sobota, lutego 05, 2022

Reaktancja

Czy wiecie, że robiono badania jak szybko kierowcy opuszczają miejsce parkowania, gdy ktoś już na to miejsce czeka? Psychologowie zajmują się takimi rzeczami 😁. Robiono (Ruback i Juieng, 1997), i wybadano, że w takiej sytuacji ludzie mają tendencję do opuszczania potrzebnej komuś innemu przestrzeni wolniej, niż w sytuacji, gdy na jego miejsce nie czeka nikt. Kierowcy opuszczają parking jeszcze wolniej, gdy ktoś ich pogania trąbieniem.

Reaktancja może być Wam znana z fizyki jako opór bierny, zjawisko mierzone w omach. W psychologii pojęcie reaktancji odnosi się do teorii Jacka Brehma, który w drugiej połowie zeszłego wieku zapoczątkował perspektywę badawczą dotyczącą kontroli działania. Reaktancja, czyli opór psychiczny (ale nie ten Freuda, to inny gość, inne podejście) odpowiada za zjawiska powszechnie występujące, unieśmiertelnione w powiedzeniach:

  • pies ogrodnika albo sam nie zje i drugiemu nie da,
  • bo chodzi o to, żeby gonić króliczka ...
  • na złość babci odmrożę sobie uszy,
  • zakazany owoc lepiej smakuje.

Murowany efekt cenzury, wzrost atrakcyjności niedostępnej pozycji, efekt Romea i Julii (ile przetrwałby ten związek, gdyby nie sprzeciw rodziny? Miesiąc?), młodzieńczy bunt ... reaktancja jest dążeniem do przywrócenia wolności wyboru, gdy czujemy, że ktoś/coś nam tę wolność ogranicza. Społecznie temat-rzeka, który popłynie tam, gdzie zasugerują to przykłady w komentarzach. Dzień święty święćmy, czy jakoś tak.

***

flat white.
Costa, Drogheda.
20/01/22.
green tea.
Ruby Ellen's Tea Room, Carlingford.
23/01/22.
cappuccino.
lunch break at Cafè Nero, Drogheda.
24/01/22.
green tea. 
Il Forno, Drogheda.
31/01/22.




34 komentarze:

  1. No tak..., osoby poddawane przymusowi (niekoniecznie dotyczy to przemocy fizycznej, choć może), chcą uzyskać poczucie kontroli, że coś..., cokolwiek od nich zależy. U niektórych osób, poczucie przymusu pędzenia niechcianego życia pozostaje na długo po tym, jak ustaje sam przymus - on jest tylko w ich głowach, a bierna agresja pozostaje wraz z nim. Ona przychodzi im do głowy, jako rozwiązanie, choć niczego nie rozwiązuje, często wręcz pogłębia problem. No i mam kolejne "CHOCIAŻ", bo teraz myślę o osobach ubogich, mających poczucie pędzenia niechcianego życia z powodu braku finansów. Żeby dać sobie poczucie użycia czegoś w ich pojęciu ekskluzywnego, potrafią robić dziwne rzeczy. Znam mężczyznę, o zainteresowaniach ograniczonych do piłki nożnej i picia, który był tak biedny, że marzył o firmowym stroju adidasa, takim od stóp do głów - od skarpetek po czapeczkę. To był lata dziewięćdziesiąte, na rynku królowały fałszywki, więc oczywiście kupił to wszystko na bazarze - w wersji podrobionej. Ze swych skromnych funduszy kupił jedynie ORYGINALNE SKARPETKI. Znałem też innego biedaka, dla którego rolę prywatnego skarbu pełniła nieco droższa od jednorazówki zapalniczka wielokrotnego użytku (nie, nie była to zapalniczka zippo). U kobiet (tu podeprę się zdaniem Hannibala Lectera) może to być droga torebka do taniej reszty stroju.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To co piszesz zagaja o inną teorię, Teorię Poczucia Umiejscowienia Kontroli Rottera (LoC, locus of control, też lata 60-te, jest to jedna z teorii społecznego uczenia się) oraz o zjawisko kompensacji. Kompensacja tego, czego nie mieliśmy w młodości, to szerokie spektrum zachowań. Na jednym krańcu są sytuacje dość powszechne, takie jakie opisałeś (spełnianie marzeń na ubogo), na drugim są byli więźniowie obozów noszący chleb po kieszeniach albo zajmujący się zbieractwem (z kategorii zaburzeń obsesyjno-kompulsyjnych).

      Czy Twoje przykłady ilustrują zjawisko reaktancji? Myślę, że typy ludzkie o których piszesz, im bardziej odczuwają brak mocy wobec siły, która ogranicza im wybór, tym bardziej czują frustrację, nawet, gdy nigdy nie zamierzali korzystać z wyboru, który hipotetycznie wcześniej mieli. To co teraz napisałam bardzo mi współgra (nie znaczy to, że mam rację ;)) z tym, co wielokrotnie mieliśmy okazję obserwować w pandemii - często podróżujemy i wymiernie odczuliśmy skutki obostrzeń w podróżach, a jednak najgłośniejsze gardłowanie o zakazach czytaliśmy u blogerów, którzy nie podróżują (co wiemy, bo ich czytamy ;)). To ciekawe zjawisko.

      Usuń
  2. Ciekawe na czyje zlecenie były robione te badania i kto za to płacił?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pan, pani, społeczeństwo? :D

      A poważnie, badania są robione w ośrodkach badawczych (np. na uniwersytetach), które przeznaczają na to konkretne środki pieniężne, które rozdysponowuje się po przeanalizowaniu projektów badań. O ile sposoby sprawdzania mechanizmów ludzkiego zachowania wydają się czasami śmieszne i nic nie znaczące, to u ich podstaw leży prawda: POMIĘDZY DEKLARACJAMI A DZIAŁANIEM W CZASIE RZECZYWISTYM JEST PRZEPAŚĆ. Do czego się ta wiedza przydaje? Do zarządzania ludźmi, prowadzenia wojny, wdrażania interwencji kryzysowych. Bo gdyby zatrzymać się tylko na pytaniu "jak szybko opuścisz miejsce parkingowe, gdy ktoś inny na nie czeka?", to jakie dostaniemy odpowiedzi na blogu? No wiemy jakie. "Zdarzyło mi się, że ktoś długo wyjeżdżał z zaparkowanego miejsca, buc, ale ja to szybko wyjeżdżam". W samoopisie nikt nie wyrzuca zwierzątek z domu przed wakacjami, nikt.

      Usuń
    2. no właśnie... chyba mamy trzeciego kota... na razie jeszcze funkcjonuje jako "kot przydomowy", ma swoją prowizoryczną budkę na terenie i regularny przydział michy... kocica go toleruje, bo to luzaczka i nie boi się niczego, tylko kocur "specjalnej troski" demonstruje fochy... nowy jest bardzo ufny i lgnie do domu... moja hipoteza jest taka, że ktoś go przywiózł "na wiochę" i zostawił na środku drogi...
      to tak a propos nie wyrzucania zwierzątek z domu...
      p.jzns :)

      Usuń
    3. @PKanalia, a czy spotkałeś się kiedyś z tym, aby ktoś na blogu opisał, że pozbył się zwierzęcia, bo już miał go dość (wepchnął znajomym lub rodzinie, zostawił w dawnym miejscu zamieszkania, wypuścił z samochodu i odjechał)? Bo ja nie. Wygląda na to, że blogi są pisane przez osoby, które zła nie czynią. I od razu jak to napisałam, wiem, że to nieprawda. Żadna blogerka nie napisze o sobie: "to ja jestem tą wredną babą robiącą do pacjentów ohydne miny w recepcji, o której pisze blogerka XY". Och, nie, każdy skomentuje wypowiedź blogerki XY: "no doprawdy, jaka niemiła pani recepcjonistka, jakiego miałaś pecha, ojej". Gdyż blogosfera to miejsce szczerości ;))

      Trzeci kot szczęścia przyniesie jeszcze więcej, panie. Trzeci kot dobrym jest kotem.

      Usuń
    4. z kotami to było kiedyś tak: gdy pracowałem w ośrodku, to był taki okres przekocenia obiektu... ty wiesz, co te pieprzone ćpuny zrobiły?... jak wziąłem tydzień urlopu, to (prawie) wszystkie koty wsadzili w auto i rozwieźli po wiochach... wszyscy byli za, łącznie z terapami, wiedzieli że jako jedyny postawiłbym weto i wyczekali na odpowiedni moment... LOL...
      ...
      kotów to u nas było i osiem, ja to wszystko wiem, że wtedy też jest dobrze, ale ten cwaniak ma za tłuste dupsko, jak na przydział żarcia, które u nas dostaje, działa na kilka domów, stawiam na to kilo Royal Canin przeciwko jedno deko śmieciowej karmy z Biedronki...

      Usuń
    5. Zrobiłabym focha, jak rzadko to robię, zrobiłabym w takiej sytuacji :)

      W domu moich rodziców stan na tę chwilę to pięć kota, co przekracza liczbę ludzi, a po ostatnich śmiertelnych zejściach Dziewczynek, także liczbę psów. Obserwowaniu tych kocich układów, kocich osobowości, można życie poświęcić ... mogłabym być milionerką niepracującą, która codziennie patrzy na koty. Bogowie, jak ja jestem gotowa na takie życie! :D

      Usuń
    6. Monika napisała: "@PKanalia, a czy spotkałeś się kiedyś z tym, aby ktoś na blogu opisał, że pozbył się zwierzęcia, bo już miał go dość (wepchnął znajomym lub rodzinie, zostawił w dawnym miejscu zamieszkania, wypuścił z samochodu i odjechał)? Bo ja nie."
      Może i nie. A jednak "złapałam kota za cztery nogi głową w dół..." - to już owszem. Tak napisała Karuzela na swoim blogu 26. 01.22 bez zażenowania, a nawet poniekąd chwaląc się. Potem w jednym z kolejnych wpisów usiłowała wmówić, że ten wpis o zwierzętach był "prowokacją". Tyle że charakterek pani z fiołkowej ulicy znany jest już w okolicy.

      Usuń
    7. to chyba było na Florydzie:
      na pewnej wyspie stała opuszczona, zrujnowana farma... na wyspę sprowadzono sporą gromadkę kotów /ile, nie pamiętam/, ustawiono kamery i całą kolonię zostawiono w spokoju na pewien okres czasu... tylko jedzenie podrzucano ukradkiem, bo sierściuchy migiem wyeksterminowały wszystko, co żywe i jadalne na wyspie...
      materiał do obserwacji społecznych zachowań kotów zebrano gigantyczny i bezcenny... przy okazji padło trochę mitów na temat kociej natury... skutkiem zaś ubocznym był film sklecony z wybranych fragmentów /niestety tytułu i producenta też nie pamiętam/... chyba największe wrażenie zrobiła na mnie scena porodu, gdzie kocica pomagała młodszej koleżance: odbierała maluchy, wylizywała je udrożniając im naturalne otwory ciała... ale to jeszcze nic... była scena, gdy kotce pomagał kocur(!), prawdopodobnie brat... tu pomoc polegała na tym, że kot się tak położył, żeby kotka miała się o co zaprzeć łapkami... gdy było już po wszystkim poszedł sobie...
      moim marzeniem jest poznać ten cały materiał, niestety wydaje się to być mało wykonalne...
      musi mi wystarczyć obserwacja kotów będących akurat do dyspozycji, ale tu też zawsze jest co oglądać...
      za to wykonalne jest pojechać do Rzymu na Torre Argentina, tak sobie usiąść i tam posiedzieć... co prawda byłem w tym mieście dwa razy, ale wtedy nie wiedziałem o istnieniu tej kociej kolonii... miałem tylko okazję widzieć gromadę kotów w Koloseum, ale akurat nie było czasu na dłuższe obserwacje...
      ...
      przyznam, że kota za cztery łapy głową na dół to i ja kiedyś złapałem... jako wczesny małolat chciałem zobaczyć, jak to jest z tym lądowaniem na cztery łapy... usprawiedliwia mnie wiek i fakt, że to było nad tapczanem, żeby kot się nie potłukł, jak coś pójdzie nie tak...
      natomiast wpisu Karuzeli nie znam, ani całej sprawy, bo i nie znam nawet tego bloga, tak więc nic nie mogę w tej materii wyartykułować...
      p.jzns :)

      Usuń
    8. @PKanalia, sama chętnie obejrzałabym ten film, próbowałam czegoś w tym guście poszukać na youtubie, ale bez skutku :) Przy okazji przypomniały mi się relacje naszej znajomej, która obserwowała przez dłuższy czas kolonię myszy. No i powiem Ci, że myszy też rozwalają system w temacie życia społecznego, a to niby tylko karma dla innych zwierzaków :)

      Usuń
  3. Nie mam tak. Doświadczając traumy z szukaniem miejsca parkingowego na osiedlu w DM lub przy szpitalu, sama zwalniam szybko jak tylko widzę kogoś w niedoli ;) I szczerze? Nigdy nie odniosłam wrażenia, że ktoś się grzebie specjalnie, a przynajmniej nie na tyle, żeby mnie to zirytowało. Co innego sytuacje przy wyprzedzaniu, gdy nagle dostaje przyspieszenia- to częste zjawisko i bardziej niebezpieczne w skutkach. Nastukałabym takiemu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Roksanno, mówiąc o badaniach psychologicznych, mówimy o statystyce. Czyli z jednej strony nie każdy tak ma, ale z drugiej czas był zapewne liczony i wyszło, że wyjeżdżający statystycznie dłużej się grzebią, gdy ktoś czeka na ich miejsce. Wynika z tego, że to nie o nas musi akurat chodzić, ale zjawisko jest obiektywnie mierzalne.

      A propos przyspieszania przy wyprzedzaniu, znam osoby, które nie zdają sobie sprawy z tego, że przyspieszają (zaprzeczają temu przy konfrontacji). Być może chodzi o neurotyczność (akurat te osoby, które mam na myśli, niesamowicie są czułe na odbieranie sygnałów od innych i im się zdaje, że wyprzedzający ich pogania).

      Usuń
    2. Też nigdy nie odniosłam wrażenia, że ktos opóźnia opuszczenie miejsca "pożądanego" przez innego kierowcę... Z wielu badań wynika,że ludzie to potwory. Dobrze, że nikt mnie nie zmusza by wyniki takich badań analizować

      Usuń
    3. Właśnie o to chodzi w badaniach, by zweryfikować wrażenia. Komuś się zdaje, że zauważa korelację, a badanie ma pokazać, czy ona rzeczywiście zachodzi i czy można na jej podstawie ułożyć teorię.
      Niestety, chyba nie ma nic takiego dziwnego w spostrzeżeniu, że duża część ludzi to potwory. Mało mieliśmy dowodów w Polsce? I nie potrzeba wojny, wystarczy popatrzeć na reakcje po samobójstwach homoseksualnej młodzieży. Weźmy to co mówił Plugawy Krystyn po samobójstwie Dominika z Bieżunia i jakie dostał poparcie.

      Usuń
    4. Przyznaję się, że opuszczam miejsce parkingowe wolniej gdy widzę, że ktos na nie czeka. W moim przypadku jest to czysta ostrożność - czekający samochód na ogół zmniejsza pole manewru.
      Zgadzam sie z Roksanną - blokowanie podczas zmiany pasa jest dużo częstsze.

      Usuń
    5. @Karuzela, w badaniach naukowych nie chodzi o wrażenia. Wyniki badań o ludzkiej naturze mają wychodzić ponad deklaracje jednostek i ich autoprezentacje. Bo ktoś zrobił Holocaust, ktoś maltretuje zwierzęta, ktoś podkłada świnie za plecami. I nie są to Kosmici spoza Ziemi.

      @Woland, wyniki badań czasami potwierdzają to jak widzimy świat, a czasami im przeczą. Np. wydaje się nam, że w pracy grupowej siła grupy to proste dodanie siły wszystkich jej członków. Tymczasem to nieprawda :) Powszechnie występuje próżniactwo społeczne, pracując razem wkładamy mniej wysiłku, szczególnie, gdy efekt jest addytywny (jeden, rozliczany wspólnie).

      A ile pań i panów Plugawego Krystyna usprawiedliwia (w gruncie rzeczy dzieląc z nią jej poglądy na świat, bo o to w tym chodzi).

      Usuń
    6. @Lech, i to jest też wyjaśnienie nad którym dyskutowaliśmy z Wolandem. Woland twierdził, że mając w głowie nacisk, świadomość, że musi ruszyć z kopyta, automatycznie sprawdza, czy ma wszystko ze sobą. Czyli osoba czekająca na jego miejsce włącza mu uważność (albo napięcie nerwowe), które każe mu najpierw pomyśleć, czy jest zapięty, ma prawo jazdy i czy nie zgubił portfela.

      Blokowanie pasa też można próbować wyjaśnić różnie. Tak jak napisałam wyżej, gdy sami blokujemy pas, możemy tego w ogóle nie zauważyć. Gdy to ktoś nam blokuje pas, prawie zawsze interpretujemy to w kategoriach negatywnych, w sensie złośliwości, próby konkurowania, wyzwania, i in. I w związku z tym lepiej to pamiętamy, szczególnie, gdy mamy skłonności neurotyczne (bo u wielu ludzi mózg ma skłonność do lepszego zapamiętywania negatywnych wydarzeń).

      Usuń
  4. Sporo zależy od indywidualnego odbioru danej sytuacji. Pomijam tu zachowania typu"zrobić komuś na złość". Czasem obecność obcych osób podczas np. wykonywania manewrów czy jakiś innych czynności wpływa deprymująco. I spowolnienie jest całkiem "nieświadomym" zachowaniem. Ale o tym czy jest się wtedy zestresowanym czy nie wiedzą tylko osoby wykonujące daną czynność i świadome siebie( obserwujące siebie "od środka").

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @w temacie, a to jest jedno z możliwych wytłumaczeń, które też przyszło mi do głowy. Bo efekt publiczności (facylitacja społeczna) odziaływuje na wykonanie np. wtedy, gdy jakieś działanie jest dla nas trudne (a nie każdy musi sprawnie manewrować po parkingu). Słuszna uwaga :)

      Usuń
  5. musiałem sobie przypomnieć, co to znaczy ta cała "reaktancja"... i już łapię... to jest wtedy, gdy zbieram zakupy do torby w hipermarkecie: powoli, spokojnie, bezstresowo, żeby porządnie spakować, mimo że powstaje zator, gdy kasjerka na nasze rzeczy przerzuca zakupy następnego klienta, który patrzy, "tak strasznie patrzy" na nas z wyrzutem...
    ...
    pamiętam jak kiedyś tłumaczyłem młodszemu bratu /jeszcze wtedy dzieciakowi/: "nie dobijaj się do kibla, bo dłużej będziesz czekać"...
    ...
    - szybciej!...
    - szybciej to się króliki pierdolą...
    p.jzns :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @PKanalia, pierwszy przykład mnie uśmiał, bo to taki dowcip z rodzaju "jak imigrant wraca na trochę do kraju i bawi się w sklepie we wkurzanie pobratymców". Znam, znam ;)

      Pojęcie reaktancji wskazuje, że chociaż demokracja nam parszywieje, to jednak dążenie do wolność wyboru jest ważną skłonnością, zauważalną już u osesków i zdolną obalać dyktatorów.

      Usuń
  6. Cos w tym jest, sama tez nie lubię być przymuszana czy poganiana.
    Nie wiem czy to będzie dobry przykład, ale gdy sprzedawczyni oznajmia, że mam kupić, bo dana bluzka dobrze się sprzedaje, to już jej nie chcę, bo pół miasta może nosić.
    Jak udało Ci się wypić kawę, nie niszcząc wzoru liści?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm, dobre pytanie, może jako odwrócenie efektu niedostępności?(sprzedawczyni wskazując na powszechność przedmiotu, obniża tym samym jego wartość).

      Florette na flat white to nie jest tylko wzór na wierzchu, jest głęboki, bo tworzysz go przez sposób nalewania mleka, patrz TUTAJ. Wystarczy nie mieszać :)

      Usuń
  7. Cholerka.
    No przecież to o mnie.
    Nie, żebym była psem ogrodnika, ale chodzi o to, że wszelki przymus i wszelkie ponaglenie powodują u mnie, że automatycznie zwalniam. Mój organizm... nie, nie organizm chyba... moja psychika? stawia ów bierny opór niezależnie od moich intencji i żyje własnym życiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami jest to dobre, a czasami nie, bo reaktancja może spowodować, że robimy głupie rzeczy li tylko po to, aby siły się wyrównały. Ja również źle znoszę ograniczenia i poddawanie się tresurze nie leży w mojej naturze ... a kto by pomyślał, miła jestem zazwyczaj.

      Usuń
  8. Czasem robimy coś na przekór, czyli spieszy ci się, to zwolnij albo ja cię spowolnię. U dzieci widoczne aż nadto. Wychodziły z domu w czapce, ale za rogiem już były bez czapki :-)
    Serdeczności zasyłam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieci od samego początku walczą o swoją indywidualność, odłączenie od rodziców, bo przecież zaczynają jako ich część. Pewnie trudno jest znaleźć złoty środek wychowując. Z perspektywy różnych kultur wydaje się, że Polki jako matki faktycznie często bywają nadopiekuńcze, a to się przekłada na konieczność silniejszej reaktancji.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  9. ja mam dokładnie odwrotnie...zaczynam panikować jeśli ktoś na mnie czeka a nawet CZEKA i jest to forma opresji dla mnie. muszę jednak luzować...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno jest wyłączyć myślenie o innych (między innymi dlatego niektórzy przyspieszają, gdy są wyprzedzani, o czym chyba pisaliśmy powyżej). Zen niekoniecznie jest naturalnym sposobem funkcjonowania, ja ciagle się uczę (np. bardzo lubię korzystać z kas samoobsługowych, to mi pozwala ćwiczyć ignorowanie kolejki za mną).

      Usuń
    2. ale wiesz, ja to robię z empatii )))))))i sama bym udusiła takie padalce, które na złość Tobie zwalniają ...albo przyspieszają. Oczywiście spotykał mnie ostracyzm przy kasie, gdy z pełnym wózkiem robiłam zakupy służbowe...no ale wtedy, to ja mam zen i wywalone, bo nic na to nie poradzę-zakupy gdzieś zrobić muszę :-)a że się komuś spieszy?! no trudno a nawet mnie te spojrzenia i wzdychanki rozśmieszają.

      Usuń
    3. Empatia ma nie tylko pozytywne strony. Pozwala połączyć się z innymi, ale czasami tego połączenia jest za dużo, a nawet jest ono częściowo zbyt naciągane. Ja np. mam tendencję do zatapiania się w rozmyślaniach, osoby tzw. wysoko wrażliwe z kolei nie dopuszczają myśli, że mogłabym robić coś innego niż myśleć i reagować akurat na nich. Ile to razy się nasłuchałam "ale zrobiłaś taką minę", "ale przechodziłaś i się nie odezwałaś". I jak tu delikatnie powiedzieć komuś "człowieku, nic mnie nie obchodzisz, myślałam o Prouście, prysznicu, małych mopsach, nie patrzyłam nawet w Twoim kierunku, a w każdym razie nie pamiętam". W tym sensie kasy samoobługowe to świetne narzędzie do ćwiczenia zen, mniej empatii, więcej skupienia na tym, co właśnie robię. A właśnie kasuję ;)

      Usuń
  10. Nawet się nie zastanawiałam jak opuszczam szybko parking jak ktoś czeka, by wjechać na to miejsce. W sumie to muszę się zapakować do auta, odwieźć wózek ... z drugiej strony myślę czy kiedykolwiek miałam taką sytuację. Chyba nie specjalnie bym się spieszyła :p hahaha.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo nie sądzę, aby kierowcy nad tym myśleli, to było badanie zachowań podświadomych :)

      Usuń

Bardzo proszę NIE komentuj jako Anonim. Nie toleruję spamu i wulgaryzmów. Komentarze są moderowane, więc take your time. Jeśli uporczywie piszesz nie na temat, w końcu zrobi Ci się przykro (mam doktorat z rugowania trolli i jęczybuł). Dodatkowo: jeśli podejrzewam, że komentarz został napisany z pomocą AI, nie puszczam go — tobie nie chce się pisać, mnie nie chce się czytać.

***


Please, DO NOT comment as Anonymous. Talk sense. Spam messages and filthy language won't be tolerated (I have a PhD in silencing trolls & crybabies, summa cum laude). In addition: I block comments that look like AI created — you have no time to write yourself, I have no time to be bothered, it's as simple as that.