albo odwrotnie.
W każdym razie dobrze nam z tym -
taką myśl miałam po wczorajszych wieczornych zakupach
(nowy fotel do biurka, dwie kolorowe doniczki, wieszaki z tęczowym drucikiem).
Po północy wydrukowałam mapkę Polski i nanosiłam na nią kropki "gdzie chcemy pojechać".
Radocha jak cholera.
Przez chwilę pomyślałam, że może zrobię letni tag z pytaniami do siebie, ale co ja będę sobie pytania zadawać, jak ktoś ma ochotę coś wiedzieć, niech zadaje. Za to znalazłam ładny cytat na dziś, autorstwa Sekielskiego:
Z szybkiej internetowej kwerendy wynika, że 27 jest liczbą Harshada, czyli dzieli się przez sumę swych cyfr. Jest to również trzecia liczba dziesięciokątna. 27 ksiąg ma Nowy Testament, tyle też wynosi liczba atomowa kobaltu oraz numer gwintu stosowany w żarówkach i niektórych bezpiecznikach. A może trzeba po prostu uznać, że Beata Szydło i PiS nie potrafią skutecznie poruszać się po europejskich salonach, a międzynarodową polityką nie da się zarządzać z Nowogrodzkiej w Warszawie.A ja widzę, że w 27 roku n.e. urodził się Gajusz Petroniusz, w Warszawie tramwaj nr 27 wozi ludzi z Cmentarza Wolskiego do metra na Marymoncie, a rozmiar obrączki Kraciastego, 27 oczywiście, na Wyspach pokrywa się z rozmiarem X. Czy Beata mnie słyszy?
mnie nieodmiennie śmieszy taka netowa mapa - tracer, która najkrótszą drogę z Warszawy do Gdańska wyznacza autobaniami via Łódż...
OdpowiedzUsuńmapa to naprawdę inspirująca zabawka... na przykład można sobie zaplanować synchroniczne wysadzenie iluś tam kościołów, tak aby tworzyły kontur krzyża "długim do góry"... słyszałem też o gościu, który miał ziołowego spota na jakiejś miedzy w szczerym polu i doglądał swoje "dziewczyny" za pomocą mapy satelitarnej Google, bo mu się nie chciało osobiście... za to gdy pierwszy raz pojechałem do Francji stopem to wystarczał stary atlas samochodowy Europy, co "szaleeenie" pomagało lokalizować campingi i wylotówki z miast :)... ale za to wtedy nauczyłem się, że w Niemczech bez mapy autobani z zaznaczonymi rastplatzami i tanksztelami nie ma co startować w tej konkurencji...
...
a liczba 27 to przede wszystkim Brian Jones, Jimi Hendrix, Janis Joplin, Jim Morrison, Kurt Cobain, Amy Winehouse tudzież cała reszta, inne skojarzenia pojawiają mi się już później...
p.jzns :)...
Niektórzy pamiętają każdy szczegół ze swojego bierzmowania, a ja nic, kompletny blank. Gorzej, nie pamiętam czy moja praca o mapie w "Jadrze ciemności" Conrada to był licencjat czy magisterka. Nie przywiązuję się do takich myśli. Natomiast pamiętam doskonale jaką miałam na sobie sukienkę, gdy Kraciasty zobaczył mnie na żywo po raz pierwszy :)
UsuńO Klubie 27 czytałam. Ale to takie słabe jest, to dzieciaki przecież jeszcze - z powodu ciągłych oparów różych substancji ich wiek emocjonalny to pewnie 10-15 lat. Smutek i słabość.
27 marca urodził się mój eksmąż i to nie jest dobra wiadomość dla świata.
OdpowiedzUsuń27 lat miał, gdy się ze mną żenił i to już jest wiadomość tragiczna. Dla mnie :)
Czyli ewidentnie cuś niedobrze dla Ciebie z tą liczbą. A data rozwodu i wiek w czasie rozwodu? (szukam Twojej szczęśliwej, zadowolonej liczby, jak mniemam).
Usuń9 grudnia (chyba) 2005, ale wyrok uprawomocnił się dopiero w styczniu następnego roku i w końcu nie wiem. Do bani.
UsuńLat miałam dokładnie 37.
27 lat ma mój syn, ale z innymi faktami ta liczba mi się nie kojarzy...o "sukcesach" PiSu nie wspominam.
OdpowiedzUsuńJeśli chodzi o sukcesy ... musiałabyś zbyt wiele rzeczy wymienić (muahaha, żarcik taki).
UsuńNumerologia jest mi kompletnie obca, no może poza tradycyjną 13, która podobno pecha ma sprowadzać... ;)
OdpowiedzUsuńA to nie numerologia, to zwykły relikt średniowiecza :)
UsuńJestem laikiem w temacie, ale to mnie zupełnie nie zraża. Wczoraj poświęciłam 15 minut życia na oglądanie TEGO FILMIKU i weszłam na inny poziom astralny ... tak, że ten ...
Usuń