Monday, November 5, 2018

#lubięponiedziałek

I czy taki człowiek może być normalny, gdy zaczyna dzień od jedzenia zupełnie dzikich krewetek atlantyckich z dodatkiem soku świeżo wyciśniętego z cytryny? No nie może.

Kontynuowałam w podobnym stylu, idąc w dziwnym płaszczu bardzo zamaszystym do tesco.

Potemśmy poszli po 17-stej pod tę wieżę, na rzekę popatrzeć, co jej prawie nie było widać, bo słońce już zaszło. I tylko migotały światełka, które mają statki naprowadzać. mryg mryg, w różnych kolorach, że trudno się rozeznać, ale statki pewnie wiedzą co i jak.

Drogheda. Wieża. Maiden Tower. Zbudowano ją za Elżbiety I:


Zimno było, więc pac pac przez kałuże, rzeka została przez nas odnaleziona, pościskaliśmy się, potem znowu przez kałuże i do samochodu. Morze cały czas szumiało gdzieś w ciemności. Trzeba nie mieć rozumu, żeby z powodu czegoś takiego stać potem w korku.

Oprócz tego obejrzeliśmy "Control", film o Ianie Curtisie, frontmanie Joy Division. Polecam.

Po zajętym weekendzie bardzo to była miła odmiana. Pewne decyzje logistyczno-życiowe zostały podjęte. I za 11 dni krótka wizyta w Polsce. Nie będe odliczała, skupię się na każdym dniu z osobna. A Kraciasty właśnie siedzi obok mnie i próbuje swojej zupy, która nie wygląda jak fasolowa. godz. 23:22. Jan Kondrak w odtwarzaczu.

12 comments:

  1. Po 4 dniach wolnych poniedziałek nie motywuje mnie do pracy, prędzej myślę o emeryturze...
    Wież robi mroczne wrażenie bez jakichkolwiek świateł.
    My słuchaliśmy i oglądaliśmy wczoraj koncert The Moody Blues z orkiestrą, mąż właśnie odebrał płytę. Dobrze sobie radzą ci emeryci, niejedną młodą kapelę mogliby zawstydzić, bo koncert z 2017.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ba, czas dokonał odsiewu. Żeby być takimi np. Rolling Stonesami nie wystarczy mieć dobrego PR-u, trzeba też nie dać się reumatyzmowi ;)

      Dni wolne mam inaczej niż wszyscy ... dzisiaj na ten przykład :).

      Delete
  2. Potwierdzam, nie może :) Nie tylko dlatego, że żre krewetki i chadza do kina, ale przede wszystkim dlatego, że lubi poniedziałek! :))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Takie rzeczy jednak się zdarzają, co ja osobą swoją własną potwierdzam :D

      Delete
    2. To po prostu niesłychane! :)

      Delete
  3. Ja również polecam "Control", zwłaszcza jeżeli potencjalny widz ma podstawową wiedzę w temacie takich deficytów, jak niedojrzałość emocjonalna i jej konsekwencje. Do tego świetne zdjęcia- co kadr, to pocztówka- i to czarno- biała.
    Krewetki faktycznie, rewelacyjne były, świetnie dobrana marynata podkreślająca, a nie zabijająca smak, a ten ostatni błąd często spotykamy nad Wisłą, gdzie szef kuchni bierze (o zgrozo!) mrożone krewetki, zawija je w bekon lub coś o podobnie intensywnym smaku i aromacie i jeszcze upacia w keczupie, bądź innym sosie czosnkowym. Przecież klient by w takim zestawie nie zauważył, jakby zamiast krewetki była tam parówka.
    Dobrze, że ten płaszcz trafił do Ciebie :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. he he... kiedyś wykonałem taki manewr kulinarny, że do faszerowanej papryki wetknąłem kawałki surimi /też parówka, tyle że rybna/, coś mi odbiło, bo pomysł był od czapy... to surimi się rozpłynęło jakoś tak, a ja otrzymałem informację zwrotną, że zrobiłem "pyszny wegetariański(!!!) obiadek"...

      Delete
    2. @Wolandzie też bardzo się cieszę. Mój ci on. Film natomiast nie tylko dla fanów Joy Division, ot dobry kawałek kina z rodzaju tego, gdzie warto pomyśleć.

      @PKanalio, surimi nie jadam ze względu na ich drugą nazwę. Paluszki krabowe. Myślę o tych krabach i ich paluszkach i się odechciewa.

      Delete
    3. nazwa "paluszki krabowe" zaiste jest fikuśna, bo tyle w nich kraba, co w całej zawartości sieci floty trawlerów, do którejś jakiś pojedyńczy krab się przypadkiem zaplątał... akurat z surimi mam tak, jak z ich nierybnym /małorybnym?/ analogiem, czyli parówkami: generalnie nie, aczkolwiek pewne wybrane rodzaje nawet chętnie...

      Delete
  4. faktycznie, normalnie, tak teoretycznie to zwykle dzień się zaczyna od aktu mikcji, tylko najpierw trzeba uzgodnić, co to znaczy zaczynać dzień i kiedy to jest?...
    stop, wróć!!!... a kto wycisnął cytrynę?... bo jeśli jedzant krewetek, to znaczy że zaczął dzień od tego wyciskania...
    p.jzns :)...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ty Kanalio za mądrych słów używasz, aż tę mikcję musiałam sprawdzić w słowniku. Tak, siku pewnie było, ale nie chciałam iść tak zupełnie w detal, bo jak w detal to się dzień zaczął od tulania Kraciastego. Jedzantowi krewetki pod nos podstawiono, zrobił to wyciskacz w kusym szlafroczku :))

      Delete
    2. Dobra, to już jak tak odkrywamy karty, to wyciskaczem w kusym szlafroczku byłem ja, więc jedzant (Świechna) musiała tylko spożyć, najlepiej ze smakiem.

      Delete

Bardzo proszę NIE komentuj jako Anonim.
Nie toleruję spamu i wulgaryzmów. Komentarze są moderowane, take your time.
***

Please, DO NOT comment as Anonymous.
Talk sense. Spam messages and filthy language won't be tolerated.