
Costa flat white.
Location: in front of Oldbridge House, Battle of the Boyne site, Co. Meath.
Time: last Saturday after 3 pm.
Location: in front of Oldbridge House, Battle of the Boyne site, Co. Meath.
Time: last Saturday after 3 pm.
Ostatnio przed spacerem w Oldbridge zajeżdżamy do Costy po kawę lepszą niż możemy kupić na miejscu, taka kawowa fanaberia. I muffinka. Bardzo lubię jeść, a ostatnio pierwszy raz w życiu widzę wyraźnie, że to, co jem, ma wpływ na moją figurę. Początkowo sądziłam, że mi się wydaje, ale nie — tyję od jedzenia, poważnie. Trzeba przedsięwziąć kroki. Dużo kroków.
Prawdziwe "Śniadanie na trawie":))
OdpowiedzUsuńPrawda jest taka, że "im dalej w las" tym trudniej utrzymać figurę. Niestety, fizjologia "dojrzewającego" organizmu robi swoje. Ale, co tam! Dla muffinki warto zwiększyć ilość kroków!
O tak, małżonek z poświęceniem rozścielił dla nas swój sweter :D
UsuńTakie są fakty. Moja fizjologia po mamie jest najwyraźniej taka, że cyc też kwitnie (dla niektórych zysk jak złoto), ale mam kłopoty z kręgosłupem, więc w moim interesie jest trzymanie się rozsądnych rozmiarów.
Klik dobry:)
OdpowiedzUsuńMnie jakoś nikt nie może dogodzić, jeśli chodzi o kawę. Dlatego na wycieczki zabieram własną w termosie.
Pozdrawiam serdecznie.
Faktycznie kawy pseudokawiarniane bywają lurowate (Starbucks sprzedaje okropne, wodniste i przesłodzone, jeśli są z dodatkami). Costa jest całkiem dobra, w zasadzie w Irlandii nie piliśmy lepszej sieciowej kawy.
UsuńPozdrowienia :)
To jest odkrycie, co się pojawia proporcjonalnie do peselu;))
OdpowiedzUsuńPowodzenia w krokach 🤞
Przypominam sobie moją suchą ciotkę, Lokadę. Ale ona tylko kawę, a ja lubię i coś do kawy :)
UsuńOstatnio jedliśmy podobnie, tyle, że sernik:-)
OdpowiedzUsuńW czasie pandemii chyba wszyscy nieco przybrali...
To, że inni tyją słabo mnie pociesza ;D
Usuńkiedyś, takie niezłe kiedyś, wyszedłem sobie na taki solowy wieczorny spacerek, zaś moja Naj poprosiła mnie, abym wracając zajrzał do pobliskiej Żabki i kupił coś tam, a wśród tego gorącą czekoladę z automatu... to ja myślę sobie tak: po cholerę płacić ileś tam za tą czekoladę, która gdy dojdę zdąży wystygnąć, skoro mogę kupić taniej torebkę tej samej czekolady i przyrządzić ją porządnie sam na miejscu... tak też zrobiłem...
OdpowiedzUsuńdo tej pory moja Naj mi tego nie może zapomnieć, a ja wciąż nie pojmuję, what's da fuckin' problem?...
p.jzns :)
Nie mam pojęcia jak jest z czekoladą, ale z kawą sprawa jest prosta — dobre ziarna, odpowiednie zmielenie i zaparzenie = dobra kawa. Ludzie piją kawę powszechnie, to powoduje, że produkt powszechny jest przygotowany pod gusta wszystkich, czyli mamy do czynienia z tzw. lurą (nie mylić z płynem kawopodobnym). Lura jest rozwodniona, niedoparzona, i bez szacunku dla terminów przydatności ziarna i mielonki (które u tej drugiej liczą się w godzinach). Do tego nadużywanie dodaków (cukru, mleka, syropów). Lurę kawową serwuje się w osławionym Starbucksie. Costa próbuje ze Starbucksem konkurować w temacie lury walcząc o klienta powszechnego, ale część asortymentu trzyma się jednak na ziarnie zmielonym wg sztuki i odpowiednio przechowywanym, w związku z czym, gdy trafi się barista, który kawy nie rozwodni, ani nie przeparzy, jest szansa na całkiem niezłą kawę, to co, że z sieciówki. Na to liczymy zajeżdżając, nie po drodze, do znajomego miejsca :)
UsuńDokładnie tak, jak napisała Świechna. Nie wiem jak jest z czekoladą, bo nigdy nie byłem jej wielkim fanem, ale kawę można zepsuć, przyrządzając ją niezgodnie z regułami (przeparzenie, złe proporcje). Gdy pijasz cappucino lub flat white, dochodzi do tego umiejętne przygotowanie mleka i użycie go w odpowiedniej proporcji (nie zapominając o proporcji kawy). Poza tym, picie kawy w kawiarni i z filiżanki, to przeżycie duchowe ;-) W domu często ulegamy przebodźcowaniu (coś tam gra w telewizorni, coś można zrobić "przy okazji" z prac domowych) i urok picia kawy szlag trafia.
Usuńz kolei ja nie znam się na kawie, od dawna jej nie używam /pomijając jakieś sporadyczne ewenty/, ale zasada chyba jest ta sama: nic nie jest takie proste, aby nie można było tego spieprzyć i dotyczy to zarówno przyrządzania czekolady (kakao), kawy, czy herbaty...
Usuńurok spożywania tych, czy innych napojów w knajpie ja całkowicie rozumiem, moja Naj jest wręcz entuzjastką tego przeżycia duchowego, zaś ja już mocno trochę mniej, ale tu akurat konfliktu nie ma, chętnie jej wtedy towarzyszę...
natomiast wreszcie pojąłem, o co chodziło z tą wystygłą do połowy, być może lurowatą, czekoladą z Żabki w plastikowym kubku: po prostu miała taki chwilowy gust, a ja próbowałem ją uszczęśliwić na siłę bez pytania o zdanie :)
@PKanalio, ja też nie znam się na kawie. Potrafię odróżnić rozwodnioną od takiej zaparzonej jak należy, a to nie jest żadne osiągnięcie. Niemniej, trochę mnie wkurza jak zamawiam kawę, a dostaję lurę.
UsuńA jeśli chodzi o czekoladę z Żabki, sprawę uważam za prostą — wybiegłeś przed szereg (nikt nie prosił Cię przecież o robienie czekolady, tylko jej kupienie), dodając do tego ocenę na temat tejże (o którą Cię nikt nie pytał) i używając argumentu ekonomicznego (że coś będzie taniej, czyli argument "na dziada"). Wyobraź sobie, że prosisz swoją kobitę o kupienie konkretnej rzeczy, a ona postanawia Ci odstawić jej wersję chałupniczą, bo taki jesteś głupiutki, że nie wiesz, że samemu się robi lepiej, a poza tym wyjdzie taniej. Zabójcza mieszanka ;)
kiedyś prowadziłem bar, ale to był bardzo prymitywny bar /Jarmark Europa, zwany "Stadionem"/, serwowana była tylko kawa "sypana" lub rozpuszczalna, ewentualnie cappuccino instant, jakieś mleko z puszki do tej kawy lub śmietanka w proszku, klientela dość niewybredna, bo jako że dzień pracy zaczynał się w barbarzyńskich godzinach, to chodziło po prostu o kofeinowego kopa, czyli w pewnym sensie jednak była wybredna: żadne lury nie wchodziły w rachubę...
Usuń...
z tą czekoladą to pewnie trafnie to przeanalizowałaś, tak czy owak foch był raczej na wesoło i do tej pory zdarza nam się równie wesoło przekomarzać, gdy to wspominamy...
Ciekawy jest wątek zmitologizowania kofeiny do tego stopnia, że znałam w Polsce osoby, które nie uznawały się za należycie obudzone, dopóki nie wypiły pseudokawy trzy-w-jednym (kawa instant + mleki w proszku + słodzik). Czy w 3in1 jest faktycznie kofeina? Nigdy nie zgłębiłam tego zagadnienia.
Usuńgdy bywałem we Francji tamtejsi znajomi pojąć wręcz nie mogli, że nie zaczynam dnia od kawy, a szokiem było już dla niech, że (prawie) wcale jej nie używam...
Usuńuzależnienie od kofeiny istnieje, także czysto fizjologiczne /objawiające się zbyt niskim ciśnieniem rano/, aczkolwiek stosunkowo łagodne w objawach, nie jest tak upierdliwe dla osoby i jej otoczenia, jak uzależnienie od stymulantów z wyższej półki, więc raczej bywa bagatelizowane...
natomiast przypadki, które opisujesz zakwalifikowałbym raczej jako pewne uwarunkowanie jedynie i to bardziej od rytuału, niż od kofeiny...
Takie zaskoczenia kulturowe napotkamy nie tylko w sytuacjach mixu międzynarodowego, ale nawet rodzinnego. Wystarczy się wżenić w rodzinę z innego regionu Polski, lub z innej półki społecznej (choć zwykliśmy udawać, że w Polsce klas społecznych niet), a człowiek ciągle dowiaduje się czegoś nowego na temat podań, baśni i (nie)mądrości życiowych.
UsuńTak mi się zdaje, że to z rytuałem mamy tu sprawę. Zdarzyło mi się po zestawie herbata + kawa + pepsi czuć nieswojo, więc wątku z wpływem na organizm nie neguję (pewnie można go tam jakoś zmierzyć).