wtorek, lipca 16, 2019

In a cup of ...



green tea.
Location: Stockwell Artisan Foods, No 1 Stockwell Street, Drogheda, Co. Louth.
Time: yesterday, early afternoon.



flat white & green tea.
Location: Tea Pavillon at Oldbridge House, Battle of the Boyne site, Co. Meath.
Time: yesterday afternoon, after a lovely walk here & there.

***
Lubię wieczorami usiąść z Kraciastym i rozmawiać o świecie, historii, ludziach, także o tych trochę pierdolniętych.
Na Galaktycznej tekst o wczorajszym spacerze po ogrodach.

17 komentarzy:

  1. Byłam niedawno w Licheniu, zasłonięty był białą płachtą...moze już odsłonili, a moze to inny, sprawdzę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten sam, szybko się uporali;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W dwa miesiące, a jakby go nigdy nie było. W czasach kryzysu decyzje w sprawie bożków należy podejmować szybko.

      Usuń
  3. CUDNE to Swiechno :) Cudnie jest spedzac razem takie herbatkowo-kawowe chwile. Dla mnie to bezcenne :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Znam przez przypadek jednego pedofila w sutannie, skazanego - i oby odsiedział, bo już raz się wykręcił od wczasów za kratkami.
    Za bardziej cudowne odnowienie pomnika uznałabym pozbawienie go również tej drugiej figury - obrońcy czarnych pedofilów i ich anioła stróża. Podnoszące się głosy o jego niewiedzy wkładam między bajki i to mocno grafomańskie, najpośledniejszego gatunku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uważam, że jeśli ktoś postuluje niewiedzę JPII na ten temat, to właśnie tej osobie powinno najbardziej zależeć, aby dochodzenie przeprowadzono szybko, gdy jeszcze żyją współpracownicy zmarłego papieża. W końcu jeśli mówimy, że papież był niedoinformowany i że go oszukiwano, to robiły to konkretne osoby.

      Usuń
    2. Tak czy siusiak, nie był przecież upośledzony.
      A swoją drogą, skoro lubicie z Kraciastym rozmawiać o pierdolniętych, to chyba jestem przedmiotem Waszych rozmów :)))

      Usuń
    3. Pierwsze zdanie ... ale mógł mieć deficyty, że tak się wyrażę ;) Uważał, że dzienniczki Faustyny są super, żeby zilustrować co mam na myśli.
      Czasem rozmawiamy o Tobie. Jesteś pierdolnięta tak trochę jak my :D ale są też inne odmiany pierdolnięcia, takie jak nie my. Obydwa przypadki są interesujące, z różnych powodów.

      Usuń
    4. Ba! Pierdolnięć odmian jest całe mnóstwo, nic, tylko wybierać, przebierać, tanio, okazja... czy jakoś tak :) Mam również nieźle pierdolnięta córkę :)))
      Fakt, deficyty na pewno. Czasem się nad tym zastanawiam, jak to możliwe, że tylu ludzi czci figury, jara się "Dzienniczkiem" i z nabożeństwem podchodzi np. do... zniczy. Przedwczoraj, robiąc zakupy się sklepie ze zniczami, usłyszałam nagle z ust znajomej taką kwestię: "Nie, jednak ten nie, bo ten jest z krzyżykiem". Zdziwiłam się lekko, bo ona też... z deficytem, więc wyraziłam swoje zdumienie na głos. Wedle wszelkich praw logiki, powinna chcieć z takim własnie religijnym emblematem. Mowę mi odjęło dopiero, gdy udzieliła wyjaśnienia: "Bo to się potem wyrzuca do śmieci, a na tym jest krzyż. Krzyża nie wolno wyrzucać.".
      Dobrze, że mi stolca nie zaparło na to dictum.

      Usuń
    5. A mówiła coś na temat definicji krzyża? Bo wiesz..., co innego nosi na szyi dewota, a co innego wokalista grupy KAT, swoją drogą, nosi to samo, co pan papież ma na swym tronie, "odwrócony krzyż". Można w dociekaniach definicji pójść jednak dalej, bo co jak nam srak napta na szybę i tak szczęśliwie/ nieszczęśliwie, że utworzy to znak krzyża, nie mówiąc już o grzybie naściennym. Niegdyś odwiedziłą mnie zdewociała matka i wpadła w szał zabobonu. Wysmarowała mi dom w napisy K+M+B "święconą" kredą, nie bacząc na to, że Irlandczycy, choć Naród katolicki (i to katolicki co najmniej pół tysiąclecia dłużej, niż Polacy) nie smaruje sobie drzwi. Wybierała miejsca malowane na biało, bym nie dostrzegł i nie zmazał jej gryzmołów. Do tego dostałem stertę "świętej" makulatury. Żeby to choć była Biblia jaka, czy inny tekst źródłowy, ale nie..., dostałem wypociny współczesnych szarlatanów. I jeszcze różaniec drewniany dostałem i obrazek "święty" "Matki z Medjugorie", co to ludzkie oczy miała, jak jej ksiądz zdjęcia robił. W epoce photoshopa ludzie nadal taki kał łykają! I mówię, że wywalam takie rzeczy, a ona że zrobię co zechcę. No to ja ścierą po drzwiach, żeby maziaje wyczyścić, makulaturę i obrazek do śmieci na recycling, różaniec do kubła na kompost i resztki pokarmu, wszystko ekologicznie, ale jeszcze bardziej ekologicznie by było tego nie produkować. W każdym razie różaniec był jak zawsze z krzyżykiem- można wyrzucać, słowo daję, że można. I tak mam nadmiar gratów i co jakiś czas muszę zrobić porządek!

      Usuń
    6. W tym wypadku definicja była raczej domyślna - koleżanka jest totalnie zdewociała. Podobnie jej eksmałżonek, który co prawda ma wyrok za znęcanie się nad rodziną, ale za to modli się przykładnie, godzinki czy inne nowenny śpiewa do północy tak, że pół osiedla słyszy i do komunii leci pierwszy. Kiedy eksżona była jeszcze żoną aktualną i napomknęła o tym, że nawet dzieci go nie mogą znieść i chcą, żeby matka się rozwiodła, latał po mieszkaniu i zlewał wszystko wodą święconą, mamrocząc egzorcyzmy. Nie dziwię mu się, bo ma skończoną zaledwie podstawówkę i to nie jako primus inter pares. Jest przemocą oderwany od cepa i ma prawo do ciemnoty. Ale ona, dziewczyna po studiach, nauczycielka, a zabobon i wiara tak wrośnięte, że tego się już nawet leczyć nie da. Kiedyś przekonywała mnie, że woda święcona dzięki temu, że jest święcona, nie psuje się i może stać latami. Ona i jej matka przechowują ją w buteleczkach na wszelki wypadek, a w razie choroby i innych nieszczęść piją. Nie rozumiem tylko, po co w takim razie chodzą do lekarzy i włóczą się po sądach...

      Usuń
    7. A jeszcze mi się przypomniało, że z różańców jednak bywa pożytek. Nadostawałam tego badziewia w życiu od groma i wykorzystałam koraliki do sporządzenia bardzo ładnej biżuterii.

      Usuń
    8. A widzisz. Ja za to nigdy nie byłem championem robótek ręcznych, majsterkowanie szło mi równie marnie- znaczy się, zrobiłem coś, jak byłem zmuszony, ale tak sam z własnej woli, to rzadko zdarzały się takie olśnienia. Nie trzeba być zatem geniuszem, by domyśleć się, że nie zamierzam na nic przerabiać różańców, ni krzyżyków, wystarczy że robią to złomiarze i hieny cmentarne- ja po prostu tego nie chcę mieć u siebie, a czego nie chcę, segreguję i wyrzucam do odpowiednich kubłów na śmieci.
      W sprawie tej Twojej znajomej..., ciekawe czy wodę święconą przechowuje w Matce Boskiej Plastikowej z Odkręcanym Łbem, dostępnej do nabycia na każdym straganie w Licheniu, czy w zwykłym słoiku, który zamienia się wtedy w Świętego Graala. Tak czy inaczej, znałem pewną kobietę, która zamiast poddać się biopsji i zdiagnozować guz, zrobiła wycieczkę eutanazyjną do Lourdes, po Świętą Wodę ze Świętego Źródełka. Podziałało, eutanazja katolicka jak ta lala, kobieta zmarła w męczarniach!!! Jak się porobiło tyle przerzutów, że bolało ją wszystko, nie mogła jeść, nawet picie sprawiało jej cierpienie, to już leczyć można było co najwyżej innych pacjentów, a nie ją.

      Usuń
    9. Krzyżyków i medalików nie przerabiam, bo nie w moim stylu takie zawieszki - odwrotnie niż pani koleżanka od znicza z krzyżem nie mam oporów przed wyrzuceniem do śmieci kawałka metalu czy drewna (choć jestem fanką segregowania odpadów).
      Zrobiłeś mi oczy jak pięciozłotówki "Matką Boską Plastikową z Odkręcanym Łbem" - sama użyłam niemal takiego samego sformułowania w jednym wierszu: "Matko Boska Plastikowa
      Z Nieszczelną Zakrętką". Najwyraźniej Twoja i moja religijność mają ze sobą wiele wspólnego :)))
      Byłam w Lourdes przy okazji wycieczki do Hiszpanii. Stragany z nieprzebranym bogactwem kiczu skojarzyły mi się z naszą rodzimą Częstochową, sam obiekt sakralny zaś z Disneylandem. Zrobiło mi się autentycznie smutno, gdy zobaczyłam niekończące się kolejki żywych trupów na łóżkach szpitalnych, wózkach inwalidzkich i specjalnych wózeczkach popychanych przez zakonnice i katolickich wolontariuszy. Ci cierpiący ludzie nawet w ostatnich chwilach swojego życia są oszukiwani.

      Usuń
  5. Te ogrody znalazły chyba najlepsze zastosowanie od momentu założenia, pomijając nawet podły czas bitwy nad rzeką Boyne, chyba żadne z zastosowań nie może się równać z tym, co jest teraz: ludzie chodzą tu masowo pobiegać, na spacery, na rodzinne pikniki, dzieci się ganiają, uczą się uderzać piłkę (to nie takie proste, zważywszy na irlandzkie gry narodowe), dorośli odpoczywają przy kawie, herbatce, tradycyjnych irlandzkich przekąskach....
    I słówko o jednej z naszych ulubionych kawiarni (zdjęcie pierwsze, czyli nie to z Oldbridge House na polu bitwy, a małej, przytulnej norki w centrum Droghedy): Niby nic..., dość ciasno, nic tam nie jest na wysoki połysk..., ale za to panie z obsługi są tak radosne i pozytywnie nastawione do klienta, a w dodatku podają tak smaczne ciasta i kawy, że chce się tam przychodzić. I tu ciekawostka: Obsługa jest w mocno średnim wieku, co burzy polskie wyobrażenie o tym, że kelnerka powinna być zalotnym podlotkiem. Tylko że te panie naprawdę się cieszą, gdy ludziom smakuje ich jedzenie i dbają o nich najlepiej, jak się da.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To, co obserwujemy przy okazji odwiedzania pola bitwy nad Boyne można skwitować następująco: dobrze jest żyć.

      A w Stockwell Artisan Foods czuję się trochę jak u cioci na herbatce. Po raz kolejny obsługiwała nas ta sama pani, wiem jaka to bywa ciężka robota, a ona naprawdę stara się, żeby klienci czuli się dobrze zaopiekowani i doinformowani.

      Usuń

Bardzo proszę NIE komentuj jako Anonim. Nie toleruję spamu i wulgaryzmów. Komentarze są moderowane, więc take your time. Jeśli uporczywie piszesz nie na temat, w końcu zrobi Ci się przykro (mam doktorat z rugowania trolli i jęczybuł). Dodatkowo: jeśli podejrzewam, że komentarz został napisany z pomocą AI, nie puszczam go — tobie nie chce się pisać, mnie nie chce się czytać.

***


Please, DO NOT comment as Anonymous. Talk sense. Spam messages and filthy language won't be tolerated (I have a PhD in silencing trolls & crybabies, summa cum laude). In addition: I block comments that look like AI created — you have no time to write yourself, I have no time to be bothered, it's as simple as that.