Ciężkie przeżycia, tragedie i nieszczęście mogą odgrywać ważną rolę w postrzeganiu siebie (...). Na przykład ktoś ewidentnie sabotuje swój związek, gdy tylko zrobi się miło. W kontekście doznanej traumy korzyść może polegać na tym, że inni odnoszą się do ofiary współczująco i usprawiedliwiająco wobec pewnych wad czy zaniedbań. Wtedy ta sytuacja "się opłaca". Na przykład ktoś po ciężkim wstrząsie nie kończy szkoły, nie podejmuje pracy, zaniedbuje obowiązki rodzicielskie - i otoczenie przejmuje na siebie wszystkie zadania. Owszem, trauma boli, ale może też zwalniać z odpowiedzialności.— Ewa Woydyłło, Martyna Harland, "Ukoić siebie czyli jak oswoić lęk i traumę", str. 77, Mando, 2022.
***
***
Książkę (a w zasadzie dwie tej autorki) kupiliśmy na niedawnym festiwalu literackim, który odbył się w Dublinie. To niekoniecznie moje klimaty, choć popularyzacja psychologii przez Woydyłło jest zdecydowanie o kilka oczek wyżej od podobnych usiłowań Beaty Pawlikowskiej. Książkę-wywiad polecam osobom zainteresowanym tematem, ale nie mającym ochoty na wywody zbyt naukowe i gęsto obibliografowane. Pierwszy cytat nawiązuje do mojego poprzedniego posta i roli ofiary. Dwa inne do dyskusji:
Przekonuje mnie Freud, który mówi, że osoba zdrowa psychicznie potrafi dwie rzeczy: kochać i pracować. (str. 90)Tak naprawdę z prawdziwym zagrożeniem życia to musieliśmy sobie radzić w czasach prehistorycznych. Dzisiaj ten lęk bierze się bardziej z naszej głowy. Powiedziałabym nawet, że nasze życie dość rzadko bywa zagrożone. Mam osiemdziesiąt trzy lata i jeszcze żaden tygrys szablozębny nie próbował mnie upolować. Wielu ludzi uważa, że żyjemy w strasznych i niepewnych czasach. Ale ja powiem, że teraz to mamy czasy śmietankowe. (str. 169)
Szybka lektura w ostatnim rozdziale przyjemnie zaskakująca mnie rozważaniami o filmoterapii.

Uwaga o czasach śmietankowych jest świetna. Gdy przypomnę sobie wspomnienia mojej babci z czasu II wojny, ale nie tylko, to jestem pełna podziwu dla jej siły, poświęcenia, odpowiedzialności i zaradności. Moje pokolenie chyba nie zniosłoby tego wszystkiego, a młodsze? kto wie?
OdpowiedzUsuńjotka
@jotka, moim zdaniem to nie jest kwestia tego, że znoszenie trudów jest jakimś osiągnieciem (bo tak mi to u Ciebie zabrzmiało). W czasie wojny lęk był, że tak powiem, man-made. Ludzie sami uczynili sobie to piekło. Ale nawet w czasie WWII było już lepiej niż jeszcze kilkadziesiąt lat wcześniej. Obecnie naprawdę oswoiliśmy wiele rzeczy (wydawałoby się) nie do oswojenia. Nie ma borów w których czekają na nas zwierzęta szybsze i silniejsze niż my. Bakterie, które dawniej dziesiątkowały naszą populację, zabijamy za pomocą kilku porcji antybiotyku. W chłopskiej rodzinie z XIX wieku choroby rozwijały się błyskawicznie, rano chodziłaś, wieczorem mogłaś leżeć na marach. Głupi ból zęba nie był głupi, nic go nie uśmierzało. Choroby psychiczne oznaczały śmierć lub zamknięcie w szpitalu-więzieniu. Starość = przymieranie głodem. Myślę o wypowiedzi Woydyłło raczej w tych kategoriach. Natomiast przetrwanie ludzi w czasie WWII było związane z prostym wyborem, albo umierasz, albo robisz coś, żeby przetrwać. Mało pola do popisów, zresztą umarli, którzy bardzo się starali, ale przegrali, swojej historii nie opowiedzą.
UsuńNie to miałam na myśli, raczej odporność na trudy życia i dokonywanie wyborów, zamiast załamać się i płakać, babcia brała sprawy w swoje ręce i działała, pracowała po nocach, by wyżywić dzieci, bo dziadek chorował. W pewnym sensie jest to osiągnięcie. Dziś wiele osób woli czekać na pomoc państwa, kościoła, rodziny, a jeszcze narzekają i są roszczeniowi.
UsuńBabcia tez mogła powoływać się na traumę wojny czy biedy, ale inną
miała naturę i nigdy nie narzekała.
W czasie wojny ludzie tez chorowali, siostra mojego ojca zmarła na zapalenie płuc, bo penicylina była tylko dla Niemców, a wybór nie był wcale prosty - wydasz sąsiada lub sam zginiesz....zjesz sam lub zostawisz dzieciom.
jotka
@jotka, o tyle nie lubię o tym mówić w kategoriach osiągnięcia, że częściowo reakcja fight-flight-freeze zależy od genów :) Możesz chcieć coś zaplanować i wykonać, ale jeśli wcześniej się załamałaś, bo np. Twój organizm tak funkcjonuje, to trudno mieć do Ciebie pretensje. A w takim razie wolę być konsekwentna i nie gloryfikować faktu, że ktoś miał strasznie źle, ale sobie poradził. Dobrze dla niego, że sobie poradził, a nawet fantastycznie. Tylko niech nie przykłada własnej miary do cudzych możliwości. Niestety, właśnie dlatego wiele osób, które przetrwało wojnę, było fatalnymi rodzicami utrudniającymi życie swoim dzieciom. Właśnie dlatego wiele starszych kobiet nadal nie rozumie, po co młode kobiety mają rodzić "po ludzku" i mieć czas dla siebie będąc już matkami. "Bo ja nie miałam i nie narzekałam". Nie jest na to odpowiedzią stwierdzenie, że "czasy były inne". Ja bym odpowiedziała: "nie miałaś wyboru, to nie było normalne; nie zazdrość, że inni wybór mają".
UsuńWiele sytuacji nie było normalnych i absolutnie nie życzę nikomu powtórki z rozrywki, ale tez nie rozumiem ciągłego powoływania się niektórych na konieczność pomocy , bo ona/on sobie nie radzi, ale dzieci płodzić poradzi.
UsuńWiadomo, dzieci nie są winne, więc się pomaga, ale może zacznijmy odróżniać pomoc w nagłych wypadkach ( choroba, wypadek, pożar itp), od pomocy zwykłym leniom, cwaniakom itd.
Trochę może nie na temat, ale tak mi się rozwinęło...po tym przykładaniu
własnej miary.
jotka
@jotka, radzenie sobie w sytuacji trudnej jest super sprawą, problem zaczyna się wtedy, gdy sytuacja trudna nie jest sytuacją przejściową. Wówczas wszelkie mechanizmy, które pozwalają nam przetrwać, zaczynają być sposobem na urządzanie się w dupie. I tak: umiesz pływać w gównie, czyli potem tym gównem śmierdzisz, możesz mieć też pretensje, że inni już nie chcą porad jak w gównie pływać (Twoja wiedza do niczego się nie przydaje). Bardzo frustrujące doświadczenie dla każdej strony (np. bardzo jest przykre chamskie zachowanie starszych ludzi, nawet jeśli wiadomo, że ich wewnętrzny cham to efekt przepychania się w peerelowskich kolejkach). Jak widzisz, miałam inne skojarzenia :D
UsuńDla mnie najważniejsze są sytuacje pomocy w nagłych wypadkach. Oczywiście zdaję sobie też sprawę, że bywają ludzie tak słabo wyposażeni do radzenia sobie w tym świecie, że jest im potrzebna pomoc na stałe. Uważam, że wówczas musi wkroczyć państwo, osobiście staram się takich osób nie uzależniać od moich wpłat (nawet jeśli oni mogą to zinterpretować negatywnie) oraz nie rozdawać głasków za bycie "biednym". To z jednej strony ludzi upokarza, a z drugiej demoralizuje (i to od najmłodszego wieku, bo znałam dzieci, które w wieku 12 lat już miały wgrane przekonanie, co się im należy z uwagi na jakiś tam zasugerowany im przez dorosłych rodzaj "biedy").
Ukoić siebie nie jest wcale ani łatwo, ani prosto. Coś o tym wiem. Traumę nie przechodzi się jak grypę, ona trwa latami, chociaż wszyscy uważają, że czas uleczy. Gdzie tam, ból wraca jak bumerang i uderza ze zdwojoną siłą mimo upływu lat.
OdpowiedzUsuńZasyłam serdeczności
@Ultra, nie jest łatwo. Książka nie jest poradnikiem, raczej opowieścią co to jest trauma, skąd się bierze, czym ją leczyć (wg Woydyłły, wszystkim, co działa u danej osoby). Warto też nie ustawać w poszukiwaniu lekarstwa, bo trauma to straszny złodziej czasu, którego przecież nikt z nas nie ma za wiele.
UsuńBeatka-podrozniczka wypowiedziała się na temat depresji,a właściwie jej leczenia nie mając zielonego pojęcia,o czym mówi,nawet jeśli sama była kiedyś chora.Skorzystala z prawa do tzw.wolnosci slowa- każdy może wypowiadać się na dowolny temat i w związku z tym pseudomedyczne bzdury często pojawiają się w internetach i mają dość liczne grono zwolenników.Chyba nie sposób ja - samozwańcza specjalistkę - porównywać z Woydyllo - uznana terapeutka,doktorem psychologii.
OdpowiedzUsuń@ja-Ewa, Beata-podróżniczka jest mi mało znana. Kiedyś podobały mi się jej motywujące rysuneczki, ale mądrości psychopatyczne, którymi obdzielała media, skutecznie mnie odstraszyły od dalszego zgłębiania innych treści jej produkcji. Biorąc pod uwagę, że pani Beata miała anoreksję, bulimię, depresję, produkuje teksty z prędkością światła i nieszczególnie dobrze funkcjonuje wśród ludzi, zakładam, że depresja jest jednym z jej mniej złożonych problemów. Owszem, mamy wolność słowa, stąd taka moja o niej opinia :) Przywołując jej nazwisko obok Woydyłły miałam na myśli pewien typ samopomocowej literatury motywująco-wspierającej, a nie przepaść doświadczenia jakie niewątpliwie dzieli obydwie panie.
Usuńchoć już sporo wiem o sobie i o różnych skomplikowanych mechanizmach...to może się skuszę, bo nigdy dość tej wiedzy. dzięki za polecajkę. O paniach beatach nie dyskutuje, po co? i to takie nieeleganckie jest przecież i obciążające, bo wiadomo społeczeństwo mamy jakie mamy, czyli smutne w obrazie... ;-) teatralna
OdpowiedzUsuń@teatralna, zawsze można coś z psychologii poczytać, nie zaszkodzi. Panią Beatę niepotrzebnie w to wplątałam :)
UsuńU mnie wczoraj w pracy sielanka, najważniejsze co zrobiłem to świętowanie przejścia na emeryturę Susie.
OdpowiedzUsuńPo przyjściu z pracy o 6tej wieczorem położyłem się odpocząć, spałem do północy, troche się ogarnąłem ok 1 w nocy z powrotem lulu
Dzisiaj obudziłem się o 6:30 rano. Poszedłem obserwować wschodzące słonce.
Następnie kupiłem świeże bułki, zrobiłem sobie jajecznice.
Ponownie się przespałem.
Teraz jest 11 rano.
Nie mam żadnych planów na dzisiaj.
Jutro pojadę na zakupy do polskiego sklepu.
Mam 67 1/2 lat życia za soba, od Maja pobieram już emeryturę jednocześnie pracując w pełnym wymiarze czyli do domu przynoszę $4,000 gotówki już po zapłaceniu podatku plus $2,400 miesięcznie emerytura,
Tydzień temu kupiłem sobie za $65,000 auto na emeryturę z 3.5 litra silnikiem.
Naprawdę żyje się teraz luksusowo.
Czasy w jakich żyjemy to doprawdy raj na Ziemi.
Nawet nie wiem kiedy przejść na emeryturę.
Wszyscy w pracy mnie lubią.
Za dwa tygodnie mam zaplanowany 4-miesieczny urlop.
Pojadę moim nowym autem po amerykańskich autostradach.
Pierwszy tydzień spędzę na Florida Keys a następnie wizyta w Smoky Mountains in Tennessee and North Carolina.
Moją pasją, tak mam hobby, jest aby mieć w pełni zdrowie na długo ponad 100 lat życia.
Żyć nie umierać.
@Danek8599, jeśli chodzi o ostatnie zdanie, u mnie podobnie, żyć nie umierać. W temacie reszty, może to kogoś zainteresuje. Pozdrawiam.
UsuńMoniko, to tylko jest mój skromny komentarz do Twojego wpisu powyżej, zdecydowanie żyjemy teraz we wspaniałym czasie. Ja nawet nie wiem co to jest stres z własnego doświadczenia.
UsuńCodziennie praktykuje Reiki oraz sesja 10 minut na kamertonach C and G
Jestem zawsze wyluzowany.
@Danek8599, zrozumiałam, że jest to Twój komentarz do mojego wpisu :)
Usuńtak trochę poboczem tematu: kiedyś, dawno temu, w ramach jakiegoś szkolenia całego zespołu ośrodka zapoznaliśmy się z maszynką do biofeedbacku GSR, w tamtych czasach to była nowinka raczej mało jeszcze powszechnie znana, słabo wtedy dostępna i rzecz jasna każde z nas testowało to na sobie... gdy przyszła kolej na mnie urządzenie oszalało cyklofrenicznie: raz było cichutko /calm/, raz darło japę jak opętane /ultraunrest/... dopiero potem zdałem sobie sprawę z przyczyny: po prostu za bardzo się starałem "uciszyć" to pudełko :) to była bardzo cenna lekcja...
OdpowiedzUsuńp.jzns :)
@PKanalia, nie mam za dużo przemyśleń na ten temat. Jeśli biofeedback jest rodzajem lustra, to jest dla mnie oczywiste, że im bardziej robisz napinkę, to tym bardziej tę napinkę widać w lustrze. Do czego ta wiedza może służyć i czy, to insza inszość.
Usuńw tamtych czasach /przypomnę: "kiedyś, dawno temu"/ nie wszystko, co oczywiste było dla mnie oczywiste, nie każdy się rodzi z tą właściwością, że wszystko od razu jest dlań oczywiste...
Usuń