Wednesday, January 9, 2019

In a cup of ...

green tea.
Location: Soho Coffee Co. at Terminal 1, Dublin Airport.
Time: Friday morning.

We're both so sick. I fly to Wrocław, Kraciasty goes to Warsaw, we plan to meet in several days.

Samotne loty są długie i nudne jak kluchy. Między piątkowym wieczorem, a bardzo wczesnym wtorkowym porankiem czas umykał mi w domu rodzinnym. Wylegiwałam się, gapiłam w tv, leczyłam zatoki. W poniedziałek nawet zjadłam z tatą obiad na mieście ... Nie pogłaskałam psa wyruszając dalej ... może  nie chciałam się żegnać, liczę na to, że następnym razem też tam będzie ... droga była coraz bardziej biała, ja w lekkiej kurtce, kółka walizki uciapkane w śniegu. Kolejne herbaty już w Wawie. Wylądowałam na dworcu zachodnim, jakoś tak się złożyło, że ani przez moment nie zgubiłam orientu ... 

zielonej herbaty.
Miejsce: mieszkanie szwagierki, Ursynów.
Czas: wczoraj po południu, już zmierzcha.

... w związku z tym dość szybko kot-gospodarz ugościł mnie gorącą herbatą.

herbaty po libańsku.
Miejsce: Fenicja Kebab. Dereniowa 12. 
Czas: Dzisiaj, krótko po południu.

Wszystko, co ma w nazwie "kebab" nie brzmi dla mnie dobrze. Natychmiast słyszę "narodowy". Wygląd z zewnątrz też nie zachęcał. W środku mało miejsca, dodatkowo to co było, zostało opatulone w dywany i wielkie poduszki. Ale jedzenie mi smakowało. Czarna herbata z kardamonem w ziarnach i cynamonem również. Thumbs up! Po jedzonku zaś strawa duchowa w postaci muzeum się odbyła ...

zielonej herbaty z ananasem.
Miejsce: Green Cafe Nero, Al. Jerozolimskie 42.
Czas: jak to się stało, że taki wieczór.

... uważałam, że z muzeum wyjdziemy około trzeciej. Tymczasem zapadł zmrok i byliśmy jednymi z ostatnich odwiedzaczy. W związku z tym w drodze do stacji metra krótka przerwa na spożycie. Na tyle na ile dajemy radę, staramy się coś mieć z tego pobytu ...

18 comments:

  1. Spotkanie z rodziną jest cenne.I do tego jeszcze takie smakołyki ::)))
    Ja ciągle nie mogę przełamać się, co do lotów.Mam okropne lęki...ale jak muszę to lecę .I modlę sie by jak najszybciej wylądować::))Pozdrawiam.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mój pierwszy lot był przyjemny, potem trochę zaczęłam się denerwować (czyżby za dużo "Katastrof w przestworzach"? :D ). Po dłuższym pobycie za granicą powrót do domu wydaje mi się dziwnym przeżyciem. Zdaję sobie sprawę jak wolno wszystko się zmienia i że, gdyby nie moja decyzja, tkwiłabym w tym bezruchu. Niemniej lubię być w domu, czuję się tam bezpiecznie.

      Delete
  2. z Zachodniego na Ursynów?... proste: 182, 187 lub 523 do Politechniki, a dalej metro...
    można też 127 do Centrum, dalej metro... można też 136 a la longue z przystanku koło ronda... ale to są gorsze opcje...
    akurat pamiętam, bo z Kraka niedawno wracałem i bus był na Zachodni, potem miałem sprawę na Ursynowie... piździło wtedy mrożnie, a w 523 znalazłem zapalniczkę, którą potem gdzieś szybko posiałem, nawet nie zdążyłem użyć...
    ...
    na słowo "narodowy" nie reaguję zbyt pozytywnie i to bynajmniej nie z powodu "ojkofobii", czy "organicznej nienawiści do Polski", tylko alergii na brunatne lewactwo...
    kebab?... to tak jak z jedzonkiem "u Chinola" /rodowitego Wietnamczyka zwykle zresztą/... są fajne punkty, a są takie do których jakoś nie mam zaufania, nie wiem zresztą czemu...
    libańska knajpa?... Le Cedre, jakoś tak "wizawi" misków na Pradze... byłem kiedyś, nawet nieźle było...
    p.jzns :)...

    ReplyDelete
    Replies
    1. 517 do centrum i metro, wysiadka na Imielinie. To maleństwo w którym my byliśmy daje naprawdę dobrze zjeść. A herbatkę będę stosowała w domu. Do tej pory nie wiedziałam jak wygląda cały kardamon. Człowiek ciągle się uczy :)

      Delete
    2. Choć do końca nie jestem pewien, że dawna słynna linia K, to obecna 523, czy 524.

      Delete
    3. kardamon to takie suche zielonkawe owocki, a w nich nasionka... pierwszy raz spotkałem się z nimi lat temu sporawo, gdy ktoś to przywiózł skądśtam bliskowschodniego pod tamtejszą nazwą "chiel" (hiel?)... test się odbył metodą wrzucenia kilku nasionek do kawy parzonej w takim włoskim skręcanym ekspresie /pijałem jeszcze wtedy kawę/... nie smakowało mi, do tej pory zresztą nie jestem fanem kardamonu...
      kawę teraz pijam sporadycznie w formie różnych wynalazków albo jeszcze sporadyczniej super szatana gdy jestem śpiący, a mam coś do zrobienia, ale wtedy muszę uważać, mam niską tolerancję na stymulanty i taki szatan potrafi mnie wyrwać z butów, funkcjonuję wtedy jak po kresce amfy...
      ...
      tak, 523 to dawne K... tam są pewnie jakieś różnice z pierwowzorem, ale tego już dokładnie nie wiem... 524 nie ma, ale jak mi się zdaje kiedyś chyba było?... czy to przypadkiem nie było dawne C po różnych zmianach?...

      Delete
    4. nie... 524 kojarzy mi się z jeżdżeniem kiedyś na Saską Kępę i chyba nie miało starszego poprzednika...

      Delete
    5. zgadza się, ale to już sprawdziłem na stronie ZTM... za to zgubiła mi się F-ka... miała jakiś następnik "pięćsetkowy", ale jaki, nie pamiętam i chyba w ogóle linia z podobną trasą już nie istnieje...
      w sumie niezła zabawa w te "przypominajki" :)...

      Delete
    6. p.s. za to pamiętam nocne 601, jedyna linia nie cumująca na "Emilce", ku mojemu dyskomfortowi gdy mieszkałem na Jelonkach... powrót w nocy do domu to była istna porażka...

      Delete
    7. znaczy było 610, ale jechało Górczewską, tylko że dla mnie to żadna atrakcja, bo mieszkałem niedaleko Połczyńskiej... tak, czy owak, trzeba było pruć z bambosza, albo od Górczewskiej, albo z Centrum do Świerczewskiego /Solidarności/ do 601 :)...

      Delete
    8. 610 jechało na Koło, jeździłem nim namiętnie, gdy mieszkałem w akademiku- jak go zwaliśmy na Księcia Pana (Księcia Janusza)

      Delete
    9. przez Koło na Bemowo, czyli wszystko się zgadza... akurat dobrze to zapamiętałem, bo tak wracałem z Centralnego pewnej dość szczególnej nocy...

      Delete
    10. No pięknie, piękna rozmowa ... porozumienie dusz unosi się w powietrzu. Jako dziewucha ze wsi nie mogę tutaj dodać nic ponad to, że po wielu latach polubiłam stolycę.

      Delete
  3. Dobra herbata w zacnych naczyniach często lepsza od kawy i kebab bywa dobry.
    Krajobraz zimowy mam za oknem, a ciśnienie leci na łeb i głowa szaleje...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Podoba mi się próbowanie czegoś nowego, szczególnie, gdy to nowe okazuje się całkiem smaczne. Na Imielinie śnieg za oknem i -5 stopni.

      Delete
  4. Uwielbiam próbować nowych potraw, czuć inne smaki, ale przyzwyczajona do ulubionych, mam własne preferencje. Herbatę z kardamonem lub imbirem piję zwykle rano.
    Serdecznie pozdrawiam

    ReplyDelete

Bardzo proszę NIE komentuj jako Anonim.
Nie toleruję spamu i wulgaryzmów. Komentarze są moderowane, take your time.
***

Please, DO NOT comment as Anonymous.
Talk sense. Spam messages and filthy language won't be tolerated.