— Nie chcę mówić, że mam o niej (publiczności) coraz gorsze zdanie, ale coraz mniej jest ona wymagająca. Wiem to, bo gram 250 spektakli w roku. Głównie komedii i widzę, że coraz mniej publiczność ode mnie wymaga. Dlatego zrezygnowałem z estrady już prawie całkowicie. Jeszcze nie dawno przyjmowałem zaproszenia, pojawiałem się na jakimś koncercie, powiedziałem monolog sprzed 30 lat i on ciągle śmieszył, a od jakiegoś czasu już nie śmieszy, bo ludzie go nie rozumieją. Widzę w teatrze, że jak coś jest metaforyczne, to ludzie nie wiedzą, co my gramy — podsumował Cezary Żak.
Relacja na łonecie/Plejadzie z rozmowy z Żakiem w podcaście WojewódzkiKędzierski (w linku, zresztą samego podcastu można posłuchać, jak kto ma ochotę, od 1:06 na temat) skupia się głównie na "sensacyjnym" odkryciu, że disco polo jest równaniem w dół. Racja, ale o moim stosunku do tego gatunku muzycznego pisałam wielokrotnie, niech tutaj jego popularność będzie objawem szerszego zjawiska. Nie zgodzę się, że równanie w dół jest to problem tylko młodzieży, bo przecież młodzież nie jest cudzą młodzieżą nie-wiadomo-skąd, jest młodzieżą wychowywaną przez nas. Coraz wyraźniej widać, że najłatwiej rozśmieszyć publiczność słowami powszechnie uważanymi za wulgarne ... jeśli tak ma młodzież, to dlatego, że tak mają ich dorośli, jasne to było dla mnie, gdy kilka lat temu siedziałam wśród dorosłej publiczności polonijnej na seansie "Kleru" Smarzowskiego (najżywsze reakcje budziły przekleństwa oraz dowcip na poziomie ślizgania się na skórce od banana). Polacy mają w pracy i na uczelniach tendencję do udawania, że rozumieją czego nie rozumieją (w związku z czym nie zadają pytań, żeby nikt się nie skapnął), może więc nie chodzi o brak umiejętności ukrywania własnej ignorancji, tylko o przekonanie, że nieobycie z bardziej wymagającymi intelektualnie produktami kultury to coś z innej beczki, coś mniej głupiego niż potoczne nieuctwo. Dorośli narzekają np. że obecnie młodzież nie czyta, tylko tekstuje, ale jak poskrobać okazuje się, że krytycy młodego pokolenia sami zatrzymali się we własnej edukacji literackiej na poziomie lektur szkolnych i np. nie przeszkadzają im słabe teksty starych piosenek, gdyż są "dobre, bo stare". Zafiksowanie na pomyśle, że czytanie książek oznacza inteligencję zupełnie nie przeszkadza narzekać, że w książce jest kilka wątków, czyli, że jest za dużo liter. Gust publiczności jest coraz niższy? Uważam, że gust drastycznie się nie zmienia (szczególnie, gdy brak po temu zachęty), na świecie są góry i doliny. Raczej, poziom mediów (a jaki koń jest, każdy widzi) pozwala nam równać w dół, usypiając naszą czujność, mamiąc, że chyba jesteśmy inteligencją (skoro nie chłopem lub robotnikiem), łagodząc niepokój, gdy poziom elitarny nie tylko nie jest w zasięgu ręki, ale właśnie znika za horyzontem.
ależ wszystko ulega uproszczeniu więc dlaczego nie kultura i inteligencja...dostęp do wiedzy, możliwość znalezienia odpowiedzi w tej chwili we własnym telefonie, sami rozkręciliśmy te karuzelę, świat przyspieszył, nie ma czasu ani na źródła, ani na didaskalia. w szkołach niepublicznych w chmurach, nauka polega na umiejętności znalezienia informacji w gąszczu. już nie operowanie pojęciami, abstrakcyjnym posługiwaniu się mapą. ja stała się analogowa ze swoim wymaganiami i powoli dochodzę do ściany, bo młodzież się nie nauczy pojęć, żeby potem nimi operować, wzbogacać język, rozumieć o czym wykładam. nowoczesne tutejsze nauczanie polega na upraszczaniu, zachęcaniu i wsparciu, nauczanie w szkole publicznej na absurdalnym wręcz wymaganiu wchłonięcia niekończącej się ilości faktów, zadań, obliczeń, etcetera. Obie wersje są nie do przyjęcia. a oni przecież są tu i teraz na ich żywym organizmie robimy eksperymenty. Ja uczę myśleć i wychodzę z założenia, że nie każdy musi mieć 5 z historii a młodzież jest odwzorowaniem społeczeństwa, że za chwilę będzie rów mariański.
OdpowiedzUsuń@Teatralna, oczywiście, że to uproszczenie, zresztą mój tekst jest krótkim wyłuszczeniemn opinii w reakcji na opinię innego człowieka, nie monografią (nie jestem nawet pewna do końca, którego stanowiska bronię). Wiem, że jako nauczyciel zmagasz się z materiałem, który siedzi przed Tobą i jest jaki jest. Sama się zmagałam, więc tego nie umniejszam. Uważam, że nie ma wielkiego przeskoku pokoleń, pt. "wtedy rozumieli, a teraz nie rozumieją", chociaż jednocześnie dostrzegam, że rozrywka jest coraz mniej wysublimowana. Zastanawia mnie to. Może dawniej część osób udawała, że coś je śmieszy, chociaż ludzie nie rozumieli wszystkich niuansów, bo głupio było nie rozumieć, a teraz ludzie uważają, że już nie jest głupio? Może obserwujemy konsekwencje kilkupokoleniowego poniżania edukacji przez sztukę do poziomu michałków nudniejszych od lekcji religii? Fred zwraca niżej uwagę (wspominając o swoich rodzicach), że już w pokoleniu 60+ można było siebie uważać za inteligenta mając pojęcie o literaturze/sztuce/muzyce cokolwiek nikłe. Międzypokoleniowy rów mariański jest widoczny, ale nie chodzi w nim tylko o inne gusta czy rzekome mniejsze oczytanie młodych. Nie wierzę, że nie czytają dzieciaki mające w domu półki uginające się od książek. Pytanie: ile domów takie półki ma, i dlaczego tak mało, skoro wszyscy dawniej byli tacy bystrzy?
UsuńMoniko - ależ nie odebrałam tego jak atak :-)
Usuńotóż wg mnie nie byli tacy bystrzy. a i dzieciaki były różne. Teraz wymagamy od nich więcej, bo mają lepszy i szybszy dostęp do wiedzy, oraz nieporównywalne możliwości techniczne. ale oni mają jednak takie same możliwości biologiczne, jak ich rówieśnicy 30 lat temu i nie dają rady... zwyczajnie nie dają rady, czym nas dorosłych rozczarowują i jest przyzwolenie na klepanie frazesów: młodzież coraz głupsza.
W temacie dorosłych i ich spadku intelektualnym w tempie - myślę, że to kwestia chama, który się zdekonspirował. bo może.
Pamiętasz sytuację z polskiej szkoły w Irlandii Północnej, w której pracowaliśmy? Dyrektorka mówi, że nie będzie programu artystycznego na jakąś okoliczność, bo rodzice (nasi wspaniali Rodacy) uważają, że to strata czasu i domagają się wzmożenia intensywności nauki merytorycznej. Na to ja, mąż Twój i chłopak mówię:
OdpowiedzUsuń- Jak to...?! Przecież od tego, czy zainteresujemy dzieci sztuką, nawet takim małym teatrem, jaki tworzymy w takich programach, zależeć będzie, czy w przyszłości będą chodzić do teatru, czy słuchać Zenka Martyniuka.
Na to pani z rady rodziców o wyglądzie tchórzliwej pipy, która boi się wychylić w którąkolwiek stronę z własnego GRAJDOŁA odpowiada tonem sędziny ogłaszającej wyrok:
- To nie chodzi o to, kto jakiej muzyki słucha.
Co tu można dodać? Wychowanie (rodzice i rodzeństwo), edukacja (nauczyciele), indoktrynacja (duchowni, dziennikarze, politycy), środowisko (koleżanki i koledzy). Takie widzę czynniki wpływające na taki stan rzeczy. Jak masz takich porąbanych rodziców jak moi, narcyzów przekonanych o własnej doskonałości (państwo inżynierowie z awansu społecznego) próbujących kontrolować każdy krok dziecka, "zawsze wiedzących" co jest ważne, a co nieważne, a ważne jest, żeby rodzic mógł się pochwalić dzieckiem, by podbić swe ego, więc liczy się świadectwo z paskiem, a nie jakieś tam "głupie muzyczki i bajeczki", to albo zostajesz buntownikiem i może coś z ciebie wyrośnie, albo zostajesz taką samą drętwą, odgórnie sterowaną pipą. Pedagodzy i znajomi mogą albo pomóc, albo zaszkodzić - zależy, czy wychowujesz się w Grajdołkowie Głupnym, czy w otwartym środowisku.
@Wolandzie, sprawa gustu jest tak delikatnym tematem uderzającym w ego, że nawet ludzie nie znający łaciny potrafią sobie przypomnieć frazę zaczynającą się od "de gustibus ..." (inna rzecz, czy potrafią ją zacytować w całości ;)). Wyżej @Teatralna wspomniała, że system zmusza do uczenia młodzieży multum szczegółów, więc świetnie, że o tym wspominasz: częścią systemu są też ambitni rodzice, którzy uważają amatorskie granie na istrumencie lub czytanie książek innych niż bezpośrednio związanych z osiągnięciami szkolnymi za stratę czasu. A przecież nikt od razu nie bierze się za odbiór sztuki wysokiej, czytanie skomplikowanych fabuł, oglądanie ambitnych filmów. Dochodzi się do tego na drodze nieprzerwanej edukacji. Ponieważ moi rodzice zaopatrzyli dom w całą szafę z książkami, pamiętam jak ta edukacja u mnie przebiegała, jak nie mogąc się doczekać nowego prezentu książkowego dla mojego poziomu oczytania próbowałam brać się za lektury pozbawione obrazków, wydane drobniejszym drukiem "dla dorosłych". Na początku to była męka, bo rozdział w książce "dorosłej" był objętościowo wielkości całej książki dla dzieci. Ale nastał dzień, gdy podeszłam, otworzyłam lekturę i dokończyłam ją oraz fabuła była dla mnie zrozumiała. A gdybym tak porzuciła myśl o czytaniu książek bez obrazków twierdząc, że to takie głupoty jakieś? Mogłabym powiedzieć, że przecież są ładne, estetyczne, mądrę, wzruszające książki dla dzieci z minimalną ilością słów (Ty wiesz, że i takie zwracają moją uwagę), to na grzyba przechodzić do książek bez obrazków, gdzie jest za dużo wszystkiego i na dodatek metafory?
UsuńBędę broniła widzów Kleru. Człowiek się śmieje a dopiero potem przerabia temat. To był mocny film.
OdpowiedzUsuńZadumałam się nad elitarnością sztuki i odbiorców. Moi rodzice byli bardzo ineligentni ale z powodu pochodzenia nie bardzo sami mnie wprowadzali w sztukę czy teatr. Miałam szczęście, bo byłam w dużym mieście i byłam otwarta.
Jak dotrzeć do ludzi, co im pokazywać i jak edukować, żeby było ciekawie i budziło zainteresowanie? Nie wiem. Ale zzymam się też na dziaderstwo pt Ach, kiedyś to wszystko było lepsze
Nie było. Często muszę uruchamiać zapasowe zwoje mózgowe żeby zrozumieć cięte żarty młodzieży. Może trzeba bardziej ich słuchać niż na nich narzekać?
sztuka zawsze była elitarna. i dla gawiedzi. aktualnie w mieście tutejszym na przykład farsy rządzą. a ja jestem zwolenniczką Kleru też. choć mnie raczej nie rozśmieszył ...i przeciwniczką dziadersów, co to kłapią, że kiedyś panie dzieju...ja staram się za wszelką cenę te młodzież do dobrych rzeczy nakłonić.
UsuńWidzę wspólnotę;)
UsuńSztuka ludowa ma swoją wartość też, ludzie spychani na margines od zawsze,sami sobie tworzyli i muzykę i inne rzeczy.
Pamiętam szok, że moje dzieci nie polubiły moich ulubionych książeczek. Od wtedy wiem, że każde pokolenie jest inne, że inne rzeczy do nich trafiają i że nie można ich zmuszać do konkretnych rzeczy a raczej otwierać na chęć poznawania sztuki. Jestem fanką młodych ludzi i dużo z nich czerpię.
Każde pokolenie narzeka na młodych, a ci młodzi zmieniają się nieustannie, bo i świat się zmienia i tak jak napisałaś wyżej, nie wszyscy nadążają i bronią swoich barykad.
OdpowiedzUsuńNie wiem, jakie role grywa pan Żak, znam go tylko z serialowych komedii, ale gdy oglądam estradowe popisy niektórych wykonawców, to też nie wiem, w którym miejscu się śmiać, a w którym zdziwić...nie zawsze głupie miny czy puszczanie oka wystarczą.
Gdy koleżanka od muzyki opowiadała o naborze do chóru szkolnego czy do konkursu młodych talentów, to po ogłoszeniu list musiała wysłuchać pretensji rodziców, bo przecież dziecko takie zdolne, a pani szansy nie dała, a rodzic nie słyszy, że dziecko fałszuje i może w innej dziedzinie talent lepiej rozwijać.
Są dziedziny kultury dla elit i są dla mniej wybrednych, tak było zawsze i pewnie tak zostanie.
jotka
@jotko, wyobrażam sobie, że koronnym argumentem fana dotkniętego do żywego wyznaniem Żaka byłoby: i co on takiego gra, wygłupia się tylko, wielki artysta niby, komediant! 😁.
UsuńZaburzone przekonanie rodziców o talentach własnych pociech jest zjawiskiem dość powszechnym, więc bardzo mnie nie zaskakuje. Poza tym, wiadomo, że światem rządzi statystyka (rozkład Gaussa IQ i innych naszych cech), ale jednocześnie każdy z nas ma potencjał do wzrostu (jeśli nie zapieramy się przed tym nogami i głupio nie tłumaczymy). Więc z dziedzinami kultury dla elit nie do końca się zgadzam. Mamy tę moc 😉
Nie wiem jakiej reakcji spodziewał się Cezary Żak po widowni, gdy uważa, że widzowie coraz mniej wymagają...
UsuńPisząc o elitach miałam na myśli wyrobionego odbiorcę, sama za takiego się nie uważam, bo wielu nowoczesnych trendów w sztuce nie rozumiem, może mam zbyt małą wiedzę. Pytanie tylko, czy tzw. elity(dziś to niejednoznaczne pojęcie) faktycznie znają się na tym, co podziwiają czy tylko udają zainteresowanie i podziw, bo tak wypada?
jotka
@jotko, jeśli ludzie udają zainteresowanie i podziw, bo tak wypada, tzn. że poprzeczka postawiona jest dla nich za wysoko, ale czują, że elita jest tam, a nie gdzie indziej. Też nie rozumiem trendów w sztuce, nie wszystkich, i nie waham się powiedzieć, że coś mi się nie podoba, albo czegoś nie kumam. Ale akurat dobrą literaturę lubię i staram się czytać, nie mogę więc nie zauważyć trendu wg którego ludziom się zdaje, że należenie do elity polega na czytaniu na akord, co w oczywisty sposób promuje książki bardzo proste. Prostotę, a nawet prostactwo dobranych tytułów widać na blogach książkowych. I co ciekawe niektórym autorom takich miejsc nawet w głowie nie zaświta, że to ich do elity nie awansuje.
UsuńJeszcze 20-parę lat temu goście z zagranicy zauważali, że polski dowcip kabaretowy jest mocno "słowny", oparty na niuansachm niedomówieniach, metaforze (o której wspomina Żak). Jak jest teraz? Muszę tu polegać na odczuciu aktora, bo kabaretów oglądam coraz mniej, coraz częściej też uważam niektóre występy za mało śmieszne.
Moniko, koncept tzw. elity to podstawa zamordyzmu społecznego.
UsuńTworzenie poprawności jak ma funkcjonować reszta społeczeństwa.
Widać to w demagogii amerykańskiej poprawności reprezentowanej przez tych co afiszują się tęczową flagą.
Gdy praktycznie fizycznie wyeliminowano we Francji tych elitarnych wraz z ostatnim królem wyszło to tylko na korzyść potencjału elitarnego Francji utrzymując jej prymat intelektualny przez co najmniej następne stulecie.
O Żaku czy muzyce disco polo się nie wypowiadam, nie wiem o co tak naprawdę chodzi, w Polsce nie ma mnie od 1984 roku.
Jestem jednak za maksymalna wolnością bez wtrącania ludzi w szpony ustalonych schematów czy ram poprawności wykreowanych przez "intelektualistów'
Opisane przez Ciebie uprzednio formy grzecznościowe jakie obserwujesz w Irlandii zostały w sposób naturalny ustalone w społeczeństwie.
Te kabarety tylko wysadzają od środka ustalone normy społeczne wysiewając co tylko chcą "artystycznie" zmienić.
Takich kabareciarzy nie brakuje.
Zapewniają sobie gawiedź, z których żyją.
Koszty tego kabaretu ponosi cale społeczeństwo.
@Danek8599, lepisz kilka pojęć do kupy i jesteś z siebie zadowolony, że tyle polepiłeś.
UsuńElita intelektualna o której wspomina Żak i o którą mi chodzi, nie zostaje unicestwiona przez żadną rewolucję. Rewolucja zabija ludzi u władzy, a ci są głupi lub mądrzy, w zależności od tego w jakie geny wyposażyli ich rodzice. Elita intelektualna, czyli jednostki zdolne do wyższego rozwoju intelektualnego, rodzą się wraz z każdym nowym pokoleniem, i istnieją, czy to się mniej bystrym podoba, czy nie (to, że się mniej bystrym nie podoba i w związku z tym mniej bystrzy oświadczają, że coś jest zbyt głupie, bo zbyt skomplikowane, żeby mogli to sami pojąć, niczego nie zmienia - muzyka Mozarta ma dużo nut i w każdym nowym pokoleniu rodzą się ludzie, których ta wielość nie przytłacza). Bywają władze państwowe, które równają do dołu próbując wmówić, że elitarne jest podejrzane - przykładem jest obecna władza w Polsce, która dla realizacji własnych celów politycznych jawnie dowartościowuje słabizny intelektualne (ale to osobny temat)..
Do kolejnego doklejonego tematu (bo się Tobie coś skojarzyło): jakie były fazy rozwoju form grzecznościowych w Irlandii tego nie wiem (nie wiem np. czy to efekt biedy społeczeństwa, czy czegoś innego i czy był to proces "naturalny"), wiem jedynie dlaczego uprzejmość jest powszechna - bo jest uczona poprzez imitację, a nie poprzez odgórny nakaz (innymi słowy: dzieci są uprzejme, bo ich rodzice i nauczyciele są uprzejmi, ale nie wiem, kiedy w toku rozwoju irlandzkiej kultury ta uprzejmość się pojawiła, i dlaczego).
Dodałeś, że masz coś do kabaretów. No ok. Ale Twoja puenta jest godna inżyniera Mamonia z "Resju" (TU KLIKNIJ, ŻEBY ZOBACZYĆ).
@Danek8599,
UsuńDawno się tak nie ubawiłem. Że niby "elita" chce, żebyś się zachowywał jak ona? Mam rozumieć, że wspomniany przez Ciebie Ludwik XVI chciał, żeby lud żył tak jak on, a lud nie chciał się wtłoczyć w królewskie luksusy, zeźlił się i zgilotynował króla? Uwierz mi dla własnego zdrowia psychicznego, gdy czytam książkę, to nie dlatego, żebyś Ty ją również przeczytał. Gdyby nie blog mojej żony, nie wiedziałbym, że istniejesz. Tak szczerze, piszesz to na trzeźwo? Pytam, bo chwilę później piszesz: " Jestem jednak za maksymalna wolnością bez wtrącania ludzi w szpony ustalonych schematów czy ram poprawności wykreowanych przez 'intelektualistów'", by w następnym akapicie płakać, że kabarety tylko rozsadzają ustalone normy społeczne. Jak radzisz sobie z tym dysonansem? Zauważasz go w ogóle?
...Aaaa..., kabarety są dość niską formą rozrywki popularnej, nie potrzebują dotacji, bo akurat intelektu, by zrozumieć kabaret starcza większości społeczeństwa, jeszcze 100 lat temu najlepszymi gagami było przywalenie drabiną w łeb z obrotu i rzucenie tortem w twarz.
No, ale jak Ci się w to wszystko udało wcisnąć tęczową flagę, to sam nie wiem. Jeżeli nie lubisz seksu jednopłciowego, to go po prostu nie uprawiaj. Ja i moja żona stosujemy ten sposób, dzięki czemu jesteśmy wolni od obsesji na punkcie tęczowych barw, no i pupa nie szczypie.
Dziękuje Moniko, bardzo śmieszny jest ten filmik, rzeczywiście dosadny oraz na temat.
UsuńWolandzie, czy mam do czynienia w Twojej osobie z muzułmaninem?
UsuńBoja już pogoniłeś a teraz mnie.
Moniko, powiadasz, ze "Elita intelektualna, czyli jednostki zdolne do wyższego rozwoju intelektualnego..."
UsuńPodajesz za przykład tej elity Wolfgang Amadeus Mozart
Nie jest tajemnicą, ze Mozart miał Bipolar Disorder czyli po polsku chorobę psychiczną.
Komponowana oraz grana muzyka uwalniała energię chorego człowieka.
Jest cos takiego jak fenomen nazwany entrainment, co oznacza, ze wibracje słuchanej muzyki wywołują określone stany emocjonalne u słuchacza.
Można powiedzieć, ze za pośrednictwem transferu energii wibracji muzyki, jaka grał Mozart - infekował on swoje stany emocjonalne w każdego słuchacza.
Można sobie wyobrazić w jakim nerwowym stanie znajdowali się słuchacze jego muzyki.
Trzeba być bardzo świadomym żyjąc w tym doczesnym świecie.
Ciekawi mnie kolejny przykład takiej wyższej elity, jaki podasz - którego to mamy czytać czy słuchać.
Uwierz mnie - każdy z nas jest doskonały gdy nie damy się zdołować społeczeństwu, które kreuje te elity aby narzucać jedynie słuszne wzorce czego słuchać, co czytać aby mieć rękę na kreowaniu pożądanego poziomu umysłowego w narodzie.
tak sobie dumam, skad Wolan dostrzega, ze ja wspieram teczowych?
Usuńoto co napisalem:
Widać to w demagogii amerykańskiej poprawności reprezentowanej przez tych co afiszują się tęczową flagą.
Na to Woland: "Jeżeli nie lubisz seksu jednopłciowego, to go po prostu nie uprawiaj."
ja znam tylko jednopłciowy sex, jednak elicie wychodzi odwrotnie gdy czyta zwyklego czlowieka?
@Danek8599, filmik jest ironiczno-sarkastyczny (bogowie, po co ja to tłumaczę?).
Usuń"Nie jest tajemnicą, ze Mozart miał Bipolar Disorder" - jest taka dziedzina jak psychologia historyczna, która zajmuje się rozważaniem jak w przeszłości funkcjonowały różne jednostki i jak, mając na uwadze dzisiejszy rozwój nauk badających zachowanie człowieka, można w nowym świetle zinterpretować fakty i zachowania ludzi z przeszłości, które znamy dzięki zapisom historycznym. Psychologia historyczna nie stawia jednak diagnoz tak zdecydowanych, jaką przed chwilą postawiłeś. Może to być tylko hipoteza (na tej samej zasadzie nie wystarczy zobaczyć kogoś kilka razy w tv, żeby ze stuprocentową pewnością, bez interakcji z tą osobą, stwierdzić co mu dolega ... można jedynie domniemywać). Nie wiem po co to tłumaczę. Zauważyłam, że jeśli masz szansę dowiedzieć się czegoś nowego (naukowego), zmieniasz temat i wracasz do pierdolanda o energiach. Dalsza część Twojego komentarza jest zresztą ilustracją mojego spostrzeżenia. W związku z tym może @Woland będzie chciał Ci coś odpowiedzieć, ja nie mam nic do dodania poza zwróceniem Ci uwagi na stosowny fragment dopisku na dole tej strony, będący wytyczną dla komentujących: "Jeśli uporczywie piszesz nie na temat, w końcu zrobi Ci się przykro".
@Danek8599,
UsuńMam podejrzenie graniczące z pewnością, że nie rozumiesz znaczenia tego, co piszesz. Przykład: Napisałeś w komentarzu do Moniki: "ja znam tylko jednopłciowy sex". @Danek8599, to zdanie oznacza w języku polskim "uprawiałem, bądź oglądałem jedynie seks homoseksualny, nie znam seksu między mężczyzną i kobietą".
Jeżeli mi nie wierzysz, daj to zdanie do przeczytania komuś, komu ufasz, a jeśli posiadasz możliwości intelektualne, by samemu to sprawdzić, to proszę Cię, nim napiszesz komentarz, sprawdź co on znaczy.
Nim skomentujesz moją wypowiedź, również sprawdź, co ona znaczy, bo w żaden sposób nie odnosiłem się do Twoich upodobań seksualnych, ani tego, czy wspierasz jakieś grupy seksualne. Napisałem uniwersalną prawdę, że jeżeli nie lubisz seksu jednopłciowego, to go nie uprawiaj (nic na siłę, Danek). Mnie jest naprawdę wszystko jedno z kim uprawiasz seks, byleby to była osoba dorosła i wyraziła na seks zgodę.
@boja również nie został przeze mnie przegoniony. Został przeze mnie poinformowany, że jest mi wszystko jedno, czy mnie rozumie, czy też nie, przez co dostał moje błogosławieństwo na dowolność interpretacji mojego tekstu.
Zdanie, które wypowiedziałeś i wydaje Ci się na tyle sensowne, że je powtórzyłeś, czyli "Widać to w demagogii amerykańskiej poprawności reprezentowanej przez tych co afiszują się tęczową flagą." nie oznacza tak naprawdę niczego, nie ma tu grama konkretu, nie wiadomo o kim piszesz, do jakiej wypowiedzi się odnosisz, a w dodatku jest to uogólnione, na cały ponad trzystumilionowy naród.
Nie odpisałeś, jak godzisz ze sobą fakt, że w jednym zdaniu piszesz, że jesteś za wolnością bez wtrącania ludzi w szpony ustalonych schematów, a w następnym akapicie żalisz się, że kabarety rozsadzają ustalone normy. Rozumiesz w ogóle, że jedno drugiemu przeczy?
Czy muzułmanin, czy pastafarianin, nie ma to wpływu na treść naszej dyskusji, za to trzeźwość ma, a Ty piszesz tak, jakbyś miał z tym problem.
Woland,
UsuńLudzie są dobrzy w ocenianiu innych.
Powstrzymam się wiec w komentowaniu, co napisałeś.
Oceny są zawsze subiektywne, często czytający przyjmuje do wiadomości tylko to co chce przyjąć.
Jest to sprawa indywidualna każdego człowieka, znajduje się to poza strefą komentarza skoro odczucia są subiektywne.
Moniko,
Usuńja historie Mozarta poznałem z programu oglądając Historyczny kanał TV w naszej telewizji.
Cierpiał ogromnie, był bardzo chorym człowiekiem.
Ja tylko wpisałem u Ciebie mój komentarz, gdy napisałaś pochwałę tej wyższej kultury kreowanej przez elity.
Mianowicie, ze ta "wyższa, elitarna kultura" jest kreowana przez osoby niejako z wyższej półki.
Podałaś jeden przykład takiego twórcy w osobie Wolfgang Amadeus Mozart.
Ja mam dokładnie o 180° odmienną ocenę tych z "wyższej, intelektualnej" półki.
Łatwo jest napisać, ze ma się odmienna ocenę, trudniej to uzasadnić.
Dlatego napisałem kim był Mozart oraz dlaczego należy unikać słuchania jego muzyki powołując się na fenomen znany z Fizyki, czyli entrainment transferu energii.
Naturalnie każdy ma prawo do słuchania co chce oraz do posiadania swoich opinii.
Wskazujesz, ze ja odwracam się od Nowego :)
Tymczasem pokazałaś, ze na słowo Energia (naukowo jest to nowe) działasz alergicznie - zapewne ponieważ nic o tym nie wiesz a jednocześnie odmawiasz poznania nowej dziedziny w Fizyce.
Tylko tyle chciałem powiedzieć w komentarzu.
To może jest ktoś z tej elity żyjący w dzisiejszych czasach.
Z przyjemnością poznałbym taka osobę oraz co chce powiedzieć.
Ja jednak chce wiedzieć z kim mam do czynienia , nie daje zezwolenia na dawanie mnie idei bez sprawdzenia skąd te idee czy inspiracje pochodzą.
Danek8599, rozumiem, że oglądasz telewizję, ale dla osób zainteresowanych rzeczywistością nie może to być jedyne źródło wiedzy o Mozarcie lub chorobach psychicznych (pomijam dłuższy wątek, że amerykańskie telewizyjne dokumenty, tworzone dla niezbyt wymagających mas stawiając na sensację i przyciągnięcie w ten sposób klienta do oglądania reklam, nie są najwiarygodniejsze).
Usuń"Łatwo jest napisać, ze ma się odmienna ocenę, trudniej to uzasadnić". A juści 😊 Napisałam Ci, że nikt nigdy nie jest w stanie stwierdzić, że Mozart miał jakąś chorobę psychiczną. Można co najwyżej domniemywać, i to jest też bardzo ciekawe, ale z tego nie wynikają "wnioski", które napisałeś później. Wspomnienie Mozarta i energii w jednej wypowiedzi z nikogo nie czyni mądrego, trzeba to ze sobą jeszcze połączyć tak, aby nie wyszło z tego: ""bla bla energia bla obce słowo bla bla srutututu energia". Często piszesz o energii, myślę, że uważasz to za słowo magiczne, które pokazuje jak jesteś duchowo zaawansowany. Jednocześnie jednak w Twoich wypowiedziach "energia" nie ma nic wspólnego z nauką (fizyką, czy jakąkolwiek inną nauką rozwijaną przez osoby inteligentne, których zresztą nie cenisz zbyt wysoko, co tu i tam powtarzasz), bo jest dla mnie oczywiste, że nie stoi za tym naukowa definicja tego słowa. Dla sprostowania (jeśli czyta naszą wymianę zdań ktokolwiek inny): energia nie stanowi żadnej NOWEJ dziedziny w fizyce (równanie E = mc2 ma ponad 100 lat, drogie dzieci).
"To może jest ktoś z tej elity żyjący w dzisiejszych czasach" ... a możesz jeszcze raz wrócić do mojej wypowiedzi, gdzie piszę Ci, że osoby zdolne do szybszego pojmowania złożoności rodzą się w każdym pokoleniu (jest to zgodne z rozkładem Gaussa) i nie ma to wiele wspólnego ze sławą, bogactwem czy władzą? Jeśli wymienię jakieś nazwisko, dalej pójdziemy torem półgłówkowym - zajrzysz na wikipedię i powiesz, że ten też jest głupi. Nie interesuje mnie to. Nie trudź się dalszym wyjaśnianiem tematu "energia à la Danek" na tym blogu, płliz.
Nie rozumiem natomiast dlaczego powstrzymałeś się w komentowaniu wypowiedzi @Wolanda. Czyżby pytanie "w jednym zdaniu piszesz, że jesteś za wolnością bez wtrącania ludzi w szpony ustalonych schematów, a w następnym akapicie żalisz się, że kabarety rozsadzają ustalone normy. Rozumiesz w ogóle, że jedno drugiemu przeczy?" było dla Ciebie za trudne? To jest pytanie typu zamkniętego, odpowiedź może brzmieć "tak" lub "nie". Pozdrawiam
PS. W międzyczasie powstały dwa nowe tematy, może masz jakieś ciekawe przemyślenia na ten temat (ale bez "energii").
Teraz jest u mnie przed 7 wieczorem wiec rzeczywiście lepiej postrzegam niż późno w nocy, stad ten jednopłciowy przekręt :)
UsuńCzarno na białym wynika z mojego komentarza, ze ci niby z wyższej elitarnej polki domagają się lepszego traktowania niż zwykły Kowalski obnosząc się z tęczową flagą.
Gdy dyskutuje się używając merytorycznych argumentów do czegoś pozytywnego się dochodzi.
Chwytanie się czyjejś ewidentnej pomyłki nie prowadzi do niczego pozytywnego - oczywiście wg mnie.
Każdy ma prawo do swojego systemu wartości.
Konkret w tym jest taki Wolanie, ze tęczową mniejszość domaga się równouprawnienia, obnoszenia się ze swoim tęczowym światopoglądem.
Co do wolności Wolanie -
mój pogląd na wolność jest odmienny od waszego czyli Moniki oraz Ciebie.
Nie wiem czy nawet wolno się tutaj w sposób wolny wypowiadać nie będąc naznaczonym jako ktoś delikatnie mówiąc inny od was wszystkich.
Ale skoro pytasz -
moje rozumienie wolnosci jest biblijne.
Biblia, u Rzymian 12:2
2 Nie pozwól, aby ten świat ukształtował cię na swój własny obraz. Zamiast tego przemień się od wewnątrz, odnawiając swój umysł. W rezultacie będziesz w stanie rozeznać, czego Bóg chce i co Bóg uzna za dobre, przyjemne i kompletne.
Dlatego mam prawo odmawiać uznania prawa tęczowych do równouprawnienia.
Ja tam się nie znam, ale uważam, że rozsądny człowiek powinien znaleźć czas na kulturę wysoką i nie wzdragać się przed kulturą niską. Moim zdaniem: człowiekowi robi się coś w głowę jeżeli oddaje się TYLKO kulturze wysokiej lub TYLKO kulturze niskiej...
OdpowiedzUsuń@boja, czyli kombo, i wilk syty i owca cała.
UsuńJest jednak kwestia techniczna. Jak czytać książki długie z wieloma wątkami, jeśli zniechęciliśmy się do nauki ich czytania (a nikt za nas się nie nauczy) i od lat wałkujemy ten sam format: 350 stron, dużo rozdziałów, mało opisów, max. 2 wątki?
Inny problem: definicja kultury wysokiej i kultura niskiej. Jak już mamy definicję to przyporządkujmy na ten przykład przyśpiewki ludowe do którejś z tych dwóch grup. Jak już przyporządkowaliśmy do niskiej 😉, włączmy sobie Mazowsze, obok jakiś wykon disco polo i piosenkę Gracjan Roztockiego o kupie ... i spróbujmy jeszcze raz zdefiniować kulturę niską.
Poza tym ... przypuśćmy, że wiele lat wcześniej zacząłeś układanie klocków lego od zestawu 10 klocków, a teraz układasz konstrukcje z użyciem setek, a może i tysięcy elementów. Gdy ktoś Cię zapyta, dlaczego już Ciebie nie bawi układanie z 10-20 klocków, co mu odpowiesz?
Nie wiem jak czytać takie książki, Moniko. Poległem na "Pamiętniku znalezionym w Saragossie"...
UsuńO to właśnie mi chodzi - żeby nie definiować. Słuchanie disco polo to nie wstyd, metalu - to nie grzech, a Szopena - to nie strata czasu.
A czy szachowy mistrz nie może z przyjemnością zagrać w warcaby?
@boja, a gdy poległeś na "Pamiętniku ..." zastanowiłeś się po tym fakcie, dlaczego tak się stało?
UsuńZ tego co napisałeś szeroko pojęta sztuka wyłania się jako szczególny rodzaj działalności ludzkiej, któremu wyjątkowo nie należy się definiowanie, bo to brzydko, bo ktoś może się poczuć urażony. Gdzieś w tym gubi się nam informacja, że dzieci zaczynają naukę od zabawy i twórczości, a główną przykazaniem tej twórczości jest postęp mierzony definicjami, pokonywaniem kolejnych stopni rozwoju.
Wydaje mi się, że szachowy mistrz może z wielką przyjemnością zagrać w warcaby. Kwestia jest taka, że nie da się tej metafory przymierzyć do disco polo ;)
@boja, niechętnie używam zwrotów typu "powinien" czyli form narzucania, co jest właściwe, a co nie. To, jaką formę kultury wybierasz, pokazuje miejsce w którym jesteś w rozwoju kulturalnym. Zupełnie tak, jak wynik testu znajomości języka obcego, pokazuje miejsce w jakim jesteś, jeśli chodzi o zaawansowanie wiedzy.
UsuńMój przyjaciel zwykł w takich dyskusjach używać zdania: Problem polega na tym, że zbyt wiele osób myli sztukę z rozrywką. Rozrywka sama Cię odnajdzie: Pójdziesz na wesele i posłuchasz weselnego grania, porozmawiasz ze znajomymi, ktoś powie sprośny dowcip, ktoś inny wyda z siebie odgłos rozdzieranego ubrania, gdy koleżanka w obcisłej sukience siada na fotel, podczas jazdy autobusem usłyszysz w radioodbiorniku aktualne hity pop, a podczas obiadu będziesz jednym okiem rzucać na telenowelę, bądź mecz piłki nożnej lub kabaret, sam się pobujasz w takt muzyki. To jest rozrywka i niezbyt sobie wyobrażam, jak ktokolwiek może jej unikać. Natomiast znam osoby, które unikają sztuki, czego nijak nie da się nadrobić przypadkiem, do tego trzeba się przyłożyć.
Pogubiłem się kto co komu i dlaczego opowiada. Gdybym skupił się tylko na lekturze i nie zajmował się, w międzyczasie, setkami innych spraw - pewnie dałbym radę... Być może wrócę do tej książki.
UsuńNie o to chodzi, Moniko. Ja, na przykład, nie lubię piosenek Ryśka Riedla, bo mnie dołują. Umieszczam je w szufladzie "nie do słuchania". Czy to kogoś uraża? Może w szkole tak jest. Ja postępów swojego dziecka nie mierzyłem. Wiem tylko, że jeszcze mnie nie przerosło :)
Dlaczego nie? Skąd wiesz jak Szopen bawiłby się na dzisiejszym weselu?
@boja, wyrobienie w kulturze w swoich objawach zmierza raczej do tego, że nawet jeśli nie lubisz piosenek Riedla, to zauważasz w nich np. uzależnienie, a nie tylko czysty sentyment. Czy to, że Riedla nie słuchasz kogoś uraża? Nie umiem powiedzieć, może uraża zagorzałych fanów? 😊
UsuńW temacie postępów dziecka, nie zauważyłbyś, gdyby Twoje dziecko cały czas bawiło się 10 klockami, gdy inne bawią się zestawami po 100 czy 200? Nie wierzę. Myślę, że nie tylko byś zauważył, ale nawet trochę się tym faktem zaniepokoił.
Szopen mógłby bawić się jakkolwiek (powyżej @Woland nakreślił różnicę między sztuką a rozrywką, jeśli jest to pytanie w tym uniwersum, odpowiedź brzmi jak wyżej i niczego nie wnosi).
Twój przyjaciel ma rację, Wolandzie? Naprawdę myli mi się sztuka z rozrywką? Ja do muzeum idę dla rozrywki, do teatru dla rozrywki... Powinienem tam chodzić żeby przykrości zażyć?
Usuń@boja, a to już sam sobie odpowiedz, czy mylisz rozrywkę ze sztuką, czy jej nie mylisz, bo to Ty wiesz najlepiej. Ani to zbawi Polskę, ani pogrąży. Gdybym Cię znał, gdybym rozmawiał z Tobą, tak jak z żoną o filmach, książkach, teatrze, to miałbym jakieś pojęcie, czy potrafisz ogarnąć wielość problematyki poruszanej w poważnych utworach, ich głębię, czy czerpiesz z tego doznania duchowe, a ponieważ takiej wiedzy nie mam, pozostaje Ci polegać na sobie samym. W każdym razie, każda sztuka jest rozrywką, ale nie każda rozrywka jest sztuką.
UsuńWolandzie, aż mi kopara opadła z podziwu! Zrozumiałem, że nie potrafię ogarnąć wielkości problematyki poruszanej w poważnych utworach... Ale tak trochę zaczynam rozumieć na czym polega zarozumiałość...
Usuń@boja, tego to ja nie wiem, bo jak już napisałem, a napisałem tylko i wyłącznie tyle, ile napisałem, nie znam Cię na tyle, by to oceniać. Skoro masz jednak problem ze zrozumieniem mojego dość krótkiego komentarza, to dopuszczam taką możliwość, że masz rację.
UsuńTego, jeszcze krótszego, komentarza też nie zrozumiałem. Niby jestem właścicielem racji, ale na czym ta racja polega, Wolandzie?
Usuń@boja, myślę, że nie tyle moje możliwości prezentacji objaśnień się kończą, ile chęci do ich kontynuacji. Prawdopodobnie wynika to z tego, że jest mi zupełnie obojętne, czy coś zrozumiałeś, czy też nie, to naprawdę tylko i wyłącznie Twoja sprawa, może jeszcze w jakimś drobnym ułamku Twojego otoczenia, ale ja się z pewnością do niego nie zaliczam.
Usuń