Czy zauważyliście ostatnio wysypy artykułów tłumaczących Polakom, dlaczego nie wolno zakopywać w swoim ogrodzie zmarłych zwierząt? Podlinkowuję TUTAJ taki tekst z łonetu, przynajmniej użyli w stosunku do zwierząt słowa "zmarły", zamiast "zdechły" lub "padły". Wiem, że jest taki przepis, nie zgadzam się z nim*
Poza oczywistą reklamą smętarzy dla zwierząt (do których nie mam nic, widzę je jako opcję do wyboru), przekazy tego typu wpisują się w mitologię śmierci w ogóle (z naszego kręgu kulturowego), w szczególe odnoszącą się do zwłok ludzkich — z jednej strony bałwochwalstwo, z drugiej przypisywanie im właściwości toksycznych, zarówno na poziomie materialnym, jak i psychicznym. Drama w Zielonej Górze nie dziwi wielu, choć powinna — mieszkańcy, których działka graniczy z cmentarzem wizualizują sobie picie kawy w ogrodzie przy nagrobku jako zniesmaczające — jest darcie szat, jest próba sił, jest "naukowe" straszenie skażeniem środowiska. Tymczasem w USA, gdzie przeskoczono już umysłowo do rzeczywistości w której spopielone zwłoki można rozsypywać w różnych destynacjach (konkretne rozwiązania prawne zależą od władz stanowych), system prawny powoli otwiera się na możliwość kompostowania zwłok ludzkich. Pierwszy był stan Waszyngton (rok 2019), w tym roku dołączyły do niego Oregon i Kolorado, przepis na razie został zamrożony w Kalifornii. O procesie kompostowania zwłok (z uwzględnieniem rytuałów pozwalających członkom rodziny pożegnać się ze zmarłymi) opowiada najnowsza produkcja Ask a Mortician. W ramach obchodzenia 1 listopada, taka zachęta do dyskusji i ćwiczenia duchowego.
edycja:
* jak wynika z rozmowy pod tekstem, zakaz dotyczy tylko lasu (na co wcześniej nie zwróciłam uwagi), czyli jednak nie ma takiego przepisu.
Sprawa chowania zwierząt jest dyskusyjna.
OdpowiedzUsuńWeźmy tak kremację
https://animalpark.pl/kremacja/
Nie każdego będzie stać.
I nie wiem czy w małych miejscowościach takie usługi są dostępne.
Wszystko zależy od rozmiarów naszego ulubieńca.
Zakopaliśmy kiedyś pod lipą kanarka.
Kwestia zarządzania ciałami zmarłych zwierząt to bajzel. Miesza się tutaj temat zwierząt hodowlanych kwalifikowanych jako odpady i składowanych w wielkich ilościach (stąd mogą być one źródłem zagrożenia sanitarnego) z tematem zwierząt domowych. Przepisy są martwe, w Polsce zwierząt domowych jest miliony, cmentarzy dla zwierząt domowych kilkanaście. Hello?
UsuńMoi rodzice mieli w swoim życiu kilkadziesiąt psów i kotów. Wszystkie one są (po)chowane w ogrodzie lub na jego obrzeżach. Zakręcając zaś do tematu ciał ludzkich, przyjaciółka zabrała z urny część prochów swojej matki, żeby je pochować tam, gdzie ona by chciała. I też to popieram. Przepisy w tym temacie muszą zostać doprecyzowane (zwierzęta) lub zmienione (ludzie).
Nie mam zdania w sprawie chyba. U babci na wsi zawsze się zakopywało zwierzęta w okolicy.
OdpowiedzUsuńJa ze względów ekologicznych wolałabym nie być spalona, ale niech żywi kiedyś zdecydują
Kompostowanie jest reklamowane jako bardziej ekologiczna opcja w porównaniu z kremowaniem (potrzeba mniej energii, mniejsza jest emisję dwutlenku węgla — tak twierdzą entuzjaści projektu).
UsuńNa wsi nadal zakopuje się zwierzęta w okolicy. Oczywiście, mogłoby być więcej cmentarzy dla zwierząt (to też byłoby dobre), ale nie ma ich więcej m.in. z powodu mentalności, która mówi, że cmentarze są dla ludzi.
raczej nie fenobarbital /popularnie znany pod nazwą handlową jako Luminal/, tylko pentobarbital, do celów weterynaryjnych konfekcjonowany i sprzedawany pod nazwą Morbital: płyn do iniekcji... no, ale to już uwaga do autorki linkowanego artykułu i w sumie mało istotny detal...
OdpowiedzUsuńnatomiast Art. 162 kodeksu wykroczeń dotyczy centralnie lasu i karanie za pochówek zwierzaka we własnym ogródku jest nadużyciem, nadinterpretacją tego przepisu...
trudno mi się ustosunkować do kwestii zagrożenia toksycznego, czy epidemicznego ze strony zakopanych zwłok w ogródku /każdego gatunku zwierzą, także człowieka/, niemniej uważam, że faktycznie to jest inna bajka, niż składowanie i niestaranna utylizacja zwierząt hodowlanych zmarłych lub zabitych w większej ilości /np. w związku epidemią ASF/... i zgadzam się jak najbardziej, że (polskie) przepisy w tych kwestiach powinny być jakoś uporządkowane...
...
swego czasu moja siostra wpadła na pomysł, aby ekshumować zwłoki naszego ojca /oraz jej matki/, skremować i postawić sobie urnę np. w gablotce, czy na telewizorze... zgodziłem się, dałem jej wolną rękę, na wstępie upadła wersja zabrania urny do domu jako nielegalna opcja, ale nadal możliwe było kolumbarium... po prawie półrocznych, czy rocznych staraniach siostra odpuściła: ze względu na zawiłe procedury w kilku instytucjach /np. Sanepid, policja, urząd miasta, parafia (rz.-kat.) zarządzająca cmentarzem, itd, itp, etc/ temat ją przerósł...
p.jzns :)
Na chemii związanej z usypianiem kompletnie się nie znam, natomiast z pozycji laika mam pytanie kiedy możemy mówić o toksyczności miejsca pochówku. Niewątpliwie trujące może być ciało poddane leczeniu lub usypianiu, ale ideą kompostowania jest właśnie skrócenie procesu rozkładu ciała, czyli także rozkładu trucizn. Czy nie jest tak, że im głębiej zakopujemy zwłoki, tym wolniej się one rozkładają? Bo z całą pewnością procedury upiększania zwłok przez firmy pogrzebowe (że przeskoczę do zwyczajów grzebalnych ludzi) opóźniają proces rozkładu, co czyni je toksycznymi dla środowiska (problem nie leży więc po stronie zwłok, ale po stronie kulturowo akceptowanych zachowań naokołopogrzebowych i idei, aby zwłoki nie wyglądały na to, czym faktycznie są).
UsuńRozumiem procedury związane z epidemiami, choć uważam, że niektóre ich elementy mają znaczenie magiczno-psychologiczne, a nie realnie chroniące przed skażeniem.
Ciekawa jest Twoja uwaga o nadinterpretacji wspomnianego przez Ciebie przepisu, bo nadinterpretacja jest tak częsta, że uznałam ją za pewnik i nie sprawdziłam źródła. Prawny zakaz porzucania zmarłych zwierząt w lesie z całą pewnością ma swoje uzasadnienie na gruncie polskim (patologiczna chciwość nazywana oszczędnością lub zaradnością).
Kwestia eskhumacji też jest interesująca. W mojej rodzinie zdarzyło się, że komuś nie chciało się jeździć przed 1 listopada na kilka grobów w różnych miejscach, więc "przeniósł" grób jednego zmarłego do innego grobu. Byliśmy sceptyczni wobec myśli (tak to delikatnie ujmę), że ta osoba zapłaciła za ekshumację (bo tylko to jest przeniesieniem grobu), i faktycznie — chodziło o przeniesienie tabliczki z jednego miejsca na inne. Zachowywanie pozorów i dulszczyzna to wymienniki polskiej duchowości.
I jeszcze, w temacie ambitnego projektu Twojej siostry: we vlogu Ask a Mortician autorka wspomina dwa źródła oporu wobec projektu kompostowania ciał, KrK i przedsiębiorców pogrzebowych. Bo skoro im jest dobrze, to po co zmieniać.
jako że nigdy nie słyszałem o przypadku ukarania kogoś za pogrzeb zwierzaka w ogródku, to wygląda mi na to, że nie jest to nadinterpretacja ze strony policji, czy straży miejskiej, lecz raczej nadgorliwość ze strony samych ludzi...
Usuńpodobną historię miałem kiedyś, gdy ktoś mnie przekonywał, że kominiarki są zakazane w miejscach publicznych /czasy przedmaseczkowe/, tym czasem ja nagminnie używam kominiarki na rowerze w zimne i wietrzne dni... pojęcia nie mam, jak jest obecnie, ale zakaz zasłaniania twarzy w niektórych miejscach, np. urzędach państwowych faktycznie funkcjonował... to jest kolejny przykład owej nadgorliwej nadinterpretacji przepisów...
Nadinterpretacja ze strony dziennikarzy, a na nich spoczywa obowiązek sprawdzenia podstaw prawnych tego o czym tworzą tekst.
UsuńNie jest to jakieś nadzwyczajne zachowanie w sytuacji pracowniczej. W moim zawodzie wielokrotnie stykałam się z nadinterpretacją. Np. koledzy po fachu latami nie informowali rodziców, że religia jest przedmiotem nieobowiązkowym. Zorientowałam się, gdy sama zostałam wychowawcą i "moi" rodzice przez lata posyłali dzieciaki na religię przekonani, że to obowiązek. Pisałam już o tym. Nie było to nawet świadome zatajenie, a konstrukt myślowy oparty na urojeniu, że KrK w Polsce rządzi, więc jest normalne, że wszyscy chodzą i że świadectwa z tej religii są najważniejsze (stąd była panika, gdy spływały świadectwa z zajęć religii innych wyznań). Chociaż z przepisu wynikało, że to rodzice zapisują na religię (nieobowiązkową), katechecie rozpisywano siatkę klas już w czerwcu, choć w czerwcu nikt nie pytał rodziców o zapisy na religię. Taki system funkcjonował latami, pomimo tego, że prawo jest skonstruowane dość ok w tym temacie.
Podświadomie uciekam od tematu pochówku. Nie dlatego, żebym odczuwał jakieś lęki, ale z zupełnie innego powodu: W mojej rodzinie jest pełno dulszczyzny, która czcią dla rytuałów pogrzebowych, zwłok, bądź rytuałów związanych z pamięcią zmarłych, próbuje przykryć swój brak bliskości za ich życia. Irytuje mnie to, by nie powiedzieć "wścieka". Mało tego, w zakresie zaś ogólnospołecznym widzę wykorzystywanie zmarłych do celów politycznych. Że tak przytoczę przykład faszystowskiego gnojka klarującego uczestniczce powstania warszawskiego o co rzekomo bili się powstańcy (w większości już nieżyjący). Rozważania o tym powodują u mnie jeszcze większy gniew.
OdpowiedzUsuńTwoja żona wraca z martwych :D
UsuńZnasz mój dom rodzinny i wiesz, że mam inne doświadczenia. Święta (także święta zmarłych) były okazją do posiedzenie w domu, zjedzenia dobrego jedzenia, przyglądania się ludziom (tu w przypadku wizyty na cmentarzu). Antropologia zawsze była mi bliska i tak zostało :) Niestety zmarli są wykorzystywani, są wykorzystywani także ciężko chorzy (nawracanie, ostatnie namaszczenia "bo tak" i inne czarodziejskie rytuały, które mają przynieść ulgę ich wykonawcom), ale w skali makro za wiele na to nie poradzimy. Możemy się temu sprzeciwiać w swoim najbliższym otoczeniu.
czytałam na Onecie ten artykuł i zdumiałam się bardzo, o co tu robi się hałas.
OdpowiedzUsuńJak pamiętam ludzie zakopywali swoje zwierzaki domowe w ogrodzie, na działce, pod lasem i odwiedzali te groby, pamiętali...
jak nie wiadomo, o co biega, to na pewno o kasę - kremacje , cmentarze lub inne rozwiązania to dodatkowy koszt, a dla emerytów, którzy nie maja na leki, to nie do przejścia.
W końcu pies czy kot nie umierają na zjadliwe choroby, przeważnie ze starości, więc co mogą zrobić glebie na działce? Ale znawcą nie jestem...
U nas kremacja ludzi staje się coraz popularniejsza, ale KK nadal domaga się chowania w trumnie!!!
Że artykułów jest więcej zauważyłam, gdy próbowałam w sieci znaleźć ten z onetu, do którego link zgubiłam. Natomiast reklama cmentarzy jest o tyle bez sensu, że jest ich w Polsce naprawdę niewiele.
UsuńMnie zaintrygowała (czy raczej oburzyła) argumentacja - straszenie ciałami. Jak wskazuje praktyka przedstawiona w linku Ask a Mortician, jeśli ciała niczym nie szprycować, rozkłada się ono dość szybko.
KrK ma jakieś tam swoje pomysły, ale nie musimy ich słuchać.
Moje dwa psy zostaly skremowane, jedna urne mam w domu, a Kirunia miala zostac rozsypana w ogrodzie przy krematorium, a to ze wzgledow czysto finansowych, jej leczenie nie tylko pochlonelo wszystkie nasze oszczednosci, ale spowodowalo dosc znaczne zadluzenie. Gdybym jednak miala wlasny ogrod, nie wahalabym sie ani chwili i pochowala psa na terenie, oczywiscie w nocy i w tajemnicy, zeby sasiedzi nie doniesli.
OdpowiedzUsuńW sprawie wlasnej smierci juz wydalam dyspozycje, mam zostac skremowana i pochowana w tzw. Friedwald, w lesie bedacym jednoczesnie cmentarzem. Gdybys nie wiedziala, nie zorientowalabys sie , ze tam leza pochowani ludzie, bo wszystko wyglada jak dziki las, nie ma zadnego sladu, wszystko anonimowe. Oczywiscie grzebie sie wylacznie urny. Nie chce przysparzac dzieciom kosztow zwyklego pogrzebu, trumnowy z kupnem miejsca na cmentarzu kosztuje 10000 € plus, potem dodaj opieke nad grobem, placenie pachtu co 20 lat itp. Pogrzeb w lesie zamyka sie suma do 1500 € i nie ma sladu ani zwiazanych z grobem kosztow. Moje dzieci sa inaczej wychowywane, tu nie ma takiego kultu nieboszczykow jak w Polsce, a 1 listopada jest dniem pracujacym. Moje corki nie sa przyzwyczajone do latania po cmentarzach, ja zreszta tez nie lubie i uwazam to za idiotyczne. Jak sie nie pamieta o zmarlym, to i marmurowe pomniki na cmentarzu nie pomoga.
Zacznę od tego, że chodzenie po cmentarzach bardzo lubię, ale tak jak pisałam wyżej, to taka moja antropologia, przyglądam się żywym i zmarłym też. Moi rodzice w Polsce ograniczają swoje obowiązki "grobowe" do minimum, mama jest estetką i nigdy nie przemawiała do niej idea, że im więcej zniczy, tym lepiej to świadczy o rodzinie. Rodzice utrzymują groby dwóch osób, których nigdy nie poznali (przodkowie taty), z jakichś powodów jest to dla nich ważne i ja tę ważność rozumiem (to chyba daje tacie poczucie zakorzenienia, bo losy jego rodziny są skomplikowane). Natomiast typowego "obrządku" związanego ze świętem zmarłych nie lubię, podobnie jak Ty. Sama nie mam pomysłu na swoje miejsce pochówku, raz coś wydaje mi się dobrym pomysłem, potem zmieniam zdanie. Z całą pewnością nie chcę pochówku katolickiego, zresztą pogrzeb to w ogóle nie jest dla mnie coś koniecznego. Super, że masz sprecyzowane plany w tym temacie - nie za wiele osób o tym myśli, chyba jest to rodzaj tabu (mam na myśli moje pokolenie, mój dziadek, człowiek z innej epoki, wizualizował sobie gdzie będzie pochowany). Poza tym anonimowy pochówek w konkretnym miejscu nadaje temu miejscu niesamowitą aurę.
UsuńA wracając do tematu grobów zwierząt, wielu nadal się oburza, że to zrównywanie ludzi ze zwierzętami, a my przecież jesteśmy ważniejsi. Tymczasem ważne jest to, co uważamy za w ważne w naszym życiu, i tyle. Czasem pies jest bliższy człowiekowi niż brat.
Dom nasz stoi na ponad 30 arowej działce, więc nawet do głowy by mi nie przyszło, że pochowanie zwierzaka w ustronnym miejscu w ogrodzie jest czymś nieodpowiednim i wiąże się z jakimś zagrożeniem, ale jestem za cmentarzami dla zwierząt w miastach.
OdpowiedzUsuńOd prawie trzech lat bywam na cmentarzu dość często i przeraża mnie w jakim tempie przybywa grobów, a jest to tylko 14-tysięczne miasteczko. Najbliżej mi jest do kremacji, ale zauważyłam, że sporo rodzin chowa swoich skremowanych bliskich do tradycyjnych grobów, jedynie pomniki stawiane są ciut mniejsze... Gdyby tak można było posadzić drzewo zamiast tych granitów i marmurów...
Oj Roksana, Roksana, marzy Ci się...Pewnie, że gdyby można było posadzić drzewo, byłoby i wg.mnie lepiej, zdrowiej, ekologiczniej i bardziej przyziemnie ( nadawszy tu własne znaczenie słowu przyziemny - czyli "blisko ziemi".
Usuń@roksanna, nie widzę niczego złego także w możliwości pochowania osoby ludzkiej na swojej działce, jeśli jest ona wystarczająco duża (ta działka ;)). Cmentarz to pewien konstrukt myślowy, obszar o umownej granicy, dzisiaj często znajdujący się w środku miasta. Skoro cmentarz może graniczyć z działką budowlaną, to w czym przekszadza pochowanie kogoś dwa metry w lewo, za płotem w ogrodzie? Nic, poza specyficznym w naszej kulturze tabu. Jest to kultura, która z jednej strony demonizuje zwłoki przeciętnego człowieka, a drugiej przechodzi do porządku dziennego nad faktem grzebania w zmarłych i rozczłonkowywania ich, żeby można było kawałki kości, skóry bądź wnętrzności wystawiać na ołtarze. Dlaczego więc nie można mieć w domu prochów zmarłego członka własnej rodziny, skoro fragmenty zwłok ludzkich (obcych) można rozwłóczyć po kościołach? Taka zagwozdka.
UsuńZłego nie, ale może być problem ze sprzedażą takiej posesji ;) Urnę to jeszcze można byłoby wziąć ze sobą...
UsuńAgniecha... a na dzień dzisiejszy to na cmentarzach wycinają drzewa a nie sadzą :((
@roksanna, i taki argument czytałam, tyle, że jeśli ktoś chce kupić, to kupi. Ludzi niezabobonnych coraz więcej.
UsuńA Wam się wtrącę do tematu drzew, tną je jak wszędzie, bardzo często na żądanie ludzi, którzy się zamartwiają, że coś może spaść i zniszczyć jakiś dobytek albo liście lecą to trzeba sprzątać. Sami sobie kraj bezdrzewny robimy.
Na razie mamy małego młodego piesełka - ma 5 miesięcy. Trochę wody i czasu upłynie zanim będziemy go żegnać.
OdpowiedzUsuń