środa, sierpnia 18, 2021

Przeszłość świetlana urojona

"Cztery słonie" wysłucham. 
(nie będzie o Talibach, bo nie)

Nie pamiętam programu "Pora na Telesfora", ale piosenkę znam.
Wzruszyłam się, bo mały Kraciasty mi się zwizualizował, zapatrzony, przed odbiornikiem starego typu.
A do mnie przyszła zaraz piosenka z Pankracego i ...

... przypomniałam sobie również, że to było bajką, kłamstwem.
Ludzie, psy, koty, mieliśmy w PRL-u ciężkie życie (smoki też by miały, gdyby istniały).

15 komentarzy:

  1. O matko, takie wspomnienia przypominają, ile to lat już upłynęło...a najgorsze, że stare wraca i nie są to dobranocki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W kategoriach ludzkiego życia sporo :)
      Kłopot polega też na tym, że wyborcy wychowani na peerelowskiej propagandzie przywracają ówczesny stan polityczny, ale kulturalny już niekoniecznie. Z jednej strony przynajmniej propaganda robiona przez obecną władzę jest dzięki temu lepiej widoczna, z drugiej mizeria intelektualna wyborców również.

      Usuń
  2. bardzo by mi było trudno dokonać jakiejś sumarycznej oceny okresu poprzedniego PRL-u... jako młody człowiek, właściwie dzieciak, jedyną dla mnie opcją było jakoś się w tej doopie urządzić... tedy były momenty bardzo niefajne, ale były też momenty znakomitej zabawy, zaś psychikę mam taką, że wolę wspominać to drugie... niemniej jednak nie czuję się zbyt dobrze z sytuacją, gdy PRL wrócił, choć w nieco zmodyfikowanej postaci, zaś ja na dojrzałe lata muszę się w tej starej-nowej doopie urządzać na nowo...
    p.jzns :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama nie dokonuję sumarycznej oceny, raczej pobudzam swoją świadomość. Ludzie mają irytujący zwyczaj rzutowania faktu własnej młodości (braku dorosłych zmartwień, łatwości w uciekania w świat marzeń charakterystyczny dla okresu dzieciństwa) na pamięć i tworzą w ten sposób pamięć rzekomą, obraz przeszłości która nigdy nie miała miejsca, przy okazji wykrzywiając w ten sposób obraz epoki. Nawet dla resortowych dzieci, które mogły sobie pozwolić na wakacje w Bułgarii, reszta roku to było życie w zoo odgrodzonym od cywilizowanego świata. W tym zoo ludzie występujący w tv lepiej grali na instrumentach (zwróć uwagę na bogactwo aranżacji w zwykłej piosence dla dzieci) i wysławiali się poprawniej, ale to nadal była telewizja w zoo. Obecnie zoo powraca, załapałam się na początek tego raju i spękałam. Teraz, jako (w głównej mierze) widz, obserwuję, co dalej z tym fantem.

      Usuń
    2. W telewizji grali lepiej na instrumentach, bo byli do tego wyznaczani muzycy. Chcesz ruszyć w przygotowaną przez PRiTV trasę ze swoim materiałem, bądź chcesz po prostu zarobić na swoje własne pomysły, to musisz poddać się władzy: pomóc przy piosenkach dla dzieci, pojechać na festiwal do Zielonej Góry i Kołobrzegu, uświetnić centralne dożynki, koncertować na festiwalach w bratnich krajach socjalistycznych, etc.... To działo się nie dlatego, że było więcej dobrych muzyków, a dlatego, że muzyka można było przymusić ekonomicznie.

      Usuń
    3. @Woland, i ten przymus był łatwiejszy do wykonania, ponieważ PRL najpierw sam tych artystów wychował do życia z brakiem nadziei, że będzie inaczej. Pod tym względem obecna władza nie ma tak łatwo. Dobrzy aktorzy, muzycy, rzemieślnicy mediów nadal unikają mediów narodowych, wypełnia się te miejsca "swoimi" po szkołach rydzykowych, kulowych i wyszyńskich. Oczywiście wraz z przeciąganiem się tej sytuacji część artystów, ta, która nie dywersyfikowała sobie źródeł dochodu, a napompowała swoje wydatki, żeby wizerunkowo dorównać elytom (przy willi ktoś przecież cały czas musi kosić trawę, a nie zrobi tego za darmo), zacznie się po kawałku wyprzedawać. Już można zauważyć wzmożony ruch na imprezkach TVPis i udział w nich wielu muzyków popowych, którzy jeszcze przed pandemią na scenach kurskich nie grywali. Bukartyk i jemu podobni sobie na razie radzą, u Rodowicz, Steczkowskiej, Kukulskiej fundusze na trawniki stopniały.

      Usuń
  3. Staram tylko pamiętać te dobre momenty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To, co napisałaś, kazało mi się zastanowić, czy ludzie wypisujący peany na temat PRL-u pod takimi filmikami na yt jaki podlinkowałam, faktycznie pamiętają swoje dobre momenty. Być może, ale też znam parę takich osób, więc wiem, że niektóre z nich fantazjują, a ich "pamięć" to faktycznie tęsknota za młodością, a nie pamięć realnych chwil samemu przeżytych. Wiele z tych osób nawet nie było w szkole lubiana i nie mogli być uczestnikami świetnych przygód o których opowiadają, że dzieci wówczas wspólnie przeżywały.

      Ja również staram się pamiętać dobre chwile, te w których brałam udział.

      Usuń
  4. Mam w głowie obraz komuny, pamiętam to poczucie beznadziei, jakie mi wiecznie towarzyszyło, choć próbowałem je odganiać za pomocą dostępnych przyjemności. Gra w gałę, później w kosza, życie towarzyskie, koncerty, łazikowanie po górach..., to było to, co odwracało moje myśli od mojego głębokiego przekonania, że nigdy, przenigdy nie będzie mnie stać na własny dom, samochód, wyjazdy za granicę....
    Wspomnienia z głębszego dzieciństwa (takiego do 15 roku życia), to z kolei niechęć do wyjazdów na uroczystości rodzinne. W moim domu miałem pod ręką jakieś książki, a na podwórku kolegów, u rodziny na Dolnym Śląsku miałem podobnie, bo często tam bywałem, a dysponowali oni pokaźną biblioteczką, więc tam jeździć uwielbiałem, bo urywałem się nadkontrolującym rodzicom. Ale u różnego stopnia kuzynostwa rodziców: chłoporobotników i robotników, wyposażenie mieszkania stanowiło radio, telewizor, komplet talerzy i waza do zupy, garnki do gotowania. Prowadzili dla mnie niezrozumiałe rozmowy, bo kompletnie nie kumałem rodzinnych koligacji, więc plotki rodzinne brzmiały dla mnie, jak gadanie o problemach życia codziennego czterech Chińczyków z Pekinu.
    A Pankracy, czy Telesfor...? To nie tylko kraina fikcji, ale i zabawy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zauważ Wolandzie, że pomimo rodzinnej kiły, Ty miałeś swoją grupę znajomych, paczkę przyjaciół z którymi naprawdę spędzałeś czas, byłeś lubiany i nie jest to tylko jakiś wytwór Twojej wyobraźni. Twoi przyjaciele nadal utrzymują z Tobą kontakt, a znajomi nie muszą długo grzebać w pamięci, żeby sobie przypomnieć coś za jeden. Byłeś zawsze wyrazisty i masz biografię, którą można opowiadać godzinami. A jednak, choć mógłbyś powiedzieć, właśnie Ty, że wtedy życie było zajebiste, surowo oceniasz tamten okres w historii Polski. Jakiś pomysł Ci się nasuwa, dlaczego? ;)

      Usuń
    2. Ja naprawdę nie wierzyłem, że może być lepiej. Nie wiem, czy przypominasz sobie, jak padła komuna. W 1987 jeszcze nikomu do głowy nie przyszło, że to już blisko. Gdy wybuchły strajki w 1988 roku, które doprowadziły do porozumień, do wyborów do sejmu kontraktowego 4 czerwca 1989, mało kto wierzył w ich powodzenie, ja również nie wierzyłem. Dopóki granice dla Polaków były zamknięte, dopóki obywatel PRL musiał skamlać o paszport przed każdym planowanym wyjazdem zagranicznym i tłumaczyć się jakby był zdrajcą i przestępcą, to dla mnie wybór był tylko pomiędzy kształceniem się na pracownika umysłowego w kieracie a pracownika fizycznego w tym samym kieracie, przy czym wcale nie byłem przekonany, czy pracownik umysłowy ma lepiej, bo z pewnością nie był lepiej doceniony finansowo, a pracownik fizyczny mógł zawsze powiedzieć, że teraz to on musi się napić i pieprzy pracę. Gdy trafiło się w jedno miejsce życia, to jak śliwka w gówno, zmiana miejsca zamieszkania nie była tak prosta, jak obecnie, trzeba było się wspomóc kasą, której nie dało się zaoszczędzić uczciwie, trzeba było kraść lub nielegalnie handlować, ewentualnie wziąć lewy urlop, by nielegalnie zarobić za granicą. Fender startocaster albo gibson les paul, czyli podstawowy sprzęt muzyków rockowych za granicą, to były roczne zarobki (na zachodzie tygodniowe, bądź dwutygodniowe). Trenowałem pływanie, a jedynie dwóch moich kolegów z sekcji stać było na to, by kupić profesjonalne okularki, chroniące oczy przed chlorowaną wodą. Cała reszta kupowała okularki mark Spoiwo Radom (spółdzielnia inwalidów), gdzie uszczelka niewiele różniła się od drewna. I tak wypluwaliśmy płuca z wiecznym zapaleniem spojówek. Gacie mieliśmy takie, że obciach było dać się w nich sfotografować. Tymczasem gdy jako 13 latek wyjechałem na 3 tygodnie do rodziny we Francji, dwa lata młodszy ode mnie kuzyn stamtąd na treningi piłki nożnej chodził od stóp do głów ubrany w topowy sprzęt, trenował też kolarstwo na rowerze wartym tyle, co mały fiat rodziców. Porównanie moich szans i jego wyglądało tak, jakbym porównał możliwości zdobycia bieguna przez osobę sprawną i bez nogi. Celowo daję ten przykład, bo to się zdarzyło (zdobycie bieguna przez Polaka, chłopaka bez nogi), ale ilu ten wyczyn powtórzyło?

      Usuń
    3. Żyłam w kokonie, w swojej własnej wyobraźni, więc dopiero teraz mam pełną świadomość tego, jak moje (nasze, moich znajomych również) dzieciństwo było upośledzone z powodów jedynie systemowych (braki materialistyczne i duchowe, wynikające z ograniczenia wolności). Ale zapytam Ciebie jeszcze raz: skoro wszyscy w tym byliśmy/żyliśmy, to dlaczego Ty i ja chcemy o tym pamiętać, a sporo naszych rówieśników wydaje się zanurzona w kokonie własnej wyobraźni?

      Usuń
    4. Bo mamy to, o czym marzyliśmy. Tak przynajmniej przypuszczam. Właściwie do pełni szczęścia brakuje nam nieco większego domku, wcale nie dużo większego, ale i tak jest cudownie. Ucieczka w marzenia, czy koloryzacja przeszłości następuje najczęściej, gdy nie jesteśmy zadowoleni z teraźniejszości.

      Usuń
  5. Oj, mój starzejący się z wolna łeb znów spłatał mi figla, bo nie spuentowałem moich retrospekcji o niechęci do podróży rodzinnych. Dziś gdy oglądam filmy z epoki, choćby niewinnych "Samych swoich", ale bardziej to czuję w produkcjach braci Kondratiuków, czy wczesnych filmach Koterskiego, to aż mnie dreszcz przechodzi, gdy patrzę na ówczesny wystrój domów i czuję tę bezradność dziecka, które nie ma czym się u obcych ludzi zająć, bo książek brak, a radio i telewizja dysponowana przez dorosłych. I to uczucie. Nie nudy, a bezradności i samotności wśród dorosłych - niby rodziny, a dla mnie obcych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaraz ktoś mógłby Ci odpowiedzieć, że wystrój i materializm to nie wszystko, że relacje się liczą, że dawniej ludzie ze sobą rozmawiali, że sąsiedzi byli blisko, pożyczali sobie soli itd :D Więc co ty gadasz, czyżby relacje nie były serdeczniejsze, nie było lepiej w czasach bezsmartfonowych? Słyszę już argument: "No chyba u Ciebie, moi rodzice rozmawiali ze mną całymi godzinami, ojciec był serdecznym autorytetem, a matka ciepłym tonem mówiła mi, żebym wyniósł/wyniosła śmieci". 😁😁😁 (nawet sobie wyobraziłam, kto mógłby taki komentarz napisać).

      Usuń

Bardzo proszę NIE komentuj jako Anonim. Nie toleruję spamu i wulgaryzmów. Komentarze są moderowane, więc take your time. Jeśli uporczywie piszesz nie na temat, w końcu zrobi Ci się przykro (mam doktorat z rugowania trolli i jęczybuł). Dodatkowo: jeśli podejrzewam, że komentarz został napisany z pomocą AI, nie puszczam go — tobie nie chce się pisać, mnie nie chce się czytać.

***


Please, DO NOT comment as Anonymous. Talk sense. Spam messages and filthy language won't be tolerated (I have a PhD in silencing trolls & crybabies, summa cum laude). In addition: I block comments that look like AI created — you have no time to write yourself, I have no time to be bothered, it's as simple as that.