piątek, maja 09, 2025

Mieszko

Wśród wielu różnych wydarzeń z kilku ostatni dni, to zaszokowało mnie najbardziej: atak siekierą na pracownicę Uniwersytetu Warszawskiego. Dla mediów, wiadomo, sensacja; zaraz pojawiły się "analizy" profilu sprawcy, że z premedytacją, że zemsta, i tak dalej, i tak dalej. Społeczeństwo pragnie prostych wyjaśnień, nawet wbrew statystykom i logice. Oczywiście pojawiły się również implikacje o motywacjach politycznych. Pierwsza napotkana "analiza" z dupy łączyła napastnika z lewakami (inaczej być nie może, skoro to uniwersytet; prawaki niejako sami oceniają się ujemnie pod względem intelektualnym). Dzisiaj już wiadomo, kim był zabójca. Statystyka, po prostu statystyka. Chudy, dziwaczny (widoczna dyspraksja, oryginalność poglądów), 22 lata temu rodzice postanowili mu nadać imię Mieszko. Kto choć trochę zna reguły przemocy rówieśniczej w szkołach, ten wie, że Mieszko to nie jest imię dla osoby słabej, bo to tylko pogarsza sytuację "nosiciela".

Przyznam, że zidentyfikowanie zabójcy odpaliło we mnie gniew. To właśnie dlatego tak przerażają mnie blogowe szury, w realu rodzice-dziwaki, którzy nigdy się nie leczyli, albo nigdy nawet nie mieli rozpoznania własnych niezdolności. Nie tylko nie dawali szansy sobie, ale systematycznie wprowadzali i wprowadzają poważne zagrożenie do życia swoich dzieci. Bo dziwność, niedostosowanie społeczne nie wyskakuje sobie ot tak, nie wiadomo skąd, a psychoza nie pojawia się w ciągu jednego dnia. Jest wynikiem przekazanych genów, konsekwencją wychowania i traum. Oboje z Kraciastym znamy przypadek rodzica, który cały czas manifestuje problemy związane z metodami wychowawczymi poprzedniego pokolenia. Anoreksja we wczesnej młodości była tylko pierwszą odsłoną przeszkód, które ciągną się do dzisiaj; wśród nich ograniczona zdolność do trzeźwej oceny rzeczywistości, dziwaczność reakcji, dziwaczność relacji domowych, pracoholizm, i szurowanie, którego szczyt był oczywiście w czasie pandemii. 

Surwiwal, koniecznie, surwiwal, zdrowy styl życia, rozwój i "samodzielne myślenie"; oczywiście, znajdźmy sobie równie dziwnego partnera; "ja się nie boję, to świat jest wrogi"; podejrzliwość, wszędzie spisek i big farma — na szczęście wszystko to zostało rozgryzione przez, co tu dużo mówić, domorosłego geniusza. 

Przekonanie rodziców, że im dziwniej i nonkonformistycznej, tym lepiej, powoduje, że dzieci z rozpoznanym spektrum mają małe szanse oprzeć się na realiach życia (zwróćcie uwagę, dopiero najnowsze pokolenie dostaje diagnozę! To pewnie wina psychiatrów, etykietują, karwa, to ich wina!). Syn stimuje i nie ogarnia? Hm, może umiejętnie pokierować go w fascynację naukami przyrodniczymi? Nah, posadźmy go na czołg. Musi zainteresować się militariami, patriotyzmem, bronią, okrzepnąć trochę, zmężnieć; strzelnica i surwiwal po prostu obowiązkowo. I na prawo niech idzie, koniecznie. Mówi dziwnie, ucieka od ludzi, koniecznie niech idzie na prawo, to go wzmocni. Zmroziło mnie, gdy zobaczyłam profil Mieszka na FB — w tle chudzina na czołgu. Bogowie, znamy dwie takie rodziny; w jednej już skończyło się to tragicznie. Ręce opadają.

6 komentarzy:

  1. To znowu ja. Smutne, że wygląda na kolejnego gościa jak że sztancy, typ incela, fascynacja siła i militariami, czymś sobie musiał kompensowac, bo pod spodem wygląda na takie małe chuchro. I tak, poglady polityczne mają znaczenie, Adorno swoją Osobowość Autorytarna pisał próbując zrozumieć jak się stał faszyzm. Przecież to się czyta jak opis dzisiejszego konfiarza
    : 'conventionalism, authoritarian submission, authoritarian aggression, anti-intraception, superstition and stereotypy, power and "toughness", destructiveness and cynicism, projectivity, and exaggerated concerns over sex.'
    Innyglos

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Inny głosie, technicznie trudno jest znaleźć badania łączące np. autyzm z takimi morderstwami, bo sprawa jest delikatna. To nie neuroatypowość jest bezpośrednią przyczyną takich wybuchów u młodych ludzi (często mężczyzn), tylko przeciążenie skutkujące innymi zaburzeniami (np. psychoza) oraz to jak osoby neuroatypowe odbierają kulturę (przykładów znanych mi z praktyki nauczycielskiej młodych, niedostosowanych społecznie chłopców, którzy fascynowali się jakimiś dewiantami w rodzaju Hitlera czy Stalina po prostu nie zliczę, ciągle przypominałby mi się ktoś jeszcze).

      Chuchra, którym się wmawia, że jak poćwiczą na strzelnicy to zmężnieją, są produktem kultury, z drugiej zaś strony (sama znasz mechanizmy psychologiczne, więc wiesz, że) jednym z mechanizmów obronnych jest dołączanie się do silniejszego, oraz korzystanie ze skryptów zachowań i "akcesoriów". Kto kupuje sobie amstaffy? Wg logiki, powinni je nabywać tylko ludzie z silną osobowością, którzy potrafią je wychować, tymczasem w żyćku wychodzi odwrotnie. Amstaffy są rodzajem akcesorium, manifestacją siły, której nie ma. Podobnie jest z bronią. Gdybyśmy miały szacować, kto prywatnie kupuje broń, uznałybyśmy, że raczej osoba zrównoważona psychicznie, czy raczej niezrównoważona? Na logikę, wiadomo, że jak się boimy, to i tak źle użyjemy broni palnej w sytuacji stresowej, więc nie ma sensu jej kupować. A z drugiej strony, osoba zrównoważona pistoletu nie kupi, bo po co, skoro się nie boi. Ot, taka nielogika życiowa, że broń palną mają głównie ci, którzy jej mieć nie powinni, bo tylko zagrażają tym sobie i swoim najbliższym. Odeszłam mocno od tematu, ale to wszystko skrypty kulturowe, które taki Mieszko ze swoją niegramotnością próbuje na co dzień rozkodować i z góry wiadomo, że mu nie wychodzi. Chłopak chciał być silny. Zabił, szkoda kobiety, jej rodziny, ale jego szkoda mi również. Najwyraźniej nie miał szansy.

      Poglądy polityczne rzeczywiście mają znaczenie o tyle, że w zasadzie w każdym kraju mamy jakieś zgrupowania dla "silnych" chłopców, a raczej dla strong-wannabe. O ironio, ich hasła są pod każdą szerokością geograficzną identyczne: siła, honor, dostęp do broni, tradycja (czyli jakaś jedyna fajna religia), kobiety do domu, ziemia dla ziemniaków, plus w nurcie głównym wszystkie te rzeczy z Osobowości Autorytarnej. Wiemy to. No i co teraz? Co możemy zrobić?

      Usuń
  2. Smutne, prawda...? Nie znam poglądów tego chłopaka, nie wiem czy jest incelem czy jakimś fanatykiem, na pewno jest osobą chorą psychicznie, której nikt w porę nie pomógł.
    I mnie to też boli, bo ja również jestem chora, mam niebagatelną diagnozę schizofrenii - przez to, że wychowywałam się w dysfunkcyjnej rodzinie i przez bullying w szkole. Przeszłam przez niezły syf, ale ktoś mi w końcu pomógł i w konsekwencji wybrałam szczęście, a nie mrok i nienawiść.
    Polska psychiatria leży i kwiczy, nagle "nie wiadomo skąd" wydarza się tragedia, media się budzą, ludzie szczują i za tydzień tłuszcza ma już inny temat.

    Nawet schizofrenik, który się leczy ma problem z umówieniem się do psychiatry na wcześniejszy termin, a psychoterapia na NFZ to w większości przypadków tragifarsa. Niekompetentne osoby, sesje co trzy tygodnie i tak dalej.
    A ludzi z chorobami psychicznymi spycha się na margines życia i społeczeństwa - a my też jesteśmy ludźmi i potrzebujemy odrobiny akceptacji i zrozumienia...
    Ja je znalazłam - Mieszko nie miał tyle szczęścia i doszło do tragedii.

    A co do tego co piszesz o dzieciach i rodzicach - jestem w szczęśliwym związku, niedługo biorę ślub. Mój facet choruje na dystymię i też pochodzi z dysfunkcyjnej rodziny, chociaż nie jest to tak oczywiste jak mój zaburzony psychicznie ojciec alkoholik.
    Rozmawialiśmy tak sobie ostatnio - mówię, że skoro ja jestem - niestety! - psychicznie wierną kopią mojego ojca (różniliśmy się tym, że ja nie piję alkoholu, w ogóle), to kim byłby mój syn albo moja córka...? Szczególnie, że i mój partner ma sto traum pokoleniowych i zrytą głowę przez te traumy...
    Żeby zafundować naszemu dzieciakowi piekło, przez które sami przeszliśmy, musielibyśmy być najgorszego sortu sadystami. Moje geny, gdy przyjdzie czas, trafią ze mną do ziemi, gdzie ich miejsce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Lou Fontaine, Twój komentarz jest dla mnie cholernie ważny, bo wiesz o czym mówisz, zetknęłaś się z materią. A jednocześnie jest bardzo (szukam odpowiedniego słowa) ... logiczny? Oczywiście, mogę się mylić co do oceny rzeczywistości, ale na teraz sprawy widzę podobnie.

      Zgadzam się, że chłopak nie jest w normie (i naprawdę, mam powyżej uszu tych pseudoripost "ach, cóż to jest norma"; są normy, każdy z nas może wypaść poza nie i wtedy będziemy potrzebowali pomocy). Nie jest to obelga, tylko stwierdzenie faktu. Fakty są w gruncie rzeczy bardzo ważne, bo w całym naszym życiu bezustannie dostajemy reality check. Piszesz o dysfunkcyjnej rodzinie, ale widzisz, dysfunkcyjna rodzina to jest przynajmniej jakiś oczywisty powód dla którego ludzie mają kłopoty w życiu. Jest jasny ciąg przyczynowo-skutkowy, więc psychologowie/psychoterapeuci/psychiatrzy (jeśli już się do nich dostaniesz) mają na czym pracować. Najbardziej rozsierdzają mnie natomiast przypadki tzw. normalsów i sytuacje, gdy niby wszystko jest w porządku, a potem już nie jest, bo ktoś biega z siekierą i rodzice mówią "no niemożliwe, przecież był taki spokojny". Mieszka stać było na przeprowadzkę do stolicy, więc ktoś finansował jego "karierę". Po co i dlaczego? Jak to jest możliwe, że dorośli ludzie, którzy pokończyli studia, nie widzą, że ich dziecko cierpi? Że ma dysfunkcje? Że nie nadaje się do pewnych zawodów? Reality check, karwa. Przeraża mnie, że po świecie chodzą często już bardzo dorośli ludzie, którzy żyją w zmyślonych światach i w ogóle tego nie zauważają. Znam takie rodziny w prywatnym życiu: dobrze wykształceni i ciężko pracujący, bez nałogów, wychowują dzieci fatalnie, po czym w ogóle nie wiedzą, dlaczego dzieci chorują na choroby związane z ich stylem wychowania; wnuki wykazują zachowania poza normą, oni udają, że tego nie widzą, bredzą coś o jakich studiach prawniczych, kierunkują młodego człowieka do celu, którego on nie będzie w stanie ze swoimi ograniczeniami osiągnąć. Potem następuje jakaś kulminacja frustracji u młodego pokolenia: akt agresji wobec siebie lub innych. Mija pierwszy szok, po czym ci ludzie analizują i analizują, i nadal nie widzą siebie jako głównej przyczyny nieszczęścia. Umierają głupi, choć cały czas ze swoją dużą korą mózgową mieli potencjał, żeby zrozumieć i nie czynić tak więcej. Ciche przestępstwa normalsów przeciwko ludzkości to dla mnie jedna z najbardziej frustrujących rzeczy.

      Usuń
  3. Jak wiesz, temat podnosi mi ciśnienie, ponieważ u mnie w szeroko pojętej rodzinie, temat ewentualnych zaburzeń, czy chorób psychicznych był nie tylko przemilczany, ale i zakłamywany, często w bardzo bezczelny sposób. I jak później pomóc choremu, skoro rodzina uznaje go za zdrowego, tylko trochę zbyt jakiegoś tam. Ja jestem jednym z nielicznych, którzy starają się nazwać rzeczy po imieniu. Często zauważałem na spotkaniach z rodzeństwem, że gdy temat zszedł na osobę z dziwną przypadłością, rodzeństwo pomijało oczywiste wnioski, do momentu kiedy ja otwierałem niewyparzoną gębę. I wtedy okazywało się, że cała reszta też miała podobne obserwacje, tylko wolała tego na głos nie wypowiadać, jakby się wszyscy bali, że ściągną tym jakąś klątwę. A wydawać by się mogło, że to takie proste: Jeśli ktoś zachowuje się jak zaburzony, prawdopodobnie jest zaburzony.
    Ale nie tylko to stanowi problem. Myślę, że jeszcze większym zagrożeniem dla osób nienormatywnych jest popychanie ich w kierunku, jaki posuwają przeróżne "ludowe mądrości" typu "poślij go do wojska, przyda mu się dyscyplina", "daj mu coś do roboty, bo widać że z nudów mu odpierdala", "wódki mu nalej, bo coś małomówny jest", "zabierz go na imprezę, bo chłopak jeszcze nie wie, jak się można bawić", "zapisz go na Oazę, bo mu Boga brakuje", "niech robi coś pożytecznego, niech pomaga w hospicjum". A w temacie fachowej pomocy opinia ludowa brzmi: "głupie, psychologiczne gadanie, kiedyś chorób psychicznych nie było". Dość skuteczne zasieki bronią drogi do i tak niewystarczającej liczby specjalistów, do których pacjenci i tak kiedyś trafią, tylko że w ostrym stanie, tak beznadziejnym, że bliscy nie będą mieć kolejnych pomysłów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Wolandzie, to co robisz pewnie można jakoś nazwać, mnie do głowy przyszło łamanie tabu — ludzie bardzo tego potrzebują, takiego odczarowania, jest to jakby ściągnięcie zaklęcia, odwrócenie działania złego oka. Zauważ, że nawet tutaj, gdzie komentatorzy nie są szczególnie na świeczniku i mogą zachować relatywną anonimowość, rozmowy na ten temat wcale nie są łatwe. Nie wiadomo jak zacząć, nie wiadomo jak pociągnąć temat :) A już w ogóle, jak się jest normalsem, którego dzieci nawzajem się nie lubią, cierpią na zaburzenia psychiczne, nie mają dobrego kontaktu ze starszym pokoleniem, dyskusja mogłaby się przekształcić w rozpoczęcie szalonego procesu autoterapii, rzecz dla wielu zupełnie nie do pojęcia. W blogosferze ciekawe historie psychologiczne w przeważającej ilości czyta się pomiędzy wierszami, gdy autorzy chcą się przedstawić jako osoba cierpiąca, gnębiona i nierozumiana przez innych. Jednak lepiej wtedy nie przerywać nazywając rzeczy po imieniu :)

      Ludowe mądrości często cuchną. Oczywiście, skuteczne metody terapeutyczne też są proste. Ale nie prostackie.

      Tak jak napisała powyżej @Lou, psychoterapia "państwowa" bywa tragifarsą, a dostęp do usług psychiatrycznych jest utrudniony. Poza przeszkodami systemowymi, największą staje się jednak rodzina, która bardzo często wykonuje ogromną pracę, żeby "normalizować" i ukrywać zachowania ostrzegawcze, zamiast odnieść się do nich adekwatnie (ten mechanizm występuje zarówno w przypadku kryzysu psychicznego członka rodziny, jak i w np. w reakcji rodziny na rozwijający się u kogoś nałóg).

      Usuń

Bardzo proszę NIE komentuj jako Anonim. Nie toleruję spamu i wulgaryzmów. Komentarze są moderowane, więc take your time. Jeśli uporczywie piszesz nie na temat, w końcu zrobi Ci się przykro (mam doktorat z rugowania trolli i jęczybuł). Dodatkowo: jeśli podejrzewam, że komentarz został napisany z pomocą AI, nie puszczam go — tobie nie chce się pisać, mnie nie chce się czytać.

***


Please, DO NOT comment as Anonymous. Talk sense. Spam messages and filthy language won't be tolerated (I have a PhD in silencing trolls & crybabies, summa cum laude). In addition: I block comments that look like AI created — you have no time to write yourself, I have no time to be bothered, it's as simple as that.