piątek, listopada 29, 2024

Wzburzenia moralne

— Moja droga, ja uniwersytet skończyłam, chyba wiem, jak się odmienia, przecież mój syn też studiuje, prodziekan powiedział, że przed nim wielka kariera!

Delicja wiedziała, że to czas, by pozostawić temat, czy "iure", czy "iura" na boku; chwilowa satysfakcja z posiadanie racji nie było warta świątobliwych kajań jakie musiałyby się odbyć później — A co tam u Tomaszka? — skręciła w tę uliczkę, jakże zawsze miłą dla gospodyni.

— Wspaniale, wspaniale, nie mogłoby być lepiej. On zawsze taki uważający i przykłada się, noce zarywa, z egzaminów same szóstki. Ale oczywiście skromny — Klemencja zawiesiła tutaj głos, żeby było oczywiste, jak bardzo skromność i pokora kierują poczynaniami jej jedynaka.

— Ja tam się wcale nie dziwię, miał dobrą nauczycielkę — przymiliła się Delicja — a jakąś dziewczynę może już poznał?

— Czas ma na to, czas. Ależ on przecież młody, 22 mu dopiero idzie. Ma czas na poznawanie. I zdaj sobie sprawę, moja droga, to wcale nie jest takie łatwe, porządną dziewczynę znaleźć, z dobrego domu, z wartościami, żeby wiedziała do czego jest przeznaczona ...

— A poza tym, tak kontynuując poprzedni temat — Klemencji zdecydowanie coś nie dawało spokoju w dyskusji przerwanej sporem o gramatykę — marynarka Dupiarza była nieco przykrótka, zdecydowania za ciasna, z czymś w rodzaju falbanki — oświadczyła, pociągając nieco za głośno kakao z kubka. Oczywiście zaakcentowała Dupiarza na ostatnią sylabę. Wprawdzie lekcje francuskiego za wiele nie dały, ale noce spędzone na marzeniach o Garou coś tam po sobie zostawiły — Jak się możesz domyślić, wcale się nie przyglądałam. Mąż mi pokazał palcem, to wiem. Normalnie bym nie za-u-wa-ży-ła.

Faktycznie, mąż Klemencji lubił pokazywać palcem, więc tak mogło być, choć Delicja miała pewne wątpliwości, czy przyjaciółka (a jej fiksacja na erotycznym marzycielstwie była wśród znajomych tajemnicą poliszynela) nie zerknęła na pupę Trzaskowskiego sama z siebie. Wolała jednak nie wyrażać tej myśli, znając i inne jej skłonności, do religijnych uniesień i uderzeń nerwowych.

— Osobiście wolę chłodną, zachowawczą elegancję doktora Nawrockiego — kontynuowała Klemencja oparta łokciem o kwiecistą ceratę, jeszcze nie w świąteczne wzory, bo wiadomo, najpierw adwent.

Delicja wyobraziła sobie, że Klemencja napisałaby to jako "dra" i doznała kolejnej w ciągu ostatnich trzech minut złośliwej satysfakcji. "Trzaskowski też jest doktorem", niemalże wtrąciła, ale ugryzła się w język, zadowalając się myślą, że Tomaszek pewnie jest gejem. Teren ten był jej znany, wyznaczony przez zwyczaj bardzo stary. Są domy w których ludzie nie rozmawiają, tylko wypowiadają swoje kwestie. Mąż wygłaszał mądrości do Klemencji, wówczas ona milczała, Klemencja zaś wygłaszała mądrości do podwładnych, czyli znajomych i dzieci. Wiedziała przy tym, że jest pełna miłości i wspaniałomyślności. Jeśli pozwalała sobie na jad, nie należało dawać poznać po sobie, że to widać.

— Nie mogę po prostu znieść myśli, że oni wszyscy mogą się nawrócić przed wyborami. Z przyczyn czysto politycznych, oczywiście. Bo żadnej uczciwości i przyzwoitości to w nich nie ma. Ja to zawsze rozpoznam, od dziecka tak mam.

— Tak jest, właśnie tak jak powiedziałaś — wcięła się Delicja z potaknięciem — przecież oni zawsze jak trwoga to do Boga. Ja doprawdy nie znam nikogo, kto byłby śmiertelnie chory i o księdza nie poprosił z silnego przestrachu. Nie znam, doprawdy, nie znam — Delicja kręciła głową na boki bardzo energicznie, co podkreślało, że nie zna.

— No moja droga! To jest powszechnie wiadome. I pomyśleć, że oni mogą się nagle poczuć katolikami, takimi jak ja. I ty, oczywiście — przyjaciółka pomimo moralnego wzburzenia była w łaskawym nastroju — I będę się wtedy reklamować, że są katolikami, mieszać to do polityki, obrzydliwe po prostu. Ob-rzyd-li-we.

Przyjaciółki jeszcze chwilę wyrażały swoje wzburzenie moralne spowodowane politycznymi wypadkami ostatnich dni i powszechnym brakiem zrozumienia prawideł jakże prostych i oczywistych dla kogoś, kto choć trochę używa rozumu, po czym rozeszły się do swoich zajęć. Delicja wróciła do mieszkanka dwa piętra niżej, żeby nakarmić papużki. Klemencja została sama. W kuchni tykał zegar, czas się zbliżał na "Lekturę duchową" w RM.

30 komentarzy:

  1. Przyznam, że gdy pani w moherze kontestuje styl Trzaskowskiego, oczami wyobraźni widzę jej męża, ubranego z nienachalną elegancją prezesa pana lub małżonka Beci Szydło.
    I jeszcze taka myśl: Czy bohaterka dialogu widziała kiedykolwiek nawet nie ciężko chorego ateistę, a ateistę w ogóle? Mam bowiem nieodparte wrażenie, że tak Delicja, jak i Klemencja poruszają się w trójkącie kuchnia - kruchta - sklep wielobranżowy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Wolandzie, myślę, że każda myszka swój ogonek chwali i gdybym ciągnęła kuchenne rozmowy Delicji z Klemencją w następnym odcinku, każda z nich okazałaby się myśleć jak najlepiej o sobie samej i jak najgorzej o przyjaciółce (jest to przyjaźń szczególnego rodzaju, oparta na osamotnieniu) na którą jest skazana z uwagi na nieubłagalność geografii. Zresztą na tym się zasadzają takie rozmowy, które, nie ukrywam tego, od dzieciństwa podsłuchuję z przyjemnością.

      Całkiem możliwe, że Delicje znają ateistów, znają też przypadki, gdy ktoś nie życzył sobie księdza w szpitalu lub na pogrzebie. Wg mnie, nie chodzi o to, że takich przypadków nie znają, ile o to, że natychmiast wypierają je z pamięci.

      Usuń
    2. Ja tam do końca nie wiem, czy znają, czy nie znają ateistów, to Twoje bohaterki. Niemniej powielanie chorobliwych, silnie lękowych wymysłów, jakoby ateiści na łożu śmierci wołali księdza (czemu akurat księdza, na Jowisza, skoro chrześcijan jest na Świecie tylko 28 %, z czego katolików jest ledwie połowa) o tyle mnie drażni, że parafrazując Korowiowa, jest to przykład tak zwanego łgarstwa. Pomijając już casus mojego życia (dyskutujący ze mną wierzący nie jeden i nie dwa razy powtarzali mi, że ja to jestem tak zatwardziały, że widok boga mnie nie przekona - cholera wie, skąd im to przyszło do głowy, chyba tylko stąd, że zdają sobie sprawę, że widok boga się nie zdarza, więc nikt tego nie sprawdzi), zawsze przychodzi mi do głowy przykład mamy Perlistego, która nie dość, że nie życzyła sobie księdza podczas choroby, to jeszcze chciała mieć pogrzeb świecki, a miejscowe dewoty wściekły się do granic szaleństwa i pogrzeb zbojkotowały, być może właśnie dlatego, że katolicka rymowanka "jak trwoga, to do boga" okazała się być funta kłaków niewarta i cała ich misterna pocieszanka legła w gruzach.

      Usuń
    3. @Wolandzie, z bohaterami literackimi jest tak, że nie do końca wiadomo, co będzie dalej :D Żyją swoim życiem, pozwalam im na to i tylko zapisuję, co tam w kuchni gadają ;)

      Powiedzonka-pocieszki mają swoją funkcję. Chcemy, żeby świat był przewidywalny, lepiej się w nim wówczas czujemy, nawet jeśli powiedzonka wprowadzają do rzeczywistości elementy baśniowości. Poza tym, dlaczego by nie "jak trwoga to do boga"? Każdy ma prawo robić to, co mu w danym momencie pasuje. Żart polega na tym, że taka Klemencja będzie się zamartwiała, że to o jej akuratnież boga chodzi, co jest przede wszystkim grubą przesadą. Jestem przekonana, że każdy modli się do swojego własnego boga, a zewnętrzne rytuały wspólnotowe to tylko zasłona dymna egotyzmu w którym nasz bóg akurat nas właśnie kocha najbardziej.

      Usuń
  2. Prawdziwe delicje nam tu zapodajesz, Swiechno😊
    Innyglos

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Innygłosie, od czasu do czasu trochę biszkoptu z galaretką nie zaszkodzi ;)

      Usuń
  3. Imiona świetnie dobrane!
    Ale powiem Ci, Świechno, że mam znajomą, przy której bohaterki tego dialogu to spokojne i miłe sąsiadki, wierzące i przykładne katoliczki oczywiście!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @jotko, muszę Ci się przyznać, że wcale ich nie wybierałam, same się mi w głowie wyświetliły i wzięłam to, co wyszło, bez sprawdzania, czy to ma sens ;)

      Wychowałam się na wsi; teraz zastanawiając się, czy miałam miłe sąsiadki i przykładne katoliczki, stwierdzam, że nie wiem. Niektóre osoby lubiłam, ale małe społeczności (wieś, blokowisko) to specyficzny tygiel. Ludzie mówią różne rzeczy, gdy się poczują z Tobą swobodnie, potem trudno je odsłuchać. Oczywiście, gdy się tak za bardzo nie wgryzać, kto jest jaki, na wierzchu większość ludzi jest spoko i zachowują się w porządku, gdy nie mają nad kimś władzy.

      Usuń
  4. To jakieś aluzje do Tuska, że wziął ślub kościelny przed wyborami prezydenckimi, w których startował?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Dariuszu, a kto tam bohaterów literackich wie? To mogą być aluzje do wielu rzeczy, Ty decydujesz, co Ci się kojarzy.

      Usuń
    2. Nie wydaje mi się, by o to chodziło w literaturze. Czytelnik dzięki swoim kompetencjom może odczytać tekst mniej, czy bardziej trafnie, ale na pewno nie ma całkowicie wolnego pola jeśli chodzi o interpretację. Tzn. może, tylko to jest całkiem bez sensu.

      Usuń
    3. @Dariuszu, każdy ma takie wyobrażenie o literaturze jakie mu pasuje. Skoro uważasz, że nie masz całkowicie wolnego pola do interpretacji, to w Twoim przypadku tak jest 😊

      Usuń
  5. Uśmiałam się:):):) Kumulacja "babskich" cech w "wykwintnych i jakże delikatnych" paniach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Jaskółko, teraz sobie uświadomiłam: moja bohaterka Klemencja zawsze piła kakao z filiżanki, choć jej mama była bardzo ciężko pracującą kobietą (taka niespójność w legendzie pracowalim ciężko, roboty było po łokcie; w saloniku zawsze stał fortepian), ale już za późno, poprawiać nie będę.

      Usuń
    2. No niezupełnie- moi rodzice też "pracowalim ciężko, roboty było po łokcie", ale w dużym pokoju stało pianino, a potem nawet zdezelowany fortepian:):):)Ale z filiżanek nie piliśmy nawet herbaty, to takie burżuazyjne nawyki och....Oczywiście, filiżanki służą do picia herbaty:):) To tylko moi rodzice nie akceptowali drobnomieszczańskich zwyczajów (według nich).
      Mnie rozśmieszyła w ogóle ta cała scenka i rozmowa, ależ one się obwąchują i obchodzą dookoła:):):) byle tylko nie zaliczyć jakiejś wpadki.

      Usuń
    3. @Jaskółko, Twoje doświadczenie pianinowo-robocze jest jednak raczej nietypowe ☺️ Fascynujące jest słuchać różnych narracji i zauważać jak pewne opisy się zakrzywiają, np. ktoś twierdzi, że całe życie pije herbatę z filiżanki, a Ty znasz tę osobę i wiesz, że to nie może być prawda z przyczyn obiektywnych.

      Scenka jest wg typowego wzorca: jedna pani wybiera sobie za przyjaciółkę drugą panią z trzech błahych powodów: bo ta mieszka blisko, wydaje się głupsza, na dodatek obie należą do tego samego kółka różańcowego, co stanowi poręczną bazę do atakowania osób, które do niego nie należą (ku niezmiernej obopólnej uciesze). Ta pierwsza czuje, że może znajomej bezkarnie wciskać różne pierdoły (przynajmniej tak się jej wydaje), wodzić rej i czuć się mniej samotną. Ta druga też czuje się samotna, więc podejmuje grę w tym samym celu (od czasu do czasu dokonując małych zdrad i donosząc innym sąsiadkom, co tam u panny świątobliwej). Obecność jakiegoś trzeciego obiektu spoza kółka wspaniale to duo dopełnia, bez niego wkrótce rzuciłyby się sobie do gardeł, gdyż obie dbają o siebie wzajemnie tyle, co o zeszłoroczny śnieg.

      Usuń
  6. 🙈 no zrobiłaś mix
    Ale za delikatnie i za wyrafinowanie 😂😂 moja droga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Teatralna, czytałam gdzieś (gdzie ja to mogłam czytać?), że najlepsza lyteratura bazuje na rzeczywistości 🪠
      Poza tym, moja droga, ja od dziecka jestem taka delikatna 🪓

      Usuń
    2. że mix to świetnie oczywiście jak najbardziej
      tylko wysubtelniłaś dzikie świnie ...:-))))

      Usuń
    3. @Teatralna, dzikie świnie to mądre zwierzęta są. A tu mowa o zwierzętach dwunożnych, zdolnych do podłości i do zupełnego ich przeoczenia w wieczornych pacierzach 🤨

      Usuń
  7. W pewnych kręgach kulturowych "troska sąsiedzka" przybiera groteskowe formy.
    Nie poznał jeszcze dziewczyny - oj,niedobrze.Ma dziewczynę - jeszcze gorzej, opusci się w nauce )) Wyższa szkoła hipokryzji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ja-Ewa, bo akurat ten rodzaj "troski", udawanego zainteresowania, to raczej radość z cudzego nieszczęścia o którym człowiek jeszcze nie wie, lub które usiłuje zatuszować konfabulacjami. Gdy już wszyscy wiedzieli w mojej rodzinnej wsi, że syn pewnej kobiety poznał dziewczynę i zrezygnował z bycia księdzem, słyszałam na własne uszy jak pytano ją na przystanku, jak mu idzie w seminarium 🤨

      Usuń
  8. gdy kobiety pomiędzy sobą rozmawiają widzę, ze niewiele z tego rozumiem :)
    jakiś szyfr, który tylko one rozumieją.
    Mężczyzna mówi w sposób prosty, dla każdego zrozumiały.
    Gdy Trump mówi, ze już dość kasy wydaliśmy na wojnę na Ukrainie nikt nie powinien mieć wątpliwości, ze już najwyższy czas te wojnę zakończyć.
    Harris uzbierała 1.5 biliona dolarów, czyli zapewnie po polsku półtora miliarda.
    Wydala nie wiadomo na co, płaciła celebrytom aby ja popierali szastając kasą.
    Po wyborach narobiła 20 milionów długu.
    Gdyby tak szastała kasą amerykańskiego podatnika wpędziłaby Stany w dług nie do spłacenia.
    Ja kobiet nie jestem w stanie zrozumieć.

    OdpowiedzUsuń
  9. A ona przypadkiem nie nazywała się Hiacynta Bucket? Och, przepraszam, Bouquet...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Nitager, pani Wiadro? Całkiem możliwe :D Sąsiedzi wprost ją ubóstwiają, proszą ją o porady w temacie wystroju wnętrz, tworzenia ikeban i rodzaju malarstwa naściennego, które jest nie tylko trendy, ale i przyzwoite (przecież nie będziemy się wzorować na TVN-ie, na Boga!). Oczywiście, comiesięczne spotkanie róży różańcowej nie może się obyć bez jej rozgrzewkowego, małego recitalu piosenki francuskiej oraz drobnej przekąski, ciasteczek z pigwą w kształcie małych szkaplerzy.

      Usuń
  10. Monika,
    mam nadzieje, ze szczęśliwie przeżyliście atak huraganu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Danku8599, o sztormach, huraganach, świętach i katarach piszę na moim blogu-dzienniku. No i tam z wpisu wynika, że przeżyliśmy sztorm całkiem spokojnie. Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Cieszę się, ze u Was wszystko jest okay.
      Na Twoim blogu-dzienniku jest tam bardzo kobieco.
      To są energie kobiece.
      Jako facet czuję się tam obco.
      Nawet tutaj nie zawsze publikujesz co ja napisze :)

      Usuń
    3. @Danku8599, to dziennik, więc piszę to, co się wydarzyło i miało dla mnie znaczenie. Czasami wydarzenia bywają bardziej wewnętrzne, niż zewnętrzne, ale nie za bardzo wiem, co to znaczy, że tam są energie kobiece. Dziennik nie jest dla każdego. Czasami ludzie próbując odpowiedzieć samemu sobie, co dzisiaj robili, odkrywają, że nic co ma dla nich wartość i że spędzili czas kompletnie bez sensu. Dlatego częściej spotykamy w blogosferze blogi tzw. motywujące, opisujące zmyślanki, co jest ważne, niż dzienniki w których człowiek pisze, co z tego ma zastosowanie w jego życiu. Łatwiej jest bowiem zmyślić "miłość jest najważniejsza" i "sport to zdrowie", niż zapisać w czwartek "dzisiaj też mnie ktoś kochał", "rozmawiałam z mamą i było fajnie" oraz "poszłam na spacer".

      Jeśli w komentarzach 1) podajesz linki akwizycyjne, lub 2) ponoszą Cię konfabulacje na swój własny temat, nie publikuję komentarzy, żeby ad 1) nie robić tutaj słupa ogłoszeniowego oraz ad 2) nie zaostrzać u komentatora objawów przez domniemaną atencję.

      Mimo wszystko, tak zastanawiając się nad Twoimi komentarzami bardziej ogólnie, one częściej faktycznie pasują do mojego bloga-dziennika. Pozdrawiam sobotnio :)

      Usuń

Bardzo proszę NIE komentuj jako Anonim. Nie toleruję spamu i wulgaryzmów. Komentarze są moderowane, więc take your time. Jeśli uporczywie piszesz nie na temat, w końcu zrobi Ci się przykro (mam doktorat z rugowania trolli i jęczybuł). Dodatkowo: jeśli podejrzewam, że komentarz został napisany z pomocą AI, nie puszczam go — tobie nie chce się pisać, mnie nie chce się czytać.

***


Please, DO NOT comment as Anonymous. Talk sense. Spam messages and filthy language won't be tolerated (I have a PhD in silencing trolls & crybabies, summa cum laude). In addition: I block comments that look like AI created — you have no time to write yourself, I have no time to be bothered, it's as simple as that.