Kilka dni temu czekając na męża zabawiłam dłużej w księgarni i przeglądałam książki różne, w tym i takie, których nigdy nie kupię. Jedną z takich pozycji jest z pewością bryk z języka polskiego dla maturzystów — wystarczyła chwila kartkowania, żeby się natknąć na analizy historii biblijnych i stwierdzenie, że nie wszyscy są wierzący, ale dekalog jest przecież uniwersalny. Żachnęlam się przypominając sobie scenkę pt. Całując tyłek Hanka i przykazanie o księżycu zrobionym z zielonego sera. Niech będzie, a cztery pierwsze przykazania (katolickiej wersji katechetycznej) niech szybują w Kosmos, nie wspominałabym o tym, gdybym ostatnio nie odbyła ciekawej rozmowy z naszą gościnią, która opiekowała się kotem, gdy my szlajaliśmy się po Dolnym Śląsku. Wielokrotnie już głosiłam tu i ówdzie kontrowersyjne i wywrotowe opinie o relacjach międzyludzkich, opiekunka kota zrobiła mi tę przyjemność, że mogłyśmy sobie odświeżyć kilka prawd życiowych na przykładzie z życia, jej życia.
Otóż nasza znajoma zerwała kontakt z rodzicem i nie zamierza go odnawiać mając w pamięci to, co ma w pamięci, a co mnie nie powinno obchodzić. Jest to fakt z jej biografii, skończony, zamknięty i opieczętowany, chyba, że kiedyś postanowi inaczej, przy czym to także nie mój interes. Nasza rozmowa dotyczyła nie tyle samego faktu, bo nie ma tu nic do dyskusji, ile reakcji najbliższego otoczenia. Otóż otoczenie tego tak nie widzi i uważa, że ma prawo pouczać, prosić, upominać oraz rżnąć głupa, okazyjnie nieśmiało proponować pojednanie lub na bezczela transponować przykazanie czwarte. Domyślam się, że doradcy łaski pełni dzielą się na dwie grupy: tych, którzy nie mają pojęcia dlaczego jest jak jest, ale chcą pojednania w cudzej relacji, bo uważają, że tak się robi, oraz na tych, którzy doskonale wiedzą dlaczego jest jak jest, bo byli świadkami zdarzeń różnych, i choć wówczas palcem nie kiwnęli, aby pomóc ofierze, dzisiaj chcą pojednania w cudzej relacji, bo uważają, że tak się robi. Dlaczego chcą wymusić zgodę pomiędzy rodzicami i dziećmi?
- Bezmyślne stosują wzorce kulturowe, szczególnie, gdy sytuacja nie dotyczy ich bezpośrednio.
- Wierzą w dobrodziejstwo wybaczania zawsze i za każdą cenę, przy czym wybaczenie jest tożsame z pojednaniem.
- Czują zawiść, że niektórzy ludzie robią w swoim życiu to, czego oni sami nie mają odwagi zrobić.
- Czują lęk/poczucie winy, bo w głębi duszy uważają, że są beznadziejnymi rodzicami i że tylko czwarte przykazanie gwarantuje im łatwe przebaczenie.
- Czują żal — po śmierci rodzica z którym nie utrzymywali kontaktu snują mrzonki, że gdyby pierwsi wyciągnęli dłoń, relacja w magiczny sposób by się odbudowała i przekuwają to na mądrość życiową sprzedawaną innym.
- Uważają, że każde pokolenie musi wypić swój kielich goryczy zmuszając się do kontaktu z rodzicami — oni to robili i nikt nie ma prawa mieć lżej.
Jest jeszcze jeden powód, który nie bardzo wiem jak określić. Zgodnie z przykazaniem natury (nie mylić z Dekalogiem), oboje z siostrą mieliśmy tych samych rodziców. Pod koniec ich życia ona zaczęła gloryfikować oboje. Choć nie wiem do końca, przypuszczam, że w ten sposób chciała (i chce nadal) wyprzeć złe wspomnienia.
OdpowiedzUsuńMyślę, że to może być jakiś sposób na radzenie obie z negatywnymi emocjami. Znam blogerkę, która na starym blogu (na bloxie) czytanym przeze mnie od deski na deski opisywała swoją matkę, relacje z nią przeszłe i aktualne nie tylko w sposób otwarty, ale też niejedokrotnie wulgarny. Tuż przed śmiercią matki autorka potrzebowała jednak żyć ułudą dobrych relacji, a po jej śmierci to już jedna wielka tęcza i brokat. Stary blog zniknął, rzekomo przez przypadek, jeszcze przed likwidacją bloxa. Nie ma co tego oceniać, szczególnie, że autorka krzywdy nikomu nie robi, poza prawdą. Każdy radzi sobie jak może. Są po prostu lepsze i gorsze sposoby.
UsuńMoja znajoma, dziecko DDA,uważała, że grzechem było nie szanować swoich rodziców, choć byli pijakami i zniszczyli jej dzieciństwo. Dopiero mądra psycholożka kazała wyrzucić tałatajstwo ze swojego domu, zamknąć drzwi, nie wpuszczać i nie rozczulać się nad nimi, skoro oni nie mieli serca, gdy ich potrzebowała. Zrobiła to i poczuła się lepiej.
OdpowiedzUsuńSerdeczności zasyłam
Tutaj kulturowe ścieżki plączą się z religijnymi bardzo mocno. Piszę o tym przypadku m.in. po to, aby być może dla kogoś "odgrzechowić" tę tematykę. Są i w popularnej psychologii ścieżki mówiące, że gdy nie szanuje się swoich rodziców, to będzie się miało problemy z szacunkiem i miłością do samego siebie. Osobiście uważam, że zestaw podań, legend, mitów jest wartościowy w dzieciństwie, natomiast dorosłość polega na tym, że dajemy już radę spojrzeć na rzeczywistośćć taką jaka ona jest.
UsuńJak mawiał klasyk: "są różne możliwości". Zazwyczaj, gdy ktoś zajmuje się cudzym życiem, robi to przede wszystkim dlatego, że boi się zająć swoim. I od tego bym zaczął. Poza tym taka sytuacja ("doradca" pragnący wymusić określoną reakcję) śmierdzi mi z daleka pragnieniem kontroli, tyle że zamiast kontrolować swoje życie, chce kontrolować życie cudze.
OdpowiedzUsuńIM CHODZI TYLKO O TO JEDYNIE BY ŚWIAT WYGLĄDAŁ TAK JAK POWINIEN.
Wiesz, że argumenty doradców mogą być także z rodzaju mocno ugruntowanych w realu, np. pogódź się z rodzicem, bo inaczej on przepisze majątek na schronisko dla zwierząt. Czyli doradcy kontrolują, ale w dobrej wierze. Głównym wątkiem jest tu dla mnie brak zrozumienia, że osoba, która nie chce się kontaktować ma ku temu konkretne powody, np. nadszarpnięte zasoby emoocjonalne na kolejną batalię.
UsuńPamiętasz, jak wspominałem Ci o koledze, który mnie namawiał, bym został chłopcem do towarzystwa dla zamożnych pań? Argument "pogódź się, to dostaniesz spadek" jest według mnie przekonwertowaną propozycją prostytucji mentalnej. Właściwie nie prostytucji, a stręczenia do tejże - i to z wskazaniem na konkretnego klienta i sugerowaną stawką za usługę.
Usuńskecz o "Żopie Hanka" w polskiej wersji poznałem już dawno:
OdpowiedzUsuńhttp://www.satan.pl/varia.php?id=187
za to niedawno nawiedziła mnie taka ekipa łażąca po osiedlu, akurat wytyczałem rower z garażu, wysłali do mnie najładniejszą, zapytała mnie o szczęście, więc wytoczyłem drugi rower i zaproponowałem wspólną wycieczkę do lasu, gdzie na pewno to szczęście byśmy znaleźli, ale jakaś dziwna ta laska była, nie chciała szczęścia i uciekła :)
...
mnie ten cały Dekalog nie dotyczy, znam zgrabniej zmontowane kodeksy zasad, a poza tym jestem już sierotą, od jesieni pełnym, tylko kot mi został, chyba nie narzeka, tylko czasem chce pogadać, a ja z nim lubię gadać, więc rozliczenia z rodzicami mam zamknięte, bo już nie ma z kim się rozliczać...
do moich relacji z nimi raczej nikt się nigdy nie wtrącał, jak dobrze pamiętam, zawsze skrzętnie broniłem pewnych swoich terenów "privat", także i tego, więc jak śpiewał poeta Roman Kostrzewski "tam haczyk (Hanka) nie sięga"...
p.jzns :)
Ciekawe linki zapodajesz :D:D:D Tłumaczenie takie sobie, przyznam, że po wysłuchaniu wersji rosyjskiej zwrot "bezbułeczny kapustojad" bardziej by mi pasował ;)
UsuńMyślę, że część nieporozumień polega na tym, że rodzice umierają a rozliczenia pozostają. To trochę tak jak z niechcianym spadkiem, dług pozostaje. Ludzie radzą sobie z tym na wiele sposobów. Zdrowo jest powiedzieć: rodzic mnie nie kochał, miał swoje problemy, których do końca nie zgłębie, nie ma sensu dobijać się o to, czego nie dostałem, gdy żył. Ale zmyślanie, że rodzic był wspaniały, albo byłoby dobrze, gdybym to ja jeszcze coś więcej zrobił to też są jakiś sposoby, kulawe, ale powszechne w użyciu.
ale wiesz, niedawno jakaś/iś Hankomił(a) odpalił(a) mi bilet NBP, bez całowania w dupę... idziemy z Lady krakowskim Rynkiem, wleźliśmy na jakiś kiermasz regionalno - gastronomiczny i trafiliśmy na zaprzyjaźnione stoisko z miodami pitnymi... mamy u nich stały rabat i darmowe degustacje, no i w ogóle, bardzo sympatyczni ludzie, zawsze jest okazja miło z nimi pogadać, ale korciło zakupić butlę "dwójniaka" na okoliczność naszej jakiejś tam rocznicy... z kasą było dość cienko i stąd problem... ale ciśnienie na rytuał było, więc zakupiliśmy... po odejściu od stoiska pod nogi wpadł mi ów banknot... uznaliśmy, że bogowie słowiańscy wynagrodzili nam zaniechanie realizacji skąpstwa :)
Usuń...
a wracając do tematu... oboje rodziców "przepracowywałem" oddzielnie, bo rozeszli się, gdy miałem jakieś dziesięć lat... w obu przypadkach konflikt polegał z grubsza na tym, że czułem się im coś winien za "wikt, opierunek, etc" w dziecięcych czasach, jednak nie do przyjęcia dla mnie była forma jego spłaty, czyli wolność decydowania o własnym życiu... szybko pojęli, że jestem nie do okiełznania, więc dlatego wspominam ich dobrze w ogólnym bilansie /bez wnikania już w detale/, a nie dlatego, że "tak trzeba"...
Dodałabym do tego nieludzkie przepisy prawa. Obejrzałam ostatnio reportaż o mężczyźnie, którego w dzieciństwie ojciec porzucił, a na starość ów ojciec domaga się płacenia 5000 zł za dom opieki i prawo jest po jego stronie. Niesprawiedliwość- to mało powiedziane, jak dla mnie.
OdpowiedzUsuńJasne,lepiej niech płaci społeczeństwo zamiast syn.Tak jest "sprawiedliwie".
Usuń@jotko, w ten sposób państwo próbuje zepchnąć na obywateli swoje obowiązki. Szczególnie oburzające jest to, że ściga w ten sposób ludzi, którzy dokładają się do wspólnego dobra. Gdyby syn był pasożytem społecznym jak ojciec, państwo nie miałoby do niego nic i szukałoby innego łosia, który już płaci podatki, żeby obarczyć go dodatkowym kosztami.
UsuńDo @Anonimowy, na tym blogu komentujący posługują się nickami (zaznaczyłam to poniżej). Zakładam, że jeśli ktoś nie umie znaleźć rubryczki w której wpisuje się nick, pojawiające się tutaj teksty też mogą być dla niego za trudne. Sądząc z wypowiedzi nie masz za dużo do dodania, w przypadku jednak, gdybyś chciał/a coś dopisać proszę o podpis, inaczej koment leci w Kosmos.
Synowie to także społeczeństwo.
Pozdrawiam.
Jotko, nie oglądałam reportażu, więc nie wiem, czy faktycznie prawo jest po jego stronie. Znajomej teść się w ten sposób objawił po latach, pijak, który rodzinę olał, gdy dzieci jeszcze były małe. Syn go nie widział x lat. Teraz też się od niego domagają płacenia za dom opieki. Znajoma mi mówiła, że absolutnie płacić nie będą i że jakieś ku temu prawne podstawy mają...
UsuńZ reportażu wynikało, że co najwyżej mogą mu znaleźć tańszy dom opieki lub wystąpić do sądu o ubezwłasnowolnienie...
UsuńTrochę się rozejrzałam po przepisach i fakycznie jest tu sporą dowolność. Rodzice w określonych warunkach mają prawo do alimentów, ale przynajmniej w teorii sąd ma możliwość dojść do wniosku, że w przypadku, gdy rodzic nie opiekował się dziećmi zasądzenie alimentów staje się niesprawiedliwością społeczną.
Usuńpodobne przepisy są też w relacjach b.żona - b.mąż, gdy wzięli rozwód bez orzekania o winie... ale mniejsza z tym...
Usuńw praktyce bardzo trudno jest takie alimenty wyrwać, a na pewno już nie 5000 na dom opieki... warunkiem jest faktyczny życiowy kanał powoda i wysoka stopa życiowa pozwanego... do tego bardzo łatwo, nawet wygrywając sprawę, takie alimenty stracić... wystarczy jedna fotka takiego tatuśka przypalonego na kielichu i pozamiatane...
za to z ubezwłasnowolnieniem trzeba mocno uważać, bo można sobie zafundować minę, którą trudno odkręcić... akurat znałem tylko przypadki ubezwłasnowolniania uzależnionych (dorosłych) dzieci przez rodziców, a potem rodzice ostro sobie pluli w brodę... bo ubezwłasnowolnienie nie oznacza wcale prawa do wymuszenia pewnych zachowań, np. do leczenia się i robi się z tego kamień u szyi... tu w ramach samoobrony pozostaje jedynie droga karna, próba wsadzenia takiego ubezwłasnowolnionego do pudła, gdy dopuści się jakiegoś przestępstwa, np. wynosi rzeczy z domu na ćpanie... co prawda kto siedzi, to zwykle kiedyś wychodzi, ale zyskuje się na czasie, aby wyplątać się z kabały...
p.jzns :)
Wybaczenie nigdy nie jest tożsame ani z pojednaniem, ani z zapomnieniem.
OdpowiedzUsuńAch te "dobre rady"... ludziom się wydaje, że lepiej wiedzą co dla kogo jest lepsze. Z troski, również tej fałszywej namawiają do odnowienia, naprawy relacji, no bo jak to tak- ofiara cierpi podwójnie pielęgnując w sobie nienawiść, uraz...
I w kwestii cudzych relacji są mistrzami, przecież, bo łatwiej jest sterować czyimś życiem, to nic nie kosztuje. Ich.
Wybaczenie w ogóle nie musi pociągać za sobą działań widocznych dla osób postronnych.
UsuńOsobiście @roksanno uważam, że wybaczenie jest lepsze od trwania w gniewie, lepsze dla nas samych. Ale też każdy przypadek jest inny i generalnie warto unikać przekraczania cudzych granic, choć nie zawsze jest to łatwe (możemy przecież bardzo chcieć, żeby pogodzili się nasi dobrzy przyjaciele i możliwe, że czujemy się wówczas rozgrzeszeni wtrącając się w cudze sprawy).
U mnie w rodzinie była taka sytuacja. Wredny ojciec, dzieci po usamodzielnieniu odcięły się. Całym sercem byłam po ich stronie. Ale część rodziny była tym oburzona, jak mogli, przecież to ojciec!🤬
OdpowiedzUsuńPierwsza myśl jaka przychodzi mi do głowy, gdy słyszę o takich sytuacjach to: co zrobili swoim dzieciom ci Oburzeni. Oczywiście to nie musi być tak, może Oburzeni całkiem szczerze chcą dobrze, ale wiesz, co pisał Lec: "Wszyscy chcą naszego dobra. Nie dajcie go sobie zabrać".
UsuńSzacunek trzeba sobie wypracować
OdpowiedzUsuńPrzy czym, podobnie jak w związku romantycznym, nie musi to być jakaś ciężka praca. Przede wszystkim należy zastanowić nad sobą i nie być kutasem dla innych. A jeśli nie możemy przestać, odejść. Kot by odszedł.
UsuńDodam coś takiego:
OdpowiedzUsuńZnam przypadek kobiety "zakochanej" w tatusiu- pijaku /aktualnie ma 60 lat/ która po jego śmierci zaczęła wypierać fakt że tatuś nigdy nie był trzeżwy....
To też jest zachowanie się DDA, chociaż chyba rzadkie...
Pozostając w tym temacie podrzucam Ci link do dzisiejszego wywiadu Nowak-Jucewicz-Kicińska u Sekielskich TUTAJ.
Usuń"Wielokrotnie już głosiłam tu i ówdzie kontrowersyjne i wywrotowe opinie o relacjach międzyludzkich, opiekunka kota zrobiła mi tę przyjemność, że mogłyśmy sobie odświeżyć kilka prawd życiowych na przykładzie z życia, jej życia."
OdpowiedzUsuńpo tym zdaniu poczułem retrospekcję, jakbym był na widzeniu z JP II - "I niech zstąpi duch Twój na Ziemię - Tę Ziemię!" mówić, trzeba "umić"
:D
Usuń