czwartek, stycznia 22, 2026

W poszukiwaniu readbaitu

A już miałam zatytułować: SEO zabija dziennikarstwo. 

Mąż zdecydował się odsubskrybować Onet. Był taki czas, gdy wydawało się, że pod warstwą mułu można tam znaleźć coś ciekawego, ale nie, było minęło. Nie tylko sekcja newsów to dramat, kuleją również dłuższe teksty powtarzające w kółko kluczowe frazy. Oczywiście, to nie SEO zabija, tylko redaktorzy. I nie dziennikarstwo, tylko system, w którym pisanie tekstów było oferowane tym, którzy pisać chcą, ale przede wszystkim, którzy pisać potrafią, do tego stopnia, że byłoby im wstyd puszczać w eter to, co jest codziennie serwowane m.in. przez Onet. Oczywiście, nie zamierzam wybielać przeszłości dziennikarstwa jako takiego (ludzie różne z gruntu zakładają, że przedstawienie czegoś w pozycji ofiary z automatu to uszlachetnia ... yyy, nie, nie uszlachetnia, cieszę się, że mogę wszystkim o tym przypomnieć). Chodzi o to, żeby teksty w gazecie, także internetowej, miały określoną jakość. W teorii podkręcanie tytułów ma przyciągnąć do wartościowych treści (readbait), w praktyce podkręcanie tytułów przyciąga do tekstów z treścią minimalną, powtórzoną wielokrotnie (clickbait). Niedobrze. Nagana. I tak to rozstajemy się w domostwie z Onetem. Długo to trwało, pisałam od kilku lat, że pikowanie portalu jest przykre dla Mózgu. Mąż subskrybujący Gazetę Wyborczą rzekł mi właśnie, że może teraz ja wybiorę drugie źródło. Zastanawiam się ...

12 komentarzy:

  1. A teraz Onet mnie molestuje podczas przeglądania jego darmowej wersji. Gdy próbuję kliknąć na jakiś artykuł, otwiera mi się jebitne okno dramatycznym krzykiem "Nie rezygnuj z zakupu Onetu Premium". A jaką ofertę rzucili na stół: 7 (słownie siedem) DNI darmowej subskrybcji. Nawet nie zapytali mnie dlaczego odsubskrybowałem. Cóż..., może przeczuwają, że bym im napisał, że nie czuję się debilem, któremu na przestrzeni jednego krótkiego artykułu należy trzy razy przekonwertować jeden i ten sam akapit, czasem pomijając to, co zawierał tytuł artykułu. I tak miałem dużą cierpliwość. Uważam, że tworzy się nisza dla portalu, którego hasłem reklamowym będzie "NIE JESTEŚ DEBILEM, ŻEBY CI POWTARZAĆ PIĘĆ RAZY TO SAMO. U NAS NIE MA POWTÓRZEŃ DLA CLICKBAITÓW, CHODŹ DO NAS".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Wolandzie, ciekawe jest, że nie zapytali, dlaczego ich odsubskrybowałeś :) Angielskojęzyczne oferty internetowe mają to niejako w standardzie (uprzedzając odpowiedzi z sufitu, podsuwają kilka potencjalnych przyczyn na które możesz kliknąć). Rozumiem, że SEO ma pomagać w dotarciu do potencjalnych klikaczy w reklamy, ale obserwując nasze zwyczaje wytresowane przez ten system (ostatnio czytałam na Onecie głównie tytuły i bawiłam się w zgadywanie, o czym to nie jest), zastanawiam się, czy w dłuższej perspektywie portale nie strzelają sobie tym w stopę.

      Usuń
  2. To co piszesz to niestety ogólny trend. Dorota Kozińska (między innymi tłumaczka z angielskiego) zwróciła dzisiaj uwagę na kolejną wpadkę w Wyborczej:
    ""Bycie szczęśliwym statkiem to jedno. Bycie nieszczęśliwym niewolnikiem to zupełnie co innego" - czyli słowa Barta De Wevera, jedne z ważniejszych, jakie padły wczoraj w Davos, w "tłumaczeniu" gazety, która uchodziła niegdyś za najbardziej opiniotwórczą w Polsce.
    "Vassal", "vessel" - dla mediaworkerów z GW jeden pies. Mają przecież AI."
    (za wpisem na FB

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Dariuszu, porzucanie korekty na rzecz SI to zgroza. Ostatnio, jeśli piszę coś na bloga po pracy, na kompie do którego nie chcę ściągać polskiej klawiatury (wiem, że to pięć minut, ale mam w maszynie ważne pliki finansowe i lękam się, że coś mi się wykrzaczy), wrzucam tekst do ChatGPT z poleceniem wpisania polskich znaków. Ale i tak MUSZĘ tekst przeczytać, bo SI nie zawsze sobie radzi z rozpoznaniem, gdzie jaka końcówka jest konieczna. Nie mówię przez to, że piszę bez błędów, tylko o czym innym : że ludzkie wyczucie jest niezbędne do korekty ludzkiego, kapryśnego języka.

      Swoją drogą, wpadka "vassal, vessel" mogła być wpadką ludzką :)

      Usuń
  3. Ja najchętniej czytam Tygodnik Powszechny. Znam tabun ateistów go czytających. Pogłębione artykuły, wywiady z każdym, jakaś ponadczasowa mądrość z tego się wyłania
    Można za darmo kilka tekstów w ciągu miesiąca przeżywać, warto podejść do yeti przed uprzedzeń

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Rybeńko, pierwszą sprawdzoną przeze mnie gazetą internetową był właśnie Tygodnik Powszechny. Przyciągnął mi uwagę rozbudowanym działem kulturalnym. Wiem, że mój świekr prenumerował TP przez lata i Kochany bardzo był rozczarowany, gdy brat wszystkie te archiwalia po śmierci ojca wyrzucił. Oczywiście, mojego Wolanda i świekra dzieliły lata świetlne poglądów, ale akurat kierunek TP w publicystyce jest dla mnie ciekawy (od razu zerknęłam na Nasz Dziennik, w celu zaobserwowania różnic w obróbce treści, i rozbawiło mnie, że w obydwu gazetach stało o tym samym: o chrzcie niemowląt ... może coś o tym za chwilę napiszę). Koniec końców, zasubskrybowaliśmy wczoraj Politykę, ale na TP nie jestem zamknięta.

      Usuń
  4. Konsekwencja modelu businesowego mediow jest coraz więcej shit kontentu, a będzie jeszcze gorzej. Wyborcza planuje np zwolnienia grupowe https://www.money.pl/gospodarka/zwolnienia-w-spolkach-agory-prace-moze-stracic-166-osob-7245136235997376a.html
    - po tym, jak zwolnili korektorów i edytorów, to już nie wiem kto tam się ostał. Będzie AI, przedruki i Matczak😆
    Mnie nie interesuje dziennikarstwo opinii - bo to jak d, każdy ma swoją, ale newsy i art oparte o porządny risercz, a coraz mnie mediów coś takiego robi. Mam wrażenie, że tylko media globalne będą się mogły utrzymać i trzymać porządny poziom - The Guardian, New York Times moze, bo mogą mieć wystarczająca subskrypcję. Inne stają się powoli tuba interesów partyjnych albo businessowych, co się łączy- jak np. The Washington Post kupiony przez Bezosa. O Tygodniku słyszałam dobre opinie, ale ja prenumeruje Politykę, była spółdzielnią, teraz jest jest spółka komandytowa, czyli nie ma bizola wlasciciela ani nie musi glosic zgodzie z partyjnymi interesami. Na razie trzyma poziom.
    Innyglos

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Innygłosie, mam nadzieję, że GW wycofa się z drogi modelu biznesowego, bo będzie z nią krucho.

      Dziennikarstwo opinii jest spoko (przecież nie chodzi o czytanie tylko tego, z czym się zgadzamy, ale o ćwiczenie umiejętności argumentacji). Do działu newsów wrzuca się osoby najmniej doświadczone, na dodatek działające pod presją czasu, czyli muszą być konsekwencje. Tak jak napisałam wyżej, zastanawiałam się nad TP, ale zaprenumerowałam Politykę :D
      Dobrego weekendu :)

      Usuń
  5. Onet już dawno tak obniżył poziom, że zerkam tylko na nagłówki, a korzystam jedynie z łamigłówek...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @jotko, tak, robienie z igły wideł (histerie obliczane na klikalność, nie tylko o wypadkach, ale o wszystkim, co ma choćby pozór sensacji), powtarzanie w kółko tego samego, przeczące sobie artykuły polityczne publikowane tego samego dnia, symetryzm dla biedoty, artykuły dla szamanów udające teksty o nauce, "listy od czytelników" zmyślane przez copywriterów, przykłady można mnożyć. Prenumerata to rzucanie pereł przed wieprze. Można zajrzeć na nagłówki, a potem poszukać wiadomości o tym samym w prawdziwej gazecie.

      Usuń
  6. Reklamy trzeba sprzedać, tłum nakarmić sieczką. Przerób się liczy, to i poziom spada. A teksty o d..Maryni zawsze jakoś znajdą chętnych:)
    W dziennikarstwie jak w każdym zawodzie - są dobrzy, solidnie przygotowani ludzie i l zupełnie przypadkowi, goniący wyłącznie za tanią sensacją.
    Od lat jestem wierna Polityce - mam paru ulubionych autorow ,choć ten krąg się mocno kurczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ja-Ewo, to prawda, jak w każdym zawodzie. I tych, którzy są dobrzy, krew musi zalewać. Podobnie jak świetnych korektorów, którzy tracą pracę z powodu SI.

      Usuń

Bardzo proszę NIE komentuj jako Anonim. Nie toleruję spamu i wulgaryzmów. Komentarze są moderowane, więc take your time. Jeśli uporczywie piszesz nie na temat, w końcu zrobi Ci się przykro (mam doktorat z rugowania trolli i jęczybuł). Dodatkowo: jeśli podejrzewam, że komentarz został napisany z pomocą AI, nie puszczam go — tobie nie chce się pisać, mnie nie chce się czytać.

***


Please, DO NOT comment as Anonymous. Talk sense. Spam messages and filthy language won't be tolerated (I have a PhD in silencing trolls & crybabies, summa cum laude). In addition: I block comments that look like AI created — you have no time to write yourself, I have no time to be bothered, it's as simple as that.