatrem", za to de Havilland podobała mi się w "Dziedziczce" (1949) na podst. książki Henry'ego Jamesa (nowszą adaptację książki wyreżyserowała Agnieszka Holland).

      Delete
  3. Replies
    1. W jakimś sensie tak - nie ma już ludzi, którzy osobiście znali tamte gwiazdy w czasach ich świetności.

      Niedawno uświadomiłam sobie, że znowu są lata dwudzieste ;)

      Delete
  4. Nie pasowało mi obsadzenie Olivii de Havilland w Przeminęło z wiatrem. takie ciepłe kluchy.
    Pozdrawiam:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mnie w ogóle nie wzięło "Przeminęło ..." jako zjawisko kulturowe (mam na myśli film). Rhett to był zwykły cham, a Scarlett mała cwaniaczka (równie dobrze mogłaby sprzedawać ryby na targu).

      Delete
  5. Odchodzą wielcy, a zostają mali, nie wyróżniający się niczym, ale kto ich zapamięta i z czego?
    Serdeczności zasyłam

    ReplyDelete
    Replies
    1. Sądzę, że każde pokolenie ma swoich wielkich. Żeby oglądać filmy z tamtej epoki, potrzeba trochę się przygotować, bo jednak było to specyficzne kino i inne aktorstwo. To trochę tak, jak czytać klasyczną książkę. Z drugiej strony z Kraciastym obejrzeliśmy jakiś czas temu "Tramwaj zwany pożądaniem" z Leigh. Mąż był zaskoczony jak świetnie zagrano przemoc nie pokazując przemocy na ekranie.

      Delete
  6. Piękne i długie miała życie. Tylko pozazdrościć.

    Coś się kończy
    Coś się zaczyna

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zawsze jest jakiś początek, po prostu nie w każdym uczestniczymy.

      Delete
  7. Imponujacy wiek.
    Chociaz film nie jest moim ulubionym to fakt iz pokazywal ludzi jakimi potrafia byc przyjelam pozytywnie. Uwazam ze np postac Rhetta byla plusem - bo nikt nie jest doskonaly, takie charaktery istnieja - i to zrownowazylo czesciowo reszte cukierkowatosci filmu.
    Na mnie duze wrazenie zrobil "Kabaret" - a takze "Ojciec Chrzestny" - tak doskonalego aktorstwa nie spotyka sie zbyt czesto.
    We wspolczesnych filmach jest tyle technologii i technicznych sztuczek ze stracily ta dawna sztuke prawdziwego, naturalnego aktorstwa.

    ReplyDelete
  8. Chyba mi ulecial w przestworza pierwszy komentarz wiec sie powtarzam :
    imponujacy wiek, nie kazdy tak potrafi.
    Chociaz sam film nie zrobil na mnie niezapomnianego wrazenie to fakt iz Rhett byl jaki byl zupelnie mi sie podoba - bo pokazal ludzi jakimi sa a nie idealem jako ze idealow ludzkich nie ma. Przy okazji zrownowazyl ogolna cukierkowatosc filmu.
    Dodam ze jednym z tych filmow ktory zostawil we mnie wrazenie sa "Kabaret" i "Ojciec Chrzestny" - doprawdy trudno spotkac tak doskonale aktorstwo i wiernosc w oddaniu epoki.
    Obecnie technologia i jej mozliwosci zrobily aktorstwo bardzo plytkim, czesto sklaniajac mnie do pomyslenia ze tyle to i ja bym potrafila. Za najbardziej przereklamowanego uwazam Brad Pitt.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nic nie uleciało :) Zdaję sobie sprawę, że ludzie tacy są, a nawet na plus fabuły zaliczę fakt, że przedstawiono ówczesne małżeństwa przede wszystkim jako sposób na zapewnienie sobie wygodnego bytu (no chyba, że jest się Melanie, prawdziwie wiktoriańsko romantycznym egzemplarzem kobiety, która chodzi po świecie z ciągłym wyrazem naiwności na twarzy). Dla mnie postacie w tej historii są po prostu irytujące.

      Dobre aktorstwo w ogóle nie jest cechą charakterystyczną amerykańskiego kina. Nigdy za bardzo nie było, ale z drugiej strony dzisiaj jest jeszcze gorzej. Nacisk przerzucono na techniczną doskonałość. I o ile potrafię docenić doskonały dźwięk (to pięta Achillesowa polskiego filmu), to reszta jakoś specjalnie mnie nie jara. Ostatnio technicznie zachwycił mnie "Amadeusz" Formana. 1984 rok, trzeba tak oszczędnie operować kamerą i planem, żeby było widać to, co ma być widać, a i tak w filmie czuć rozmach, atmosferę epoki.

      Jeśli w trailerze filmu jest bum bum i generowany komputerowo krajobraz, to małe jest prawdopodobieństwo, że pójdę do kina z własnego pomysłu. Zjawiska Brada Pitta nigdy nie chwytałam. Ani mi się nie podobał jako mężczyzna, ani nie dopatrzyłwm się w nim jakiegoś wybitnego talentu do grania.

      Delete

Bardzo proszę NIE komentuj jako Anonim.
Nie toleruję spamu i wulgaryzmów. Komentarze są moderowane, take your time.
***

Please, DO NOT comment as Anonymous.
Talk sense. Spam messages and filthy language won't be tolerated.